Korki z transmutacji 1/6

61 2 0
                                        

- Że kto proszę?!

Al wpatrywał się z niedowierzaniem w niewzruszoną, pomarszczoną twarz profesor McGonagall. Na której siwe brwi powędrowały do góry.

Wewnętrznie utożsamiał się z tym profilem. Starość. Zestarzeje się w tej szkole. W ciągu najbliższych kilku tygodni.

- Panie Potter, ufam że jest pan zdolny zachowywać się stosownie do swojego wieku - poprosiła, wracając do swoich papierów.

W szoku w jakim był, nie. Al nie był do tego zdolny.

Bo dlaczego, na miecz Godryka, ze wszystkich ludzi w tej szkole, przypisała mu na korepetytora Malfoya. Malfoy nie był nawet w Gryffindorze.

- Ale pani profesor, ma pewno jest jakiś inny uczeń który ma więcej wolnego czasu i będzie chętny... i będzie na bieżąco z materiałem...

- Proszę przynajmniej spróbować, panie Potter. Wierzę w pana.

Al westchnął, nie wierząc. Ani w siebie, ani w McGonagall, ani w swój chory los. A już na pewno nie w Malfoya.

- Spróbuję, pani profesor. Ale nie pochwalam pani wyboru. Dobrego wieczoru - pożegnał się uprzejmie, po czym wyszedł z klasy. Światło słoneczne tańczące po dziedzińcu uderzyło go w oczy jak real. Real korków z Malfoyem.

To po prostu nie miało jak się stać. Nie ma mowy.

- Aż tak źle?

Uniósł wzrok by zobaczyć Imogen czekającą na niego na ławce nieopodal.

- Walony Malfoy - burknął, mijając ją.

- Co? - spytała, jakby zaskoczona tym że się tu znalazła.

Codzienność.

- Przypisała mi Malfoya na korki. Czaisz? Malfoya--

- Tego z piątego roku?

- Uhuh. - Pokręcił głową. - Zejdę przez to, zobaczysz.

- Brzmisz bardzo ponuro... Czy Malfoy serio jest taki okropny?

Posłał jej spojrzenie.

- No weź, poważnie pytam. Nie że cię winię, tylko wiesz...

Pokręcił głową. Ponownie (prawdopodobnie jego nowy nawyk na kolejne kilka tygodni). Miło było mieć Imogen pośród przyjaciół, ale czasem jej umiejętności poznawcze go zastanawiały.

- Malfoy spiął się na mnie tyłkiem. Bez powodu. To po prostu nadęty dupek.

- I postanowiłeś że zrobisz to samo?

Ha. To byłoby dobre.

- Widzisz, w tym problem: ja nie mam do niego żadnego urazu. Po prostu nie wyobrażam sobie żeby siedzenie ze mną co tydzień nad zaawansowaną transmutacją mogło być dobre dla jego uczuć.

Imogen mruknęła pod nosem. - A może on tak okazuje podziw? W końcu Malfoyowie to przebiegłe dupki - zaintonowała mrocznie.

Mrocznie jak śmiech Albusa. - Tak, to bez wątpienia to. Słodkie uczucia zakamuflowane pod toną smoły.

- Czy ja wiem. Malfoy jest raczej dość biały...


***


Następnego ranka próbował nie wyszukiwać Malfoya w wielkiej sali. Ale Malfoy, szlag go, był taki blond; wyróżniał się pośród tłumu jak puszek pigmejski pośród cierni.

Albo cierń pośród puszków pigmejskich, trafniej rzecz ujmując-- mniejsza. Co ważne to to że wzrok Albusa przylgnął do niego jak magnes gdy tylko Malfoy wkroczył do wielkiej sali.

ScorbusOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz