ROZDZIAŁ 58.

328 31 4
                                        

Kiedy skończył otarła łzę z policzka. Mimo, że miało to wyjść w świat, czuła, jakby było to tylko ich. Cały czas kiedy rapował i powtarzał raz po raz zwrotkę, doprowadzając ją do perfekcji, patrzył w jej oczy i tylko na nią. Westchnęła cicho, a kiedy wyszedł do niej, rzuciła mu się na szyję i oplotła go nogami w pasie. 
 — Mała... — szepnął zaskoczony i odwzajemniał pocałunki, którymi go skutecznie uciszała. Przewrócił się z nią na kanapę, jednak ona, jakby nic sobie z tego nie robiła. Momentalnie jej dłonie błądziły pod jego koszulką i podciągały T-shirt do góry. Nie protestował, oczywiście, że brnął dalej w jej grę. Podniecenie wisiało w powietrzu, jak gęsta mgła. Pozbyła się w końcu jego góry i zaczęła rozpinać pasek jego spodni. Nie był jej dłużny, szybko rozpinał guziki jej koszuli, napawając wzrok jej bujnym biustem, który idealnie wpasowywał się w koronkowy stanik. Wyciągnął piersi z miseczek i zaczął lizać i przygryzać sutki. Jęknęła głośno i uśmiechnęła się zadziornie. Znów widział tą odważną wersję swojej dziewczyny, za którą szalał do granic. Rozpięła guzik od jego jeansów i pociągnęła je do dołu, momentalnie jego penis znalazł się w jej gorących ustach i pieściła go czule. Dłońmi masowała jajka, to drapała podbrzusze. Stękał, fala przyjemności rozchodziła się po jego ciele, nie sądził... Nie on w życiu nie pomyślał, że reakcja dziewczyny objawi się w miłosnym akcie, w studiu nagraniowym. Brała go głęboko do gardła, po chwili jego penis stał na baczność, a on dorwał się do jej krocza. Szybka, namiętna palcówka i mineta, sprawiły, że była mokra i gotowa do działania. Możliwość zostania nakrytym, podniecała ich i sprawiała, że był to bardzo szybki, namiętny numerek, kiedy raz po raz wchodził w nią szybko. Obrócił ją tak, by się wypięła, by mógł wejść w nią od tyłu. Dłońmi uniósł i delikatnie rozchylił jej pośladki, by wejść jeszcze głębiej, pod koniec stosunku, żadne z nich nie hamowało się przed głośnymi krzykami i jękami, wyrażającymi ich podniecenie i radość. Skończył na jej tyłku i  oboje opadli, szybko się ubierając. — Masakra... — szepnął zdyszany. — Jak dobrze, że ja to nagrałem, a ty nie wiem, jak to zrobisz, ale masz wejść i to nagrać dzisiaj. — uśmiechnął się do niej szeroko, jednak dziewczyna, usiadła na nim okrakiem i wpiła się czule w jego usta. Całowała go długo i namiętnie. 
 — Daj mi pić i jestem gotowa. — powiedziała do jego ucha seksownym tonem, a jej uśmiech nie schodził z twarzy. Poszedł do niedużej lodówki i podął jej butelkę pepsi, którą wyzerowała. Weszła za szybę i pokazała mu kciuk do góry, kiedy była gotowa. Spróbowała jego taktyki i śpiewała wolny refren, patrząc mu prosto w oczy, a jej ton głosu, zdecydowanie przesiąknięty był seksapilem i miłością. Kubie, aż stanęły włosy na ręce. 
 — Jeszcze raz. — powiedział do niej, potem kazał jej powtórzyć jeszcze kilka razy, a za każdym z nich, rozkoszował się tym, co słyszał. 


 — Głodna jestem... — powiedziała do chłopaka trzymając się za burczący brzuch. 
 — A co chcesz zjeść? 
 — Chińczyka... 
 — Wiesz, ze to kanibalizm? — chłopak zaśmiał się, jednak podjechał pod swoją ulubioną knajpkę z azjatyckim jedzeniem. 
 — Czep się, konia z kopytami bym zjadła, nie sądziłam, że to taka ciężka i męcząca praca. — uśmiechnęła się szeroko, chociaż oboje doskonale wiedzieli, co miała na myśli. 
 — Dobra, co chcesz? 
 — Sajgonki i kurczaka w cieście. 
 —To już idę. — dał jej jeszcze buziaka i poszedł szybko zamówić jedzenie. Cieszył się dzisiaj jak dziecko, nie pomylił się ani trochę. Wspólne śpiewanie zbliżyło ich do siebie, a wszystkie złe rzeczy, zostały puszczone w niepamięć. Wrócił z jedzeniem po kilkunastu minutach i pojechali do jego mieszkania. Kiedy weszli na górę, usadowili się w salonie i zaczęli jeść. Wtedy rozdzwonił się telefon dziewczyny. 
 — O kurwa. — wydawało się, jakby jej humor prysnął jak mydlana bańka, kiedy na telefonie wyświetlił się napis "mama". — Nie ma mowy, nie odbiorę. — powiedziała, bardziej do siebie, niż Kuby, a on patrzył na nią. Wziął od niej telefon i wcisnął zieloną słuchawkę, wstając z kanapy. 
 — Halo?
 — Damian? — spytała jej mama. 
 — Nie, Kuba, Loli nie ma w domu, przekazać coś? 
 — Niech zadzwoni i się wytłumaczy, gdzie niby jest? Szlaja się po Londynie i wydaje pieniądze tego biedaka? 
 — Nie, siedzi w domu w Warszawie i je obiad. — uśmiechnął się cwano do dziewczyny, a ta zaśmiała się wyobrażając sobie minę swojej matki, która musiała wyglądać teraz, jakby ktoś strzelił jej z liścia.
 — Co, jak to?! 
 — Proszę pani, kiedy ona uzna to za stosowne, zadzwoni do pani i opowie pani o wszystkim. Radziłbym sprawdzać portale plotkarskie,  a teraz żegnam, jedzenie mi stygnie. — powiedział szybko i wrócił na kanapę, a dziewczyna oparła głowę na jego ramieniu. 
 — Dzięki. Co prawda nie lubię, jak odbierasz moje telefony, ale jej mina, jest w tym momencie bezcenna. 
 — Nie ma za co, ale tak szczerze, to żarty, żartami, powinnaś z nią pogadać, w końcu - to twoja matka. — popatrzył z troską na dziewczynę. 
 — Wiem Kuba, wiem, ale jeszcze nie teraz, nie chcę żeby wiedziała, bo cały świat się dowie, a na bank moje miasto. — westchnęła cicho. 
 — Spokojnie, nie będę cię do tego zmuszał, ale jednak, dalej uważam, że powinnaś z nią pogadać. — wrócił do swojego makaronu. 
 — Skupmy się na jedzeniu, to dobry plan na teraz. — zmieniła temat i wepchnęła do buzi kawałek sajgonki. — Powiem ci, że naprawdę smaczne to jedzenie. 
 — Wiem, bo ja wybierałem knajpę. 
 — Bo mają dobrego kucharza, bez tego, to raczej ciężko, nie uważasz? 
 — Wciąż wolę sobie przypisywać zasługi. — zaśmiał się. — Lola...?
 — Tak? 
 — Serio, męczy mnie to, że nie masz najlepszego kontaktu z rodzicami, a wnioskując po twoim zachowaniu, ty raczej też najszczęśliwsza z tego powodu nie jesteś. 
 — Kuba, proszę cię, odezwę się do nich, ale nie teraz i nie ciągnijmy tego tematu. Cieszmy się tym miłym dniem. — dała mu buziaka i wróciła do jedzenia.

ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz