ROZDZIAŁ 21.

366 35 29
                                        

Deszcz zacinał wprost w okna jej mieszkania. Wygrywał swoją własną melodię. Siedziała na łóżku z podkulonymi nogami. W pokoju panowała kompletna cisza. Raz po raz zaglądała w telefon z każdym następnym powiadomieniem, od czasu ich spotkania Kuba się nie odzywał. Wodziła dłonią po swojej nodze i wzdychała ciężko, przed oczami miała tamtą noc, kiedy głaskał ją po nodze, całował na balkonie, a potem cała akcja w samochodzie. Złapała nagle za wisiorek, jakby sprawdzała, czy dalej wisi na jej szyi.
— Mówię do ciebie. — głos Damiana wyrwał ją z zamyślenia. Była tak pochłonięta rozmyśleniami, że nawet nie słyszała jak wszedł.
— Co? — spytała cicho.
— Jest obiad?
— Nie, nie ma, źle się czuję, nie miałam siły... — machnęła ręką. Jednak po chwili rozpłakała się. — Przepraszam...
— Przestań, nic się nie stało, zjem kanapki... — pogładził ją po ramieniu i poszedł do kuchni. Dziewczyna przeklęła go kilka razy w myślach. Spojrzała z powrotem w okno... — Skąd masz ten wisiorek, nie widziałem go wcześniej...? — spytał się jej, kiedy dalej obracała kawałek kryształu w rękach.
— W Primarku kupiłam, tylko funta dałam... — powiedziała na odczepne.
— Ładny. — powiedział i poszedł do kompa. Odprowadziła go wzrokiem pełnym pogardy. Od czasu spotkania z Kubą, porównywała go do niego cały czas...

— Kuba, ocknij się ile można do ciebie wydzwaniać? — Kondracki wszedł do mieszkania swojego przyjaciela. — Co się dzieje? Znikłeś, jak kamień w wodę. — dopytał.
— Weź, wyjdź! — Que go wyminął i poszedł do kuchni, gdzie wrócił z piwem i rzucił się na kanapę, włączył kanał sportowy i ignorował Kondrackiego.
— Co się stało...? — podszedł powoli i spojrzał w smutne oczy przyjaciela.
— Nic, idź stąd...
— Nie pójdę, dopóki mi nie powiesz... — usiadł w fotelu, jednak rozmyślił się po chwili i poszedł do kuchni, mając ochotę na piwo. Zobaczył Na stole rozpakowany prezent od Loli, wziął w dłoń ramkę z jej zdjęciem, obok leżały słodycze, płyta z nagraną muzyką, mała maskotka i list. Długi, napisany odręcznie. Wziął list i zamknął się w łazience, żeby Kuba mu nie przerywał. Usiadł na klapie toalety i zaczął czytać.

„Kochany Kubo,
To co zdarzyło się między nami, jest najpiękniejszą rzeczą, jaka przytrafiła mi się od długiego czasu. Sama nie wiedziałam, co powinnam tu napisać, może to trochę staromodne, że piszę list, ale to zostaje na lata. Może kiedyś, na starość ten list znów wpadnie w twoje ręce, twoja pomarszczona twarz uśmiechnie się szeroko, a usta powiedzą „to ta szalona dziewucha, którą poznałem na czacie". Jestem sentymentalna i nie będę tego ukrywać. Tak bardzo cieszę się na nasze spotkanie, kiedy tylko mój przygłupi chłopak zniknął za drzwiami, wychodząc do pracy, sięgnęłam za szczotkę do włosów, która jest moim ukochanym mikrofonem i darłam się na cały głos, śpiewając Queen - „Don't stop me now". Nie sądziłam w życiu, że zwykłe hej będzie powodowało tak szeroki uśmiech na mojej twarzy. To jest jak bajka na miarę XXI wieku, a ty masz wszystkie cechy superbohatera. Pomimo, że fizycznie daleko mi do księżniczki, to dzięki tobie nie raz się tak poczułam. Choć byłam strasznie zmieszana tym uczuciem i często rumieniłam się do ekranu, to miało to w sobie wielką siłę. Cieszę się, że nie odpuściłeś, kiedy dowiedziałeś o moich problemach, nie wyobrażam sobie teraz, by był ze mną w tych ciężkich chwilach ktokolwiek inny niż ty. Teraz jestem pewna tego, że to ty uratowałeś mi życie, powstrzymując mnie przed największym aktem tchórzostwa. Wiesz, ostatnio słuchałam pewnej piosenki, pewnie znasz, ale w refrenie jest „Więc zamknij oczy, nie myśl o mnie bo nasza znajomość to stupid love...". Tak cholernie mi się to z tobą koajrzy. Bóg jeden wie, czy to co czuję do ciebie miłość, ale to uczucie jest bliskie miłości. Czuję się jak dziecko. Tak radosna i beztroska nie byłam dawno. Mam nadzieję, że to spotkanie zaserwuje mi wiele miłych wspomnień i nie będzie ostatnim. Wciąż tego wszystkiego sobie nie wyobrażam i przeraża mnie tak bardzo, że mam ochotę zwymiotować. Ostatnio tak bardzo myślałam o tym, że bardzo chciałabym cofnąć czas i podjąć lepsze decyzje, ale potem pomyślałam, że jednak nie chcę, bo mogłabym cię nigdy nie poznać. Jestem tak rozentuzjazmowana, że mam wrażenie, że piszę od rzeczy. Może nie jestem najlepsza w pisaniu listów, ale to wszystko jest szczere. Dziękuję, że jesteś, że doprowadziłeś mnie do tego momentu i nigdy mnie nie wyśmiałeś...

Całuję,
Lola."

Do drzwi łazienki zaczął się dobijać Kuba.
— Otwieraj i oddawaj, to co moje!! — walił pięścią w drzwi. Kiedy Kondracki otworzył łazienkę, momentalnie dostał w łeb i z ręki został mu wyrwany list.
— Ała, dobra zasłużyłem sobie, ale co do cholery się stało!? Wyglądasz na podłamanego, a w tym liście było więcej miłych rzeczy, niż ja przez całe życie usłyszałem.
— Po prostu zjebałem... Dasz mi spokój!?
— Nie, dopóki mi nie wyjaśnisz...
— Wyznała mi miłość, a ja ją tam zostawiłem... Oddałem ją w łapy tego obleśnego debila... — szarpnął się lekko za potargane włosy.
— Ty pojebany jesteś... — spojrzał na kumpla. — Nie jesteś, sam się zakochałeś... Siekło cię porządnie...
— Daj mi spokój... — Kuba poszedł na kanapę.
— Ej stary, pisałeś do niej?
— Nie... — powiedział cicho.
— Napisz do niej. Błagam, bo nie mogę patrzeć jak się zadręczasz. Ona sama nie wie co czuje, tak napisała, a jednego jestem pewien. Spotkałeś się z nią, pożegnałeś i nie napisałeś nic, więc wiesz co tam się dzieje? Ona siedzi i na bank się zadręcza, że to jej wina, że się nie odzywasz, że ci się nie spodobała, albo że już się nigdy nie spotkacie, na bank.
— Serio tak myślisz? — spojrzał na niego.
— Mam siostry, wiem jak działa żeńska logika jeśli chodzi o faceta.
— No to zaraz napiszę, ale jest mi głupio, po prostu...
— Głupio to ci będzie, jak ci zaraz jebnę i będziesz chodził z limem pod okiem. — Krzysiek przerzucił oczami.
— Ta, no spróbuj szczęścia... — rzucił pod nosem Kuba.
— Co tam mamroczesz? Kuba, masz wielkie możliwości , możesz tam lecieć rano i wrócić wieczorem kiedy chcesz. Ja wiem, że jak się zobowiązujesz, to dotrzymujesz słowo. Jednak spróbuj może wziąć kilka dni wolnego.
— Nie chcę, dopiero jak nagram materiał.
— To rusz dupę, zostaw piwo i zaskocz ją, to takie ciężkie?
— Nie.
— No widzisz, jazda do studia. Wszyscy na ciebie czekają, więc spełniaj ten misterny plan. — oboje udali się do studia.

ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz