ROZDZIAŁ 63.

279 30 15
                                        

 — Kuba, Kuba...! — odwróciła jego twarz w swoją stronę, był już czerwony ze wściekłości. — Sama do niego pójdę, okej? — pogładziła jego policzek i wpiła się w jego usta.
 — Przestań nie puszczę cię do niego. — zaciskał dłonie w pięści. 
 — Spokojnie, poradzę sobie. — dziewczyna ruszyła w stronę furtki. Kuba niewiele myśląc, poszedł do domu i wbiegł na piętro, przeskakując po dwa schodki i wpadł do pokoju Maćka. 
 — Boże święty, co za syf... — powiedział widząc bałagan i szturchnął śpiącego chłopaka. 
 — Co jest? — zapytał zaspany chłopak. 
 —Damian jest na dole, a ona wybrała się do niego sama. — brat Loli, zerwał się i wsunął na siebie spodnie, sięgnął po baseball, który stał przy drzwiach i zeszli an dół, wychodząc z nim na podwórko. 
 — Co się dzieje do cholery...?! — powiedziała zdenerwowana matka i wyszła na dwór za chłopakami. — O kurwa, rzuciła pod nosem. — Nie sądziłam, że go tutaj przywieje. 
 — Pani mu powiedziała? 
 — Zadzwoniłam do niego, po pierwszym telefonie, żeby zapytać co się stało... Co ja najlepszego zrobiłam...? — powiedziała kobieta.

 — Czego chcesz? — dziewczyna podeszła do chłopaka. 
 — Pięknie wyglądasz... — powiedział z uśmiechem.
 — No na pewno nie dla ciebie pięknie wyglądam. Radzę ci stąd iść...
 — Chcę pogadać, nic więcej. — powiedział cicho. 
 — O czym? O zaniedbywaniu naszej relacji, gwałcie, próbie samobójczej, poronieniu? Proszę cię, ile ja cię prosiłam o rozmowę, a ty nie reagowałeś. 
 — Lola, ja dalej cię kocham, brakuje mi ciebie. 
 — Czy ty siebie słyszysz?! — roześmiała się głośno. — Jestem zakochana i szczęśliwa w moim nowym życiu, w którym ciebie nie ma i nie będzie... A teraz skomlesz żałośnie pod moim domem jak pies. Nie masz za grosz honoru. 
 — Kurwa! — przeklął i złapał ją przez pręty bramy, pociągając do siebie. — To nie jest prośba, masz ze mną wracać i przestać odpierdalać! — z jednego z prętów wystawał ostry kawałek metalu, który rozciął jej policzek. 
 — Ał... — pisnęła z bólu.
 — Ani się kurwa waż jej ruszać! — krzyknął Kuba, a Damian się zerwał, zaczynając uciekać. Kiedy dziewczyna cofnęła się kilka kroków w tył i zobaczył, że jej policzek krwawi, wpadł w furię. Nie tracił czasu na otwieranie bramy ani furtki, sprawnie przeskoczył przez ogrodzenie i ruszył pędem za chłopakiem. 
 — Kuba!! — dziewczyna krzyknęła za chłopakiem, jednak ten nie reagował. 
 — Nie pozwól mu zrobić żadnej głupoty! — krzyknęła na Macka, który otwierał furtkę i wybiegł za Kubą. Dziewczyna zakryła dłonią usta. 
 — Chodź... — powiedziała jej mama. — Przepraszam, to moja wina, nie wiedziałam co się dzieje i zadzwoniłam do niego po wytłumaczenia... — westchnęła kobieta. — Ale już teraz wiem, jaki jest niebezpieczny. Trzeba ci to przemyć. — złapała za ramię córkę i ciągnęła w stronę drzwi. 
 — Nie mamo, muszę biec za nimi, on jest zdolny go zabić... — powiedziała do matki i wyrwała się. Ruszyła za chłopakami.

 — Kurwa! — krzyknął Damian, kiedy Kuba popchnął go, a ten wywalił się na asfalt. 
 — Mówiłem ci, że masz się do niej nie zbliżać. — uderzył go z pięści, a z jego nosa poleciała krew. 
 — Masz go?! — Maciek, kiedy zobaczył chłopaka przyłożył mu od razu z baseballa. — Jak mogłeś skrzywdzić moją siostrę co? Wiesz co to jest ból? — chłopak przydepnął jego przedramię i uderzył w jego dłoń baseballem z całej siły, aż dało się słyszeć odgłosy gruchotanych kości, chłopak rozdarł się, a jedna ze starszych kobitek wezwała policję i pogotowie. — Teraz to już sobie nawet nie zwalisz, ale wiesz co?! — walnął kijem w jego żebra. — Teraz możesz sobie sam obciągnąć, znaj moją łaskę.  
 — Wiesz co jest najgorsze? — powiedział Kuba szarpiąc go za włosy i zmuszając by spojrzał mu w oczy. — Że ona ma na tyle dobre serce, że poszła z tobą pogadać, a ty nie umiałeś się powstrzymać, żeby nie zadać jej bólu... — Kolejna pięść wylądowała na jego twarzy. 
 — Kuba! — krzyknęła dziewczyna z oddali, nie chciała tam podchodzić. Chłopak odwrócił się w stronę dziewczyny.
 — Idź do niej, sprawdź czy wszystko dobrze. — powiedział Maciek, słysząc sygnały karetki i policji. — Ja załatwię resztę. — powiedział, a Kuba podbiegł do dziewczyny i objął ją mocno, wtulając w swoją klatkę piersiową jej głowę. 
 — Idziemy do domu. — powiedział poważnym tonem. 
 — Trzeba mu pomóc... — powiedziała dziewczyna. 
 — Jesteś dla niego za dobra, wiesz? — powiedział patrząc w jej oczy. — Twój brat się nim zajmie. Idziemy do domu. — jej serce waliło jak oszalałe. Kuba przerzucił ją przez ramię i zaczął nieść w stronę domu, patrzyła w ciszy jak podjeżdża policja i karetka, a Maciek z nimi rozmawia. Postawił ją na ganku w domu i złapał jej buzię w dłonie. — Po chuj do niego poszłaś... — syknął wkurwiony i otarł krew z jej policzka. Sprawdzał dokładnie, czy nic się jej więcej nie stało.
 — Miałam nadzieję, że obejdzie się bez rozlewu krwi... — jęknęła żałośnie. 
 — Teraz to już na bank koniec, pójdzie siedzieć. — powiedział Maciek, wchodząc na podwórko. — Wszystko dobrze siostra? — zapytał chłopak, a kiedy pokiwała twierdząco głową, wszedł do domu. Lola miała łzy w oczach, a Kuba nie wypuszczał jej z objęć.
 — Nie płacz, nie warto, już ci nic nie grozi, rozumiesz? Dałaś mu jedną szansę, ale jej nie wykorzystał, skrzywdził cię znowu... — usiadł na ławce i pociągnął ja na swoje kolana, wtuliła się w niego. Miał zaczerwienione kostki na palcach, a jego oddech wciąż był przyśpieszony. — Nikt nie będzie zadzierał z tymi, których kocham... Nikt cię nie skrzywdzi, już nigdy więcej rozumiesz... — gładził jej włosy, kiedy chowała twarz w jego ramieniu. — Popsuł mi nastrój... — sięgnął po paczkę papierosów i odpalił dwa, dał jednego dziewczynie. Spojrzała na niego z wdzięcznością, Maciek wyszedł do nich i usiadł, odpalając szluga. Siedzieli w ciszy i palili, patrząc w stronę pól. Każdy z nich miał w głowie milion myśli.

ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz