ROZDZIAŁ 65.

298 27 23
                                        

Jeszcze przed północą udało im się dojechać do domu dziewczyny.
 — Mała, jesteśmy już. — powiedział do Loli, która przysnęła w samochodzie. 
 — Co...? — wymamrotała nie ogarniając świata. — Aaaa... Okej. — powiedziała i uśmiechnęła się. Wysiadła z samochodu i udała się w stronę bramy, którą otworzyła i weszli do środka, pociągnęła za klamkę od drzwi, jednak te nie ustąpiły.
 — Super i co, koczujemy na dworze? — zaśmiał się. 
 — Nie... — podeszła do ławki, skąd wyciągnęła zapasowy klucz i otworzyła drzwi. 
 — Niezły bajer. — zaśmiał się i weszli do domu. Postawił walizkę przy przejściu do salonu i udał się do kuchni. 
 — Mam ochotę na drinka, chcesz też? — zapytała się podchodząc do szafki, na której stały chyba wszystkie możliwe butelki z procentami. Od bimbrów po drogie alkohole. 
 — Możesz zrobić. — uśmiechnął się, a jej mama zeszła z góry i o mało nie dostała zawału. 
 — Boże, ale się wystraszyłam, że ktoś mi się po dole kręci. 
 — Przecież chciałaś żebyśmy wrócili. — zaśmiała się Lola.
 — Szczerze, nie sądziłam, że jednak to zrobicie, dobra idę spać...
 — Spoko. — rzuciła dziewczyna i polała sobie i Kubie, po czym wyciągnęła z lodówki pepsi i uzupełniła szklanki. Usiedli na wypoczynku w salonie, dziewczyna włączyła telewizor i puściła muzykę z pendrive'a. — To był świetny koncert, wiesz? — powiedziała do chłopaka z uśmiechem. — Ej kocie, mam do ciebie pytanie, a w sumie prośbę. — uśmiechnęła się szeroko do niego, a on ukucnął między jej nogami. 
 — Ale taką niemoralną, czy moralną? — na jego twarzy zagościł cwany uśmieszek. 
 — Hmmm... Zależy, jak leży. — uśmiechnęła się szeroko. 
 — No to mów, mów, zaciekawiłaś mnie... 
 — Może weźmiemy jutro moją mamę i brata, bo z tego co wiem, cały weekend ma wolny i pojedziemy na termy? Tylko musimy podjechać do sklepu i kupić mi kostium kąpielowy, bo nie mam żadnego, w sumie ty też nie. — uśmiechnęła się do niego. — Tylko jest taki mały szczegół... 
 — Jaki?
 — Tam są z reguły dzikie tłumy. — spojrzała na niego, na co chłopak skrzywił się lekko i zamyślił. 
 — No nie wiem, top już zależy od ciebie, bo możesz być po tym na świeczniku. — powiedział. — Ja to mam w nosie, ale ty się zastanów...
 — Pojedziemy późnym wieczorem, jak wszystko będzie podświetlone i będzie tak ładnie... Trudniej zdjęcia porobić. — uśmiechnęła się szerzej. — No i nie będzie tyle rodzin z dziećmi, będzie spokojniej. 
 — Jestem totalnie za. 
 — Yeeeey! — pisnęła i rzuciła mu się na szyję. — Dziękuję! 
 — Nie ma za co babo moja. — uśmiechnął się szeroko do niej i wpił się w jej usta. Upili po łyku drinka, a Kuba wrócił między jej nogi. Dziewczyna nachyliła się nad nim i położyła dłonie na jego policzkach, wpijając się czule w jego usta.
 — Dziękuję, za ta całą miłość i troskę.... — wyszeptała cicho, na co chłopak wpił się w jej usta i rozpiął guzik od jej jeansów. — Mama ma otwarte drzwi od sypialni, a Maciek może nie spać... — poinformowała go, na co zapiął jej guzik. 
 — To chyba tak specjalnie, będą nas pilnować, tak? Dorosła jesteś. — zaśmiał się.
 — Chodź... — złapała go za dłoń i wciągnęła na półpiętro, gdzie znajdował się pokój wielkości kurnika z pojedynczym łóżkiem. — Niestety, to mój marny pokój, jako, że nie mieszkałam już z mamą, kiedy się wprowadzili, dostałam coś, co uwłacza ludzkiej godności. 
 — Jest łóżko, nic więcej nam nie trzeba, Mała. — zgasił światło i wpił się w jej usta. Położył ją na łóżku i wszedł pomiędzy jej nogi, całując ją  namiętnie. 

Po udanym seksie wrócili do salonu, gdzie dziewczyna dostała energii i sił, a dobry humor, włączył opcję wariatki. Wzięła pilota i śpiewała do niego. Kiedy poleciała jedna z nut Kuby, od razu zaczęła go naśladować, tak jak zachowywał się na scenie. 
 — Nie, no po prostu, kurwa no nie... — roześmiała się. 
 — Co się stało?! — spojrzał na nią zdziwiony. 
 — Nie wiem, jak ty możesz tak skakać, ale ja zaraz cyckami sobie zęby wybiję... Szczególnie, że pozbawiłeś mnie stanika. — parsknęła śmiechem. Chłopak roześmiał się głośno i podszedł do niej, kiedy z głośników poleciała Doris Day - "Whatever will be, will be". Położył jedną dłoń na jej plecach, a drugą złapał jej dłoń i zaczął z nią tańczyć. 
 — Nie depcz mnie wariatko... — zaśmiał się. 
 — Przepraszam, nie sądziłam, że potrafisz tak tańczyć. 
 — Jeszcze nie raz cię zaskoczę, Słońce. — wpił się w jej usta, znów patrzyła w te jego oczy i czuła się taka szczęśliwa. Uwielbiała noce, które spędzali we dwoje.
 — Jakbym wiedziała, kupiłabym sobie jakąś suknię balową, a nie była w twojej koszulce i majtkach. — zaśmiała się ciepło. 
 — No wiesz, ja jestem w jeansach i bluzie, więc nie wiem, kto gorzej wygląda...
 — Que será, será, whatever will be, will be... The future's not ours to see... — zanuciła refren, a chłopak uśmiechnął się szeroko. 
 — Ał... Lolka, depczesz... — zaśmiał się. 
 — Przepraszam, z nikim, nigdy tak nie tańczyłam. 
 — Co?! — spojrzał na nią zaskoczony i stanął na moment. 
 — Mam malutką rodzinę, nie ma tam dużo wesel, a na większość zapraszano tylko rodziców, do tego do 22 roku życia byłam sama. Nie miał mnie kto nauczyć tańca towarzyskiego, no i dziwnie mi, jak prowadzisz. 
 — Oj bidulko, to trzeba czegoś poszukać w mojej rodzinie, może ktoś się hajta, to pójdziemy potańczyć, a jak nie, to hajtniemy Krzycha, albo Adama. — zaśmiał się ciepło. — A teraz korzystając,m że nikogo nie ma, pokaż co tam masz na tej playliście. — powiedział, kiedy piosenka się skończyła. — O boże, moja muzyka zmieszana z disco i szlagierami, kto robił tą playlistę? 
 — Ja, to moja imprezowa lista. — chłopak pokręcił z niedowierzaniem głową i puścił piosenkę Anny Jantar " Moje jedyne marzenie"... Słysząc pierwsze nuty, dziewczyna uśmiechnęła się bardzo szeroko, a w oczach momentalnie miała łzy. — Zapomniałam tego usunąć. 
 — To klasyk... Ciii... — dał jej buziaka i uczył ją tańca towarzyskiego. Może nie był w tym najlepszy, ale stwierdzał, że wciąż dużo lepszy, niż depcząca dziewczyna. Patrzyła mu w oczy i śpiewała cicho pod nosem piosenkę, a łzy jej spadały powoli po policzkach. Była szczęśliwa, cholernie szczęśliwa. Nawet nie zauważyli, jak na półpiętrze stała jej matka obudzona przez ich śmiechy, jednak nie zwróciła im uwagi, pierwszy raz w życiu widziała tak szczęśliwą córkę...


Oj, coś się słodziutko między nimi zrobiło :D! To co, jakąś dramę damy, nie? Komu się podobał romantyczny Que? ^^

Całuję,

Angel Woodgett.

ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz