ROZDZIAŁ 96.

226 26 23
                                        

Dziewczyna weszła do mieszkania, a wszyscy zamilkli. Usiadła przy stole, zlał ją trochę deszcz, ale nie zdawała się być tym wzruszona. Nałożyła sobie sernik, który zrobiła mama Kuby i wsadziła kawałek do ust. 
 — Pyszny. — powiedziała, jak gdyby nigdy nic. Każdy się na nią gapił, jak na dziwaka. 
 — Gdzie Kuba? — spytał w końcu Krzychu. 
 — Miał wrócić do domu, nie wiem, gdzie jest. 
 — Córciu, co tu się własnie stało...? — zapytała jej matka. Cieszyła się, ze kobieta jej nie znała dobrze, że nie widziała, że cierpi. 
 — Nic mamo, nie mogłam przyjąć oświadczyn, bo jestem bezpłodna, a każdy chce bratanki, wnuki, dzieci... Macie wynajęte pokoje hotelowe, możecie jechać się przespać i spotkamy się jutro. — dodała szybko, mając nadzieję, że zrozumieją aluzję. Miała szczęście, niedługo później się zebrali i obiecali wpaść jutro na śniadanie, na które dziewczyna ich zaprosiła. 
 — Lola... — pani Ela podeszła do dziewczyny, ale ta tylko uniosła widelec, przełykając kęs. 
 — Nie. — odpowiedziała tak chłodnym tonem i wyszła na taras, gdzie przyszli do niej Maciek i Krzychu. Usiedli po obu stronach dziewczyny. — Kocham was, ale możecie dać mi spokój? 
 — To super, że darzysz nas uczuciem, ale na bank cię nie zostawimy. — dodał czerwonowłosy. 
 — Powinniście iść poszukać Kuby, ja nie mam na to siły. — powiedziała i odpaliła papierosa. — Nie wytrzymuję, to chyba będzie koniec... — powiedziała beznamiętnie i pociągnęła nosem, a w płuca wzięła kolejnego bucha. Oczy piekły ją, ale czuła się, jakby jej się skończyły łzy. 
 — Maciek, zostań z nią, a ja pójdę po Kubę, dobra? — powiedział Krzychu, a chłopak skinął głową. Kiedy Kondracki sięgnął po telefon i wyszedł z mieszkania, starszy Grabowski wyciągnął zioło i skręcił jej blanta. 
 — Masz, wyluzuj się. 
 — Daj, już mi i tak obojętne. — wzruszyła ramionami. Pani Ela potarła twarz i obserwowała ich z salonu. Widząc załamaną dziewczynę, samej było jej przykro. Zapaliła z Maćkiem, ale nawet nie wchodziło w nią tak, jak powinno. Spalili, po pół, a dziewczyna położyła się wzdłuż schodka i wyciągnęła nogi, kilka centymetrów od niej, rozbijały się duże krople deszczu, które delikatnie chlapały jej twarz. Patrzyła na zapalone światełka nad swoją głową i zastanawiała się, dokąd to wszystko zmierza. 

Kondracki podszedł do samochodu, z którego dudniła muzyka. W środku było siwo od dymu, w pierwszej chwili, wystraszył się, że się pali, jednak zastukał w szybę, a drzwi ustąpiły po chwili. 
 — stary drogą masz tą popielniczkę. — powiedział. 
 — Wróciła do domu? — zapytał momentalnie. 
 — Tak... I jest załamana, powiedziała wszystkim, dlaczego powiedziała ci nie, a jej rodzinka zmyła się. 
 — Ona załamana, co ja mam powiedzieć, nic nie wiedziałem i to nie chodzi nawet o to, że nie może, ale o to, ze nie była ze mną szczera i ukrywała przede mną prawdę. 
 — Może nie wiedziała, jak zacząć temat. Kurwa, nie będę jej bronił, ani usprawiedliwiał twojego zachowania. Zachowujecie się dziecinnie, pomimo, że macie prawo, do tego, by cierpieć. Rozstaniesz się z nią?
 — Nie wiem, raczej nie... Przecież to nie jej wina, tylko tego frajera... Jak można spać obok i nie wiedzieć, że ukochanej osobie, coś się dzieje... Nienawidzę gnoja, rozumiesz, zabiłbym go, gdyby tutaj był... — zaciskał dłoń na butelce wódki. 
 — Rozumiem, ale on już siedzi, więc nic więcej nie zrobisz na tę chwilę... Wysiadaj... — powiedział i podał mu dłoń. — Walisz jak gorzelnia i fabryka tytoniu, która poszła z dymem. — skomentował szybko Krzychu. Dopiero kiedy wysiadł, poczuł, jak alkohol bardzo wszedł i zachwiał się. Przyjaciel, podtrzymał go, żeby się nie przewrócił. — Weź sobie zimny prysznic, otrzeźwiej i pogadaj z nią. 
 — Ale jak, ja mam z nią pogadać, oszukała mnie! 
 — Kurwa, nikt cię nie oszukał. Nie powiedziała ci prawdy, ale nie skłamała. — nie mógł patrzeć, na zalanego kumpla. — Idziesz do domu?
 — Nie wiem... Może. — Kuba rozejrzał się dookoła, jednak ostatecznie wrócił do mieszkania. Kiedy przekroczył próg, Krzychu zmusił go, by poszedł wziąć prysznic. 
 — Co z nim? — spytała szybko pani Ela, zatroskana o swojego syna. 
 — Nic, zalał się, a co z nią? 
 — Maciek ją upalił. 
 — Super więc mamy jedną stronę pijaną, drugą ućpaną... — westchnął chłopak. — Bądź mądry, pisz wiersze. — podrapał się po głowie i poszedł na taras, kiedy tylko zobaczył Maciejkę, trzasnął go w tył głowy. 
 — Ała, za co!? — powiedział masując tył głowy. 
 — Za niewinność, jak zawsze. Miałeś się nią zająć, a nie ją spalić. 
 — Ale nawet nie siadło, leży zamulona i gapi się w deszcz, odkąd wyszedłeś. — powiedział chłopak i wskazał na dziewczynę. 
 — Lepiej, żeby się nie zakatarzyła geniuszu zła, bo zrobię wszystko co w mojej mocy, żeby cię zaraziła. — powiedział Kondracki i podszedł do dziewczyny. — Lola? 
 — Co chcesz? — zapytała cicho i wsadziła pomiędzy wargi papierosa, którego szybko odpaliła. 
 — Chodź do środka, jest chłodno, pochorujesz się. 
 — No i co z tego... Kurwa, daj mi spokój, dobrze? — poprosiła spokojnym tonem i wpatrywała się w deszcz, który przecinał spore kłęby dymu, uwalniane z jej płuc. Po policzku spłynęła jej łza, którą starła i westchnęła cicho. Wstała po skończonym papierosie i pstryknęła petem, skierowała się do sypialni, weszła z impetem i krzyknęła głośno wpadając na nagiego Kubę, który wyszedł spod prysznica, oboje przewrócili się na podłogę. Dziewczyna próbowała się podnieść, jednak kiedy oparła się o jego nagą klatkę piersiową, dłoń poślizgnęła jej się i znowu opadła buzią na chłopaka. Po chwili poddała się i  leżała śmiejąc się. Kuba nie był lepszy, sam śmiał się w głos, a trójka ich gości patrzyła po sobie, kręcąc z niedowierzaniem głową. 
 — Dom wariatów, ja pierdolę. — powiedział Krzychu i usiadł do stołu, nałożył sobie sałatkę i zignorował wszystko, czując, że jego starania poszły na marne.
 — Z tym się zgodzę. — powiedział Maciejka i podał każdemu drinka, na poprawienie nastroju. 

ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz