Korki z transmutacji 3/6

63 2 1
                                        


Rozdział zawiera graficzne treści erotyczne.

.

.

.

Olśnienie uderzyło w niego w pełnym pędzie Grzmota 3000, podnosząc go do siadu.

- Gdzie idziesz? - spytali jednocześnie.

Takie zjawiska zawsze go przerażały.

- Później wam powiem - wybiegł z dormitorium. Z czerwonego pokoju wspólnego.

Z czerwonymi emocjami gotującymi się w jego żebrach i jelitach.

- Oh! Ostrożniej, proszę! - gruba dama zawołała za nim gdy przeskoczył przez dziurę za portretem niczym grzmot.

Niemal zjechał po schodach, przemknął kilkoma tajnymi przejściami, i znalazł się na szkolnych błoniach. Ustał na moment, zaciągając się powietrzem. Było mokre i ciężkie. Pachniało burzą.

Zapragnął zimy. Ziąb zawsze pomagał mu przywołać się na ziemię.

...Ale miał zimną wodę.

Puścił się biegiem ku lasowi, trzymając blisko brzegu. Wystające korzenie co i moment potykały go, pokręcone i obfite.

- Pokręcone miejsce - wyrzucił, obrzucając upiorny las dzikim wzrokiem.

Jego serce biło w dzikim galopie. Ale nie przez wysiłek fizyczny.

Rozebrał się, odrzucając z siebie ubranie w gorączce. Nie wiedząc do czego się spieszy, wiedząc tylko że potrzebuje tego. Potrzebuje biec, zderzyć się z materią, okładać pięściami. Potrzebuje czuć ziąb na swoim rozgrzanym ciele.

Wstrząsnąć się z powrotem w siebie.

Szlag że nie przyniósł ze sobą piwa. Zimnego, parzącego piwa.

Zimno od zewnątrz i od środka.

Stanął boso na wilgotnym gruncie. Szelest lasu z jednej strony, pluskanie jeziora z drugiej. Wietrzny dzień.

Pokręcona pogoda. Pokręcony moment.

Opadł na kolana w jezioro. Na ostry kamień; syknął w bólu.

- Kurwa mać - westchnął, rozdrażniony. Ból był łagodny. Wystarczający by wyjąć jego umysł z mętnej zupy w którą wpadł.

Zimno otuliło jego prącie; jego jądra ściaśniały, wtulając się w jego ciało.

Ujął je w dłonie, siadłszy w jeziorze. W błocisto-piaszczystej zimnej mokrości.

Potarł swój żołędź przez napletek, naparł kciukiem w swoją cewkę. Cichy pomruk wypłynął z niego bezwolnie.

Ogarnęły go dreszcze. Jego prącie bolało, jak gdyby niepewne czy nabrzmieć w erekcję czy pozostać w ciepłym komforcie między jego udami.

Domagać się uwagi czy pozostać niezauważonym.

Podniósł się i powłóczył głębiej w jezioro. Uważając by się nie potknąć. Biorąc głębokie, ciężkie oddechy w miarę jak zimna woda otulała jego nagie ciało bezlitośnie, bez przeprosin.

Nie dbał o przeprosiny.

Zanurzył się, popłynął ku środkowi jeziora. Wynurzył się, łapiąc dech. Zimny i skupiony.

Spojrzał na zamek górujący po jego stronie. Siedział w jeziorze, jak on, i był gigantyczny w porównaniu; niemal budził trwogę.

Gdzieś z odmętów jego pamięci niemrawo wydostała się informacja o istnieniu dormitoriów Krukonów.

ScorbusOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz