ROZDZIAŁ 84.

244 27 21
                                        

Kuba zatrzasnął drzwi od pokoju hotelowego i zamknął je na klucz. 
 — Don't hustle me... Don't hustle me... Don't fuck with me... — nuciła pod nosem Lolka, ściągając z siebie bluzę i kręcąc jeszcze tyłkiem. 
 — Co to do cholery było?! — powiedział podniesionym głosem, a wściekłość w jego oczach płonęła.
 — Ale co? — spytała wzruszając ramionami. 
 — Wywijałaś półnagim tyłkiem, jak jakaś kurwa... 
 — O wypraszam sobie, kurwy tak nie kręcą tyłkiem, tam były same porządne kobiety. — odpowiedziała na swoją obronę. 
 — Każdy się na ciebie patrzył i ślinił... 
 — Jasne, każdy, tylko nie ty. Raz w życiu zrobiłam coś odjechanego, postawiłam wszystko na jedną kartę i zaczęłam się bawić, wiedząc, że mam obok ludzi, którzy mnie kochają i co? Zbieram za to opierdol. 
 — Właśnie nie wpadłaś na to, że możesz rozkochać w sobie moich kumpli. 
 — Ale przepraszam bardzo, jesteś zazdrosny o nich czy o mnie? Bo ni chuja nie kumam o co ci chodzi. 
 — Chodzi mi o to, że wywijałaś tam półnaga... 
 — No to wywijałam, czy ruszałam się jak kurwa? Wykonywałam powierzone mi zadanie, Kuba, co z tobą do cholery?!
 — Ze mną?! Spójrz na siebie, odpierdala ci na tej Islandii... — powiedział wskazując na nią ręką. 
 — Wychodzę, nie będę w to brnąć. 
 — Nigdzie nie idziesz! — wydarł się z taką furią, że jej włos się zjeżył. Poczuła jak zaciska mocno dłoń na jej nadgarstku. Za mocno. 
 — Kuba to boli... — jednak nie zdawały się te słowa do niego docierać. 
 — Zleciałem dla ciebie pół świata, zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby niczego ci nie brakowało, a ty tak mi się odwdzięczasz?! Kręcąc dupą dla moich kumpli? — zaczynała tracić czucie w palcach, kiedy ściskał  mocno jej nadgarstek, a na jej twarzy malował się ból. 
 — Puść mnie! 
 — Nie... Jesteś moja, rozumiesz to?! I przed nikim nie będziesz paradować w takim stroju, jak tylko przede mną, czy to jasne?!
 — Tak... — powiedziała cicho, mając w oczach łzy.
 — Rozbieraj się. 
 — Nie. — zaprotestowała, w końcu wyrywając się z jego uścisku.  — Jesteś pijany, będziesz rano tego żałował. — powiedziała, jednak chłopak nie odpuścił. 

Pukanie do drzwi obudziło Krzycha, wstał i zaspany podszedł do drzwi.
 — Czego, wiesz, która jest godzina? — powiedział patrząc na bladego, jak ściana, Kubę. 
 — Jest u ciebie Lolka? — spytał krótko. 
 — Jest, ale kazała cię nie wpuszczać. Chyba trochę przegiąłeś, nie uważasz? — powiedział czerwonowłosy, wypychając Quebo na korytarz. 
 — To moja dziewczyna i mam prawo się z nią widzieć. 
 — Jasne, ale nie masz prawa jej krzywdzić, płakała pół nocy w moje ramię, gdyby nie to, ze sieknęła cię wazonem, byłeś gotów ją zgwałcić, pojebało cię. 
 — Co? Nie pamiętam tego. — powiedział, a na jego twarzy przemknął strach. 
 — Kurwa, stary, śmieszny jesteś. Daj jej teraz spokój. 
 — Ciekawe, jakbyś ty zareagował, gdyby Olka ci wywinęła taki numer. 
 — Ale nie wywinie mi, poza tym, to była tylko gra. Nie dała nikomu dupy, nie sprzedała się, zrobiła dobre show. Jakbyś ty się czuł, gdyby ona na ciebie najechała, że inne laski się do ciebie ślinią, a ty paradujesz dla nich bez koszulki, no bo nie oszukujmy się, dla męskiej części publiczności tego nie robisz. 
 — Robię to, bo najzwyczajniej w świecie jest mi gorąco. 
 — Jasne, a tu mi tańczą dwie panienki, a tu czołg jedzie. — powiedział odginając swoje dolne powieki do dołu. — Błagam cię, za długo cię znam, żeby takie rzeczy tutaj przeszły.
 — Ale jakoś nie znasz mnie na tyle, żeby wiedzieć, że masz się nie przystawiać do mojej laski...
 — Co?! Kuba, ciebie naprawdę popierdoliło, nie wytrzeźwiałeś jeszcze? Tak, masz skarb, ona jest świetna, ale jest twoja, nigdy nie byłbym w stanie odbić ci laski. — powiedział czerwonowłosy z pełną powagą. 
 — Ale zmieniła się, nie jest taka jak wcześniej. 
 — Cholera, a ty się z choinki urwałeś, nie wiesz co ona przeszła i ile tego złego było? — spytał chłopak z lekkim ironicznym uśmiechem. 
 — Wiem, ale jej nie poznaję. Poza tym, świruje tylko z tobą, ze mną nie chce. 
 — To nie tak... — twarz Kondrackiego posmutniała. 
 — To jak, do kurwy, wytłumacz mi, jak?! — krzyknął, ale Krzysiek go uciszył. 
 — Olka ze mną zerwała, okej... Nie mówiłem ci, bo chciałem, żebyś miał nadzieję, że Lolka ci wybaczy. Wybaczyła, dostałeś to czego chciałeś i jak o to dbasz? — prychnął. 
 — Jak to Olka... 
 — Nie każda jest taka dobra jak twoja laska, że wybacza, wiesz? Dlatego się zmieniła, dlatego była szalona, robiła głupie rzeczy, bo powiedziała, że postara się jakoś poprawić mi humor i wyciągnąć mnie z dołka. 
 — Nie mogłeś mi po prostu powiedzieć, jak przyjacielowi? 
 — Nie, bo wstydziłem się, że cię okłamałem, ale nie sądziłem, że się tak wpienisz. Ona nie zasłużyła, żebyś ją tak potraktował, poza tym nie zauważyłeś, że w końcu się otwiera, wychodzi do ludzi, robi szalone, pewne siebie, rzeczy. Czy nie do tego właśnie dążyłeś, a teraz zachowujesz się jak drugi Damianek? Też ci ryja obić i ją zabrać, żebyś dopiero zrozumiał, co straciłeś. Zachowujesz się jak dziecko. Do tego, zrobiłeś jej tyle siniaków, że mogłaby śmiało zgłosić cię o pobicie. Dam ci dobrą radę, jedź do klubu i posiedź tam cały dzień, zostaw ją w moich rękach i postaram ci się to wszystko odkręcić, chociaż nic nie obiecuję, bo przegiąłeś pałę po całości. — odpowiedział chłopak i zlustrował przyjaciela wzrokiem, na jego twarzy malowała się zaduma. Zastanawiał się nad tym wszystkim co do niego powiedział Krzysiek. 
 —Dobra, zostawiam ją w twoich rękach... Kurwa, znowu zjebałem sprawę... I nie ukrywaj nigdy więcej nic przede mną. — powiedział i odszedł szybkim krokiem do swojego pokoju. Krzysiek oparł się rozgrzanymi plecami, o zimną ścianę, odskakując jak oparzony i zniknął w swoim pokoju. Położył się po drugiej stronie łóżka, niż niebieskowłosa i leżał patrząc się w sufit.

ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide FanfictionOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz