Rozdział zawiera graficzne treści erotyczne.
.
.
.
Olśnienie uderzyło w niego w pełnym pędzie Grzmota 3000, podnosząc go do siadu.
- Gdzie idziesz? - spytali jednocześnie.
Takie zjawiska zawsze go przerażały.
- Później wam powiem - wybiegł z dormitorium. Z czerwonego pokoju wspólnego.
Z czerwonymi emocjami gotującymi się w jego żebrach i jelitach.
- Oh! Ostrożniej, proszę! - gruba dama zawołała za nim gdy przeskoczył przez dziurę za portretem niczym grzmot.
Niemal zjechał po schodach, przemknął kilkoma tajnymi przejściami, i znalazł się na szkolnych błoniach. Ustał na moment, zaciągając się powietrzem. Było mokre i ciężkie. Pachniało burzą.
Zapragnął zimy. Ziąb zawsze pomagał mu przywołać się na ziemię.
...Ale miał zimną wodę.
Puścił się biegiem ku lasowi, trzymając blisko brzegu. Wystające korzenie co i moment potykały go, pokręcone i obfite.
- Pokręcone miejsce - wyrzucił, obrzucając upiorny las dzikim wzrokiem.
Jego serce biło w dzikim galopie. Ale nie przez wysiłek fizyczny.
Rozebrał się, odrzucając z siebie ubranie w gorączce. Nie wiedząc do czego się spieszy, wiedząc tylko że potrzebuje tego. Potrzebuje biec, zderzyć się z materią, okładać pięściami. Potrzebuje czuć ziąb na swoim rozgrzanym ciele.
Wstrząsnąć się z powrotem w siebie.
Szlag że nie przyniósł ze sobą piwa. Zimnego, parzącego piwa.
Zimno od zewnątrz i od środka.
Stanął boso na wilgotnym gruncie. Szelest lasu z jednej strony, pluskanie jeziora z drugiej. Wietrzny dzień.
Pokręcona pogoda. Pokręcony moment.
Opadł na kolana w jezioro. Na ostry kamień; syknął w bólu.
- Kurwa mać - westchnął, rozdrażniony. Ból był łagodny. Wystarczający by wyjąć jego umysł z mętnej zupy w którą wpadł.
Zimno otuliło jego prącie; jego jądra ściaśniały, wtulając się w jego ciało.
Ujął je w dłonie, siadłszy w jeziorze. W błocisto-piaszczystej zimnej mokrości.
Potarł swój żołędź przez napletek, naparł kciukiem w swoją cewkę. Cichy pomruk wypłynął z niego bezwolnie.
Ogarnęły go dreszcze. Jego prącie bolało, jak gdyby niepewne czy nabrzmieć w erekcję czy pozostać w ciepłym komforcie między jego udami.
Domagać się uwagi czy pozostać niezauważonym.
Podniósł się i powłóczył głębiej w jezioro. Uważając by się nie potknąć. Biorąc głębokie, ciężkie oddechy w miarę jak zimna woda otulała jego nagie ciało bezlitośnie, bez przeprosin.
Nie dbał o przeprosiny.
Zanurzył się, popłynął ku środkowi jeziora. Wynurzył się, łapiąc dech. Zimny i skupiony.
Spojrzał na zamek górujący po jego stronie. Siedział w jeziorze, jak on, i był gigantyczny w porównaniu; niemal budził trwogę.
Gdzieś z odmętów jego pamięci niemrawo wydostała się informacja o istnieniu dormitoriów Krukonów.
CZYTASZ
Scorbus
FanfictionDostępny również na AO3 (użytkownik: Wyrdmazer). Nikt nie zna miłości bardziej przenikliwej, niż miłość tych dwóch. Nie dostali wraz z nią gwarancji telepatii, lecz zsynchronizowali się jeszcze zanim poznali imię drugiego. Świat nie rozumie ich, oni...
