— Błagam Damian przestań... — żałosne wołanie przecinały dźwięki miednicy obijające się o jej pośladki.
— Teraz przestań, tak ci mało seksu, to masz!! — strzelił jej w tyłek tak mocno, że kolejne łzy poleciały po jej policzkach, a z jej ust wydarł się głośny krzyk.
— Przecież ja z nim nic... Proszę, błagam, przestań... — jej żałosne błagania nie robiły na chłopaku żadnego wrażenia, wchodził w nią raz po raz, nie przejmował się niczym, w oczach miał furię. W pewnym momencie zerwał jej łańcuszek i roztrzaskał kryształowe piórko o ścianę. — Nie! — wydarła się na całe gardło. Spuścił się w niej, a ona płakała jak dziecko, czuła się cholernie upokorzona. To był moment, kiedy uniosła delikatnie wzrok i spojrzała przez okno na ciemne już niebo. Straciła właśnie wiarę w ludzkość, wszystko to, co zbudował Kuba, prysło. Znów wróciła mała załamana dziewczynka, zgubiona pomiędzy kartami swojego życia. Kiedy skończył poszedł do łazienki, a ona przetarła dłonią swoje krocze, czerwona krew lśniła w świetle wpadającym przez okno. Nie, nie miała okresu... Podciągnęła bieliznę i skuliła się na łóżku, to nawet nie był płacz, to było wycie. Jej serce pękało, a cała radość życia umierała. Miała dość tej egzystencji, korzystając z chwili nieobecności Damiana poszła do kuchni i wyciągnęła apteczkę. Raz po raz wyciskała tabletki i wysypywała je na blat, łykała je garściami, byle jak najszybciej, nim wróci, nim zdąży zrobić jej następną krzywdę. Myśl o dalszym życiu w tej niewoli, wyzwoliła w niej odwagę, by zakończyć to wszystko na swoich warunkach. Chciała być tylko szczęśliwa, chciała zmieniać świat na lepsze, a nie potrafiła zmienić swojego marnego życia. Kiedy wzięła wszystko co miała, sięgnęła po ostatnie pudełko, w którym były silne leki nasenne, ponownie wycisnęła wszystko na swoją dłoń. Połknęła zapijając wodą.
— Co ty wyczyniasz?! — Damian wszedł do kuchni i szarpnął ją za rękę, z której wyleciała szklanka wody i roztrzaskała się na kawałki.
— Nie pozwolę ci się traktować w ten sposób... To nie jest cywilizowane zachowanie. Mam dość. Uderzyłeś mnie i zgwałciłeś w emocjach... Ja nie jestem workiem bez uczuć. Nie jestem pierdolonym robotem... Nie dałeś mi nawet wytłumaczyć sytuacji... Pewnie bym skłamała, bo moje życie to jedno wielkie kłamstwo. Boży żart... Strach przed samotnością pchnął mnie w twoje ramiona. Strach przed byciem z tobą pchnął mnie do samobójstwa. Zaraz zasnę na zawsze. — mówiła cholernie spokojnym tonem i uśmiechała się szeroko. — Teraz mogę ci powiedzieć wszystko, już mi nie zależy... — chłopak wyciągnął telefon, chcąc zadzwonić po pogotowie, ale dziewczyna wyrwała mu telefon i wsunęła go do tylnej kieszeni. — Chociaż raz zostaw ten pierdolony telefon i posłuchaj mnie, byłeś dla mnie całym światem, ale popadłeś w jebany pracoholizm. To może nie jest najgorsze, co może spotkać człowieka, ale porzuciłeś w tym wszystkim swoje uczucia i miłość. Dziwisz się, że kogoś poznałam. Sama się dziwię, że spojrzał na takiego potwora, jak ja. Rozumiesz, że sprawiłeś, że czuję się nieatrakcyjna, gruba, brzydka, nigdy nawet nie spojrzałeś na mnie i nie powiedziałeś wow, wyglądasz fajnie w tym, czy tamtym? Nie wymagałam dużo, dawałam z siebie wszystko, kochałam i poświęcałam się. Teraz będziesz wolny, będziesz sobie pracował ile chcesz i miał wszystko w dupie. Sprowadź sobie tutaj swoją matkę, to dalej będziesz miał posprzątane, ugotowane, uprane... Ja już nigdy więcej nie będę niczyją służącą, bo wolę iść do piekła, niż mieć to piekło do ziemi. Każdy człowiek zasługuje na odrobinę szczęścia, czemu tylko nie ja? Dlaczego?! Próbowałam przez te lata docierać ciebie rozmowami, obietnicami, prośbami i groźbami, ale po dzisiejszym... Przegiąłeś... Miej na tyle jaj i zadzwoń do Kuby, powiedz mu, że go kocham, nie wiem czy to możliwe i tak się da, ale go kocham. Mam nadzieję, że kiedyś cię znajdzie i wpierdoli ci za to wszystko. Jesteś jak rak, zabijasz wszystko i wszystkich na swojej drodze. Teraz poczuję dopiero szczęście, jestem już wolna, nawet nie wiesz, jak bardzo mnie to cieszy... — uśmiechnęła się jeszcze szerzej. — Odeślij moje graty do Polski, żebyś miał więcej miejsca. I wiesz co? Nigdy mu nie dorównasz, bo on dał mi coś, czego od ciebie nie widziałam, nazywa się to szacunek. — po kilku minutach gadania, zaczęła czuć, jak jej ciało drętwieje. Podparła się ręką o zimną ścianę.
— Lola, błagam oddaj ten telefon.
— Nie... Widzisz , jak szybko role się odwróciły i kto teraz błaga? — patrzyła na niego z uśmiechem i pogarda, było jej już wszystko jedno. Wtedy osunęła się powoli na podłogę, kiedy zabrakło jej sił na stanie. — Ale wiesz co? Wybaczam ci gnoju, będę miała więcej honoru, niż ty... — w tym samym momencie, rozległ się dźwięk domofonu. — Nie lecisz odebrać, może znowu jakieś części do twojego laptopa, słuchawki, czy nowe gry? — prychnęła pod nosem.
— Nie... Daj mi ten telefon. — w oczach miał łzy, docierało do niego, co narobił. Po dwóch minutach, ktoś wyważył drzwi wejściowe. Krzysiek z Kubą wpadli do środka.
— Co jej zrobiłeś gnoju?! — wydarł się Grabowski, a Krzychu rzucił się na Damian z łapami, ciskając nim o podłogę, wypełnioną szkłem!
— Kurwa! — chłopak zawył z bólu, kiedy szkło powbijało się w jego plecy. — Dzwoń po pogotowie, najadła się wszystkich tabletek, które są w domu... — wysyczał i otarł stróżkę krwi, cieknącą z jego wargi.
— Co? — powiedzieli chórkiem z Krzyśkiem i ich wzrok powędrował w stronę brunetki, która leżała na podłodze i miała nieobecny wzrok, powoli zamykała oczy, a w głowie wciąż słyszała "Więc zamknij oczy nie myśl o mnie, bo nasza znajomość to stupid love...". Refren piosenki powtarzał się w kółko i w kółko.
— Lola! — Kuba tulił ją mocno do siebie i wyciągnął telefon, by dzwonić po pogotowie. Kiedy wezwał karetkę, potrząsał nią, żeby nie zasypiała, błagał i prosił, żeby nie zamykała oczu. Jej oddech stawał się coraz płytszy. Uniosła dłoń ostatkiem sił i pogłaskała go po policzku z szerokim uśmiechem. Nie wierzyła w to, że Kuba jest tutaj, sądziła, że widzi już to, co chcę widzieć. — Lolka, cholera, nie zamykaj oczu... Nie możesz mi tego zrobić... To koniec złego, rozumiesz, koniec... — bujał się z nią, trzymając ją na kolanach i przytykał czoło do jej czoła. Oderwał się momentalnie, kiedy jej ciało zrobiło się bezwładne. — Lola! — wydarł się na całe gardło, jednak nie otwierała oczu. W końcu poczuła ulgę, tą, na którą tak długo czekała.
CZYTASZ
ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide Fanfiction
FanfictionObrócił jej świat o sto osiemdziesiąt stopni. Nie bójcie się, nie była mu dłużna. Jego świat też stanął na głowie. Czy żyjemy w czasach, gdzie można zakochać się przez internet? A może to tylko dzisiaj pozwala nam, na pokazanie tego, co w nas najlep...
