ROZDZIAŁ 128.

241 28 41
                                        

— Maciek?! — Krzychu oderwał się jak poparzony od ust dziewczyny.
— Serio, żerujesz na nieszczęściu mojego brata, a ty... — zlustrował dziewczynę wzrokiem. — Jak mogłaś?! On cię tak cholernie kocha... — Maciek kopnął w piach i ruszył w stronę Mercedesa. Otworzył z impetem drzwi i potrząsnął Kubą.
— Co do cholery... — powiedział zaspanym tonem.
— Idź do Lolki, szybko... Jak nie ogarniesz w tej chwili tematu, to własnoręcznie cię zajebię.
— Maciek, co się stało?
— Całowała się z Krzychem, nie wiem na ile to poważne, są spici i zjarani, ale do cholery interweniuj!
— Co?! — momentalnie ręce młodszego z braci zacisnęły się mocno na kierownicy samochodu, a w oczach pojawiła się furia.
— Idź tam! Idź i wszystko napraw! — wykrzyczał Maciejka i wskazał w stronę Loli i Krzycha. Que potarł dłońmi twarz i wysiadł po chwili z auta ruszając w stronę dwójki.
— Krzysiek idź lepiej, nie chciałabym, by on ci coś zrobił...
— Przestań to mój przyjaciel i nie boję się go, a będę spokojniejszy wiedząc, że tobie nic nie zrobi.
— No chyba by nie mógł... — dziewczyna roześmiała się ciepło.
— Leokadia! — usłyszała za swoimi plecami mrożący krew w żyłach, ton głosu Kuby. Włoski na jej rękach uniosły się, a na ciele pojawia się gęsia skórka. Jednak nie odwróciła się nawet na chwilę. — Mówię do ciebie... — pod wpływem złości złapał dziewczynę pod pachami i podniósł stawiając ją przed sobą. Dziewczyna spuściła głowę i patrzyła na swoje buty zderzając je ze sobą czubkami. — Do auta. — powiedział krótko przez zaciśnięte zęby.
— Kuba! — Krzychu podniósł się.
— Z tobą pogadam później... — warknął na odchodne i zapakował dziewczynę do auta. Wsiadł za kółko i ruszył zostawiając za sobą kłęby kurzu. — Dumna z siebie jesteś? — spytał po kilkunastu minutach.
— Nie... — powiedziała cicho i patrzyła na dobrze jej znaną drogę prowadzącą do Ciechanowa. — Po co mnie tam wieziesz?
— By dać sobie czas do namysłu, a to jedyne miejsce, gdzie niczego nie odwalisz, będziesz bezpieczna i...
— I będziesz znów miał pełną kontrolę. — skończyła za niego i znów spojrzała w okno.
— To nie tak... — jęknął poirytowany Kuba.
— Jak nie tak, to jak? — prychnęła podirytowana.
— Kocham cię tak mocno, że tracę nad sobą kontrolę, to silniejsze ode mnie... — przyznał dodając gazu. 
 — Ale to cię nie upoważnia do robienia mi takich świństw. Nigdy nie chciałam, nawet mi to przez myśl nie przeszło, żeby wybijać się na twojej sławie, robiłam wszystko dla ciebie, bo chciałeś, bo cię to uszczęśliwiało, a nagle słyszę, że to ja jestem ta zła i niedobra, wiesz jak to cholernie boli? — spytała i ściągnęła z palca pierścionek zaręczynowy. — Nie możesz wszystkiego tłumaczyć miłością do mnie.  To nie jest wyjście. 
— Wiem... — powiedział cicho i zaciskał mocno dłonie na kierownicy samochodu, wyprzedzając następne pojazdy. 
 — A co do tego pocałunku z Krzychem, obiecaj mi, że między wami nic się nie zmieni... Byliśmy spici i zjarani, wybaczysz mu to? 
 — Okej, nie powrócimy już nigdy do tego tematu. — powiedział chłopak i podjechał po chwili pod dom swojej matki. 
 — Jesteś świadom, że nie mam nawet majtek na zmianę? — zapytała spoglądając na budynek.
 — O to się nie martw, mama ma sklep z bielizną, a jutro napisze do Krzyśka żeby ci coś podrzucił, albo pójdziemy na zakupy... Co robisz? — spytał widząc, jak dziewczyna obraca w dłoniach pierścionek z diamentem. 
 — Nic, zastanawiam się co dalej i ile razy musi być źle, żeby mogło być dobrze. Tyle razem przeszliśmy... Tyle złych chwil i tyle wspaniałych... Zamiast stać za sobą murem, jedno robi drugiemu na złość, nie wiem, czy nasz związek ma sens Kuba. — z trudem przeszło jej to przez gardło. Znów spojrzała na budynek, jednak chłopak szybko złapał za jej policzek spoglądając w jej oczy i zmuszając, by ona spojrzała w jego. 
 — Nie chcę cie stracić przez swoją głupotę. — powiedział spokojnym, pełnym żalu tonem. 
 — Ugh... Pocałuj mnie... — wyszeptała cichutko, a oczy chłopaka lekko się rozszerzyły. Wpił się w jej usta namiętnie z utęsknieniem. Tak cholernie tęsknił za smakiem jej warg, a w duchu liczył, że teraz wszystko wróci już do normy, a niebieskowłosa znów będzie jego i tylko jego. Dziewczyna zerwała się nagle z fotela i przesiadła na kolana Que. Ciepło jego ciała było czymś, co cholernie ją koiło i uspokajało nerwy. Wsunęła pierścionek na swój palec i poddała się kolejnej serii mokrych pocałunków, a ciszę przecinały głośne mlasknięcia. Chłopak nie mogąc się powstrzymać wsunął dłonie pod jej koszulkę i szybko rozpiął stanik, ściągnął z niej koszulkę i pozbawił górnej części bielizny, całował namiętnie jej szyję i wgryzał się w nią mocno, zostawiał jej bordowe malinki, które dla niej zawsze oznaczały, że przynależy do niego. Zagryzał zębami sutki i ściskał w dłoniach jej bujny biust, jedną dłonią zjechał do jej krocza i rozpiął guzik od jej jeansów. Wsunął dłoń w jej majtki, była cholernie mokra, co wyraźnie go ucieszyło, rozłożył swój fotel na maksa do tyłu i rozpiął swoje spodnie, kiedy dziewczyna pochylona składała na jego ustach kolejne pocałunki. Szybko zsunął obie ary jeansów, a dziewczyna usiadła na nim okrakiem, zanurzył się w niej mocno, gwałtownie i głęboko, a z jej ust wydobył się głośny jęk. Zaczęła go ujeżdżać, a jej biust podskakiwał rytmicznie, kiedy złapał ją za biodra i zaczął mocno do siebie dociskać, cały samochód bujał się razem z nimi, jednak nikomu to nie przeszkadzało. Liczyli się tylko oni i cały świat nie istniał dzisiaj, po kilkunastu minutach skończył w niej obficie, a ona doszła praktycznie w tym samym momencie. Usłyszeli pukanie w szybę, a Lola o mało nie zeszła na zawał. 
 — Ciesze się, że wpadliście i sobie poużywaliście, ale chodźcie na górę, bo pies tak ujada, że spać się nie da! — pani Ela pomachała im przez szybę, a policzki dziewczyny zapłonęły rumieńcem .Kuba momentalnie zaczął się śmiać, tak zaraźliwie, że dziewczyna nie była w stanie powstrzymać swojego śmiechu. Leżeli wtuleni w siebie a ich śmiech wypełniał całe wnętrze samochodu.

ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz