ROZDZIAŁ 43.

326 35 14
                                        

Następnego dnia Lola o wyznaczonej godzinie przez Kubę, podjechała pod lotnisko. Chłopaki już czekali, wylądowali wcześniej, niż było w rozkładzie i każdy się z tego cieszył. Na jej szczęście wymieniła się numerem telefonu z Maćkiem, więc poinformowała go, o imprezie-niespodziance dla Kuby. Jak się spodziewała, starszy Grabowski ucieszył się na myśl o imprezie. Wysiadła z auta i padła w ramiona ukochanego. Wpiła się czule w jego usta, a Maciejka skradł się cichutko za plecy młodszego brata i wyciągnął z dłoni dziewczyny klucze od jego mieszkania. Każdy z nich siedział cicho i nikt nie składał mu życzeń, udając, że nie pamiętają, takie mieli wytyczne od niebieskowłosej dziewczyny. Odkleiła się od Grabowskiego i przywitała z resztą buziakiem w policzek. Panowie spakowali się szybko w taksówkę, żegnając się z Kubą. Podali adres do mieszkania chłopaka i już ich nie było. 
 — Co oni się tak szybko zebrali? — wzruszył ramionami. 
 — A co? Każdy chce do domu, dziwisz się im? Nie znasz powiedzenia, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej?  — powiedziała z szerokim uśmiechem. 
 — Dom twój, gdzie serce twoje. 
 — A gdzie jest twoje serce? 
 — Stoi przede mną skarbie. — uśmiechnął się szeroko i dał jej buziaka. — A teraz dawaj kluczyki i jedziemy do domu, musimy dzisiaj coś oblać. 
 — Co? Chyba śnisz, ja prowadzę... A jak ci się nie podoba, to możesz wrócić autobusem. — wzruszyła ramionami. Specjalnie puściła mimochodem część jego wypowiedzi o świętowaniu. 
 — Ech... No dobra, ale zgadzam się tylko i wyłącznie dlatego, że mam do ciebie słabość... Szkoda, że chłopaki się zmyli, miałem ochotę porwać ich na piwo. 
 — Chłopaki to, chłopaki tamto? Może małe ciupcianko sprawi, że przypomnisz sobie, że ze mną też się można dobrze bawić. — uśmiechnęła się zadziornie. 
 — Znowu ci się załączyła pewność siebie? — jego oczy zabłyszczały, kiedy myślami wrócił do tej chwili, kiedy siedział przy barze w restauracji. 
 — Możliwe... — powiedziała seksownym tonem zagryzając wargę. Kiedy wsiadł do auta i zamknął za sobą drzwi, ona dalej zaczęła go wkręcać. — Tak strasznie tęskniłam, nawet nie wiesz jak byłam samotna... — dodała niewinnie, przejeżdżając, niby przypadkowo dłonią po swoim dekolcie. Kuba zauważył ten gest, a jego cwany uśmieszek poszerzył się. 
 — Błagam cię, jedź już... 
 — Do domu? — spytała niewinnym głosem.
 — Może być i do lasu... Byleby jak najszybciej. — spojrzał na nią, a ta uśmiechnęła się pod nosem. Jej plan sprawdzał się idealnie. Ruszyła i wyjechała z lotniska. Jadąc tu, zakupiła w Macu shake'a, a na każdych światłach popijała go przez słomkę, którą owijała językiem, lub oblizywała usta z pełną premedytacją, patrząc chłopakowi w oczy. Nie był na to obojętny. Jego pożądanie rosło z sekundy na sekundę. — Zjedź w tą drogę. — powiedział po chwili i pokazał palcem w boczną drogę. Dziewczyna spełniła jego prośbę i po chwili wjechali w las. Skręciła jeszcze kilka razy, gdzie trafili w ustronne miejsce. Zdawało się, że nie ma tam żywej duszy. — Wysiadaj. 
 — Co? — spojrzała na niego zdziwiona. 
 — Wysiadaj. — powtórzył tonem, który brzmiał bardziej jak rozkaz. Dziewczyna wysiadła z auta. 
 — Jeśli zamierzasz mnie tu wziąć, to nie ma takiej opcji. Igliwie i mrówki w dupie, to nie jest szczyt moich marzeń. — spojrzała na niego dość poważnie, chociaż w duchu jej się chciało śmiać. Kiedy tylko do niej dopadł, wpił się czule w jej usta, opierając ją o bok samochodu i zaczął namiętnie całować. Odwzajemniła pocałunki i przeczesywała dłońmi jego oczy. To nie był czas na pieszczoty, delikatny seks i czułe słówka... Jednak ich podniecenie, można było wyczuć na kilometr. Nie przestając jej całować, rozpiął jej rozporek i zsunął spodnie i majtki do połowy ud. Rozmasował jej cipkę, która momentalnie zrobiła się mokra. Pchając ją, powoli przeniósł się w stronę maski. Wciąż stali od boku samochodu, kiedy położył ją w poprzek długiego przodu auta  wszedł w nią bez żadnych pytań. Brał ją szybko i mocno, jego adrenalina zmieszana z pragnieniem, pozwalała mu się zapomnieć. Patrzyła mu cały czas w oczy z tą wyzywającą miną, która doprowadzała go do szaleństwa. Wsunął dłoń pod jej koszulkę i wyciągnął jej jedną pierś z miseczki stanika i ściskał jej sutek, to drażnił go przez pocieranie. Jęczała głośno i wiła się pod nim. Tęsknił za nią i nie spodziewał się, że znajdzie się w niej dziesięć minut po wyjściu z lotniska. Postanowił nie narzekać, kiedy czuł, że zaraz dojdzie, wyszedł z niej w ostatnim momencie i skończył na jej podbrzuszu. Sama doszła chwilę wcześniej. Uśmiechnęła się do niego szeroko i wpiła się w jego usta. Starł kciukiem z niej swoje nasienie i uśmiechnął się szeroko.
 — Rozkręcasz się mała. 
 — Bo tak na mnie działasz, możemy pojechać w końcu do domu? — uśmiechnęła się szeroko. 
 — A może do jakiejś knajpki? 
 — Nie, chcę się tobą nacieszyć w domu. Ja prowadzę, więc nawet nie próbuj. — powiedziała do niego z uśmiechem. Jednak jego endorfiny szalały, pozwolił jej zawieźć się do domu. Całą drogę trzymał ją za rękę, a dziewczyna z uśmiechem cieszyła się, że miał skrzynię biegów w automacie. Potrzebowała dzisiaj jego bliskości, jak nikt. Liczyła jednak, że impreza okaże się udana i wszyscy będą się dobrze bawić. Jednego, mogła być pewna, wprawiła Kubę w bardzo dobry nastrój. 
 — Wiesz,  gdybyś mi na początku napisała, że po czterech miesiącach, tak mi odbije na twoim punkcie, że nie wytrzymam, żeby dojechać z lotniska do domu, to bym cię wyśmiał. — zaśmiał się ciepło.
 — Widzisz, życie zaskakuje i to jest w nim najpiękniejsze. Nigdy nie wiesz, co przyniesie ci jutro. 
 — Sama stwierdziłaś, że jeśli jutro ma być lepsze niż dziś, to warto. 
 — Taka prawda. — uśmiechnęła się ciepło i wjechała na strzeżone osiedle. Zaparkowała z łatwością na wstecznym i wysiadła z samochodu. Kuba podszedł do niej i objął ją mocno. — Wiesz co? 
 — Co? — zapytała z szerokim uśmiechem. 
 — To najlepszy prezent urodzinowy, jaki mogłaś mi dzisiaj dać. 
 — Co?! To ty masz dzisiaj urodziny?! — pisnęła wręcz z przerażeniem w oczach.  Kuba, ja nie wiedziałam, ja przepraszam, gdybym tylko wiedziała, coś bym naszykowała... 
 — Przestań, nic od ciebie nie oczekuje, a najlepsze już dostałem. — poruszył brwiami i wpił się w jej usta. — Poza tym chłopaki najwidoczniej zapomnieli, chociaż nie wiem, jak to możliwe, bo pewnie Facebook i Instagram o niczym innym dzisiaj nie ryczy. — zaśmiał się delikatnie. 
 — Ale na szczęście mamy siebie, chyba jak spędzisz ze mną wieczór, to nie będzie takie złe? Widziałam w domu wino, więc może spokojny wieczór we dwoje? 
 — Po tym, co się stało, to nie wiem, na ile będzie spokojny. — zaśmiał się i objął ją ramieniem. — Ale jak najbardziej jestem za! — powiedział z entuzjazmem. Dziewczyna wpiła się w jego usta  i po chwili dotarli pod drzwi jego domu. — O nie!! — pisnęła nagle. 
 — Co? — spojrzał na nią zdezorientowanym, a zarazem pytającym wzrokiem. 
 — Chyba zgubiłam klucze od mieszkania. — zaczęła się przeszukiwać. W duchu zastanawiała się, czy on jest tak zmęczony, czy jej gra aktorska jest na takim poziomie, że nie wie, co się święci.

ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz