Kuba wyszedł z mieszkania i starał się znaleźć dziewczynę, jednak bezskutecznie. Zrezygnowany wrócił do mieszkania i próbował się dodzwonić, jednak bezskutecznie...
Dziewczyna szła, gdzie ją nogi poniosły. Klęła pod nosem, była wściekła na chłopaka, a jednocześnie miała ochotę rzucić mu się w ramiona. Wewnętrzny konflikt nie dawał jej żyć. Po godzinie nawet pies się buntował, że chce wracać. Zawróciła w końcu i wyciągnęła telefon, włączając mapy. Sprawdziła drogę i ruszyła najkrótszą możliwą.
— Stary, to nie ta laska Quebo? — jeden z dresów szturchnął drugiego.
— Raczej tak, ma niebieskie włosy... — uśmiechnął się pod nosem. — Dzwoń do szefa. — chłopak momentalnie wyciągnął telefon i zadzwonił, rozmawiał krótką chwilę i obserwowali dziewczynę.
— Szef mówi, żeby się za nią brać. — panowie rozdzielili się tak, by zajść ją z obu stron.
— Hej mała, zgubiłaś się?
— Nie, dzięki za troskę. — mops momentalnie przyjął pozycję bojową i zaczął warczeć. — Chodź... — pociągnęła go, jednak kiedy się odwróciła wpadła na drugiego chłopaka. Wystraszyła się i krzyknęła głośno, jednak facet zatkał jej ręką usta.
— Nie krzycz bo zaboli. — powiedział facet, a mops rzucił się na niego, gryząc go w nogę. — Kurwa! — wydarł się głośno i kopnął psa drugą nogą, zwierze odleciało kawałek i zapiszczało. Na trzech łapach uciekł w stronę domu. Zabrali dziewczynę do Siwego.
Kuba odchodził od zmysłów i chodził po pokoju nerwowo. Po kilku minutach usłyszał znajome szczekanie.
— W końcu... — wybiegł z mieszkania, jednak jedyne co zobaczył to psa, który nie mógł wejść po schodach i piszczał żałośnie. — Mops?! — zbiegł po schodach i podniósł psa. Zapiszczał z bólu, a chłopaka ścisnęło w gardle, wbiegł na górę. — Mamo!!
— Co?! — kobieta wyjrzała ze swojego pokoju. — Boże co mu się stało?!
— Nie wiem, trzeba zadzwonić do weterynarza, albo najlepiej weź go tam. Ja zapłacę za wszystko... Muszę znaleźć Lolę... — dał mamie psa i wybiegł z mieszkania.
— Kuba do cholery, nie myślisz racjonalnie... — kobieta go zatrzymała. — Zadzwoń na policję, niech się na coś przydadzą i jej szukają. — chłopak wyciągnął telefon, na którym wyświetliło się połączenie. Kiedy zobaczył imię dziewczyny, serce zaczęło mu walić.
— Do cholery, gdzie ty jesteś?! Wiesz jak ja się martwię?!
— Cześć ciechanowski celebryto. — kiedy usłyszał Siwego, krew mu się zmroziła w żyłach.
— Gdzie Lola?
— O proszę, nawet nie spytasz „co tam"?? Zero kultury... Jest tutaj twoja laska... Powiedziała mi, że się troszkę poprztykaliście. Na zgodę będzie potrzebne jakieś sto tysięcy, zero psów. Rozumiesz? Masz 24 godziny, potem my się nią zajmiemy.
— Jak możesz?!
— Ty zapomniałeś o znajomych, jak cię pochłonęła sława, więc się przypomnimy. Dwieście tysięcy.
— Mówiłeś, że sto!
— Chcesz się licytować?
— Nie.
— Zbieraj hajs, jak już będziesz miał całą pulę, to zadzwoń na jej numer. Lokalizacja jest wyłączona... A i jeśli będziesz się ociągać, to będziemy ją powoli uświadamiać co to znaczy zło, rozumiesz?!
— Jeśli spadnie jej włos z głowy...
— Celebryto, nie ty tu dyktujesz warunki. No chyba że bardzo chcesz... Chętnie się z nią pobawimy.
— Pa. — Kuba się rozłączył. — Kurwa!!! — krzyknął na całe gardło. Jego frustracja sięgała zenitu.
— Co się stało?!
— Porwali ją i chcą hajs. To ci sami co ostatnio. Kurwa i to wszystko moja wina... — westchnął cicho. — Gdybym go wtedy nie zaczepił, nic by jej nie było... Ja sobie strzelę w łeb.
— Teraz to wracaj do domu, po nocy nic nie zdziałasz. Idę zadzwonić do Moniki.
— Po co do Moniki? — zapytał zdziwiony.
— Jej syn pracuje w policji.
— On powiedział, że zero psów, mamo jej może stać się krzywda...
— Dlatego nie zrobimy tego oficjalnie. — powiedziała kobieta. — No już do domu, bo jesteś zdolny zrobić jakąś głupotę. — wskazała na wnętrze domu.
— Dobra. — wszedł do środka. Nie spał całą noc. Czekał na jakiekolwiek informacje. Napisał do Krzycha, prosząc go, żeby przyjechał. Nie czekał długo na odpowiedź, chłopak po godzinie wszedł do mieszkania
— Co jest?! — spytał.
— Porwali ją, skrzywdzili mi psa, a ten pożal się boże policjant kazał mi czekać. Nienawidzę się, tak bardzo nienawidzę...
— Stary, wyluzuj, musisz być silny dla niej.
— Nawet mi nie wybaczyła... Pokłóciliśmy się bardziej. Nie wybaczę sobie, jak coś się jej stanie...
— To Siwy ze swoją bandą?
— Tak.
— A to chciwy dupek... — westchnął.
— Twój chłopak już wszystko wie...
— Błagam cię... Wypuść mnie, ja nic ci nie zrobiłam. — miała zawiązane ręce i zakryte oczy.
— Kochanie, nic ci tu nie grozi przez następne 24 godziny... — podszedł do niej i pogładził jej policzek. — Chyba, że chcesz się pobawić...
— Zostaw mnie... — próbowała się wyrwać.
— Powoli, bo zabili... — ścisnął mocno jej nadgarstek, na co pisnęła żałośnie. — Musisz być teraz grzeczna, nie chciałbym być niemiły...
— Zostaw mnie, proszę...
— Nie mów, że to na ciebie nie działa, związane ręce, zasłonięte oczy... — przesunął dłonią po jej boku, na co się szarpnęła. — Już spokojnie, no chyba, że chcesz spełnić fantazje... — czuła jego obleśny oddech na swoim policzku.
— Kuba... O i Krzychu jest... — powiedziała kobieta, widząc jak chłopaki spali w poprzek łóżka. Przegadali prawie całą noc, jednak nad ranem sen wygrał. Que spał skulony, śnił o dziewczynie. — Kuba... — kobieta nim potrząsła. — Przyszedł Jacek, ten policjant. Ma nowe wieści.
— Jacek? Ugh... — stęknął podnosząc się. Poszedł do salonu. — Hej, co tam...?
— Rozstawiliśmy po mieście tajniaków, wszyscy jej szukają. Wybierz pieniądze, przydadzą się.
— Mam mu zapłacić?
— To ostateczność... — powiedział chłopak. — Ściągam kilku kumpli z oddziału śledczego z Warszawy. Damy radę, a twój kolega...
— To nie jest mój kolega. — powiedział zaciskając dłonie w pięści.
— Już uspokój się... Wybacz mu, nie wyspał się. — powiedziała pni Ela i szturchnęła Kubę. — Zachowuj się.
— Spokojnie, ma prawo być rozdrażniony. Szukamy jej od wieczora. Przeszukujemy stare poniemieckie bloki, bo tam widziano ją ostatnim razem.
— Pojadę tam i sam jej poszukam.
— Nie, to nie będzie dobry krok. — powiedział policjant.
— Czemu?!
— Bo działa pan pod wpływem emocji. Poza tym, to nie dobrze żeby pan się tam kręcił, bo uznają, że coś pan kombinuje.
— To co mam do cholery robić?
— Po prostu czekać i wypłacić te pieniądze. — odpowiedział chłopak.
— To wszystko nie mieści się w głowie... — prychnął pod nosem. — Idę do banku. — powiedział i wstał, poszedł do swojej sypialni i obudził Krzycha. Razem udali się do placówki banku.
CZYTASZ
ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide Fanfiction
Fiksi PenggemarObrócił jej świat o sto osiemdziesiąt stopni. Nie bójcie się, nie była mu dłużna. Jego świat też stanął na głowie. Czy żyjemy w czasach, gdzie można zakochać się przez internet? A może to tylko dzisiaj pozwala nam, na pokazanie tego, co w nas najlep...
