Zdesperowane szachy [9/13]

116 7 0
                                        

— A wiesz, co mogłoby dodać zabawy do gry, niezależnie kto wygra?

Ta anielska twarz ubrana w niemal drapieżczą przebiegłość to prawie niepokojący obrazek.

Ale jaki dech zapierający... Piękny. Malowniczy. Pokarm dla duszy. Balsam dla oczu. Cud ucieleśniony– Zaraz. Jakie było pytanie?

— Zakład?

— Ha! Czytasz mi w myślach. — Scorpius zszedł z przyjaciela i ruszył po zestaw do gry w szachy Albusa.

Damian ochrzcił go swoim żółtym i wonnym, gdy James próbował ukradkiem zczitować przy pierwszej partii z bratem.

— Wiesz, ale tak dobrze to ci w myślach nie czytam. Nie powiedziałeś, jaki zakład.

— Właściwie — Scorpius ułożył szachownicę na łóżku i usiadł po drugiej stronie — nie jestem pewien, czy "zakład" to odpowiednie słowo. Bo na myśli mam — ustawił swoje gońce, cały pełen ikonicznej Malfoyowskiej nonszalancji — rozbierane szachy.

Albus parsknął śmiechem. Wcale niezupełnie było mu do śmiechu; jego ciało po prostu musiało uwolnić to gęste napięcie. — Dziś szczyty desperacji, huh?

Twarz blondyna pozostawała neutralna.

— Skąd ten wniosek? Chcę ci tylko udowodnić, że gra sama w sobie może być dobrą zabawą.

Albus naprawdę nie znosił gdy Scorpius uwalniał swojego wewnętrznego węża. Merlin jeden wie, kiedy wdepniesz w tego cichego drapieżnika i padniesz jego ofiarą.

Podniecająco stresujące.

— I założyłeś, że moją definicją dobrej zabawy jest striptiz?

Scorpius wzruszył ramionami. — Nie udawaj, że nie masz ochoty sobie popatrzeć.

Serce Albusa wskoczyło w rydwan pędzony lękiem i podekscytowaniem.

— A bo ja wiem. Może gdybyś był dla mnie bardziej obcy...

Taflę lodu przełamał uśmieszek. Błysk oczu.

Albus miał ochotę przełknąć ślinę, lecz obawiał się narobić hałasu w ciszy, która owinęła ich swoim złowieszczym kokonem.

Cisza przed burzą? Powitałby trochę chłodu z radością, prawdę mówiąc. Lato zabija...

- Poniekąd wciąż jestem, prawda? Wiesz, nie widziałeś jeszcze wszystkiego.

Taki żeś pewny?

— Jesteś również mistrzem wprowadzania niezręczności. — Albus zajął się ustawianiem własnych pionków. Przywracanie kawałka świata do porządku przywracało do porządku jego samego (trochę), mimo że jednocześnie przybliżało go do Strasznego Wielkiego Niewiadomego Ze Scorpiusem.

— Niezręczności? — Scorpius przeciągnął się ostentacyjnie, postawiwszy w końcu swojego Króla na pozycję. — Nie czuję. To co? Każdy stracony pionek równa się jeden fragment ubrania?

Albus zważył opcje w głowie. Scorpius był zdecydowanie bardzo, bardzo nietypowo dziwny ostatnimi czasy... z kolei Albus zdecydowanie bardzo miałby ochotę sobie popatrzeć... więc... dlaczego miałby nie skorzystać z okazji? W razie katastrofy, zwali wszystko na przyjaciela, bez grama poczucia winy.

— Czemu nie.

— A jeśli nie zostanie już nic, przegrany...

Ufaj umysłowi niewyżytego seksualnie nastolatka, że wpakuje w tę pauzę co najmniej tuzin odpowiedzi, bez najmniejszego problemu.

— ...spełni jedno życzenie zwycięzcy.

Napięcie w ciele Albusa odpuściło. Po części.

— Serio? Spodziewałem się większej kreatywności.

— Przyznaj, że tak jest tym bardziej ciekawie.

— Wcale nie wyglądasz na specjalnie zainteresowanego.

Malfoyowski uśmieszek.

ScorbusOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz