ROZDZIAŁ 112.

257 25 37
                                        

 — Potrzebuję cię jak... Bez tego stałbym się monodramem. Chyba przez to wciąż nie rozumiem, czemu woda nie jest droższa niż diament. Potrzebuję cię jak... Bez tego stałbym się hologramem. Choć przenika mnie radość i czytam tak słabo z jej oczu, to wiem, co jest nam pisane. Moja droga, droga do celu, czuję się jakbym przedawkował bieluń, jestem tak wysoko już, że chyba zaczyna mi brakować tlenu... Za euforię i wszystko czego mi brak, moja miłość ma tylko dwie kalorie jak tic-tac... Kręci mnie to samo, co ją, bawi mnie to samo, co ją, rusza mnie to samo, co ją i płacąc za szkło czuję Amor Amor... Jan Grenouille, już wiem, czym ta branża pachnie, mnie nie zamkniesz w etui, populizm, truizm, rap - to moja prawda o kłamstwie. Nie będę rozdrabniał się, nie bawmy się w daktyloskopię, choćbyś miała moc jak Ferrars i Rogue, to moja dłoń i tak dotknie, dotknie... Blizny nie bolą, życie to Uroboros, tu początek jest końcem. Się oddam nastrojom i zanim się ocknę poszukam miny w Stonehenge, Que... — zarapował do jej ucha, kiedy wyszła przed dom na papierosa. Uśmiechała się szeroko, czując się jak w bajce. Żaden mężczyzna jeszcze w życiu tak na nią nie działał, nikt tak dobrze jej nie traktował. Czuła się kochana i miała możliwość kochać... Świat dla niej zwolnił tego poranka, każda sekunda zdawała się być minutą, kiedy on był obok.
 — Niebo zaczyna się zlewać z ziemią w jeden kształt... — zanuciła pod nosem. 
 — No dawaj, dawaj, śmiało... — zachęcił ją, całując jej odsłonięte ramię. 
 — Nie... — zaśmiała się i zaciągnęła papierosem. Wyglądała dzisiaj strasznie, wszystkie siniaki jej powychodziły, a w dodatku dla kontrastu miała malinki, po ich upojnej nocy. Co gorsza, pani Ela ich słyszała, bo chodziła dzisiaj z głupkowatym uśmiechem na ustach, kiedy tylko ich widziała. Jednak, nie powiedziała nic. Czuła jak błądził dłońmi po jej talii, był dzisiaj tak kochany i uroczy, jakby w nocy ktoś go podmienił, na brutalnego, dominującego mężczyznę i chyba to kochała najbardziej, że potrafił sprawić, że w łóżku była mu uległa...
 — O czym ty tak myślisz? — zapytał, wyrywając ją z zamyślenia. 
 — Co? Ja? O niczym. — powiedziała szybko, jednak na jej twarzy pojawił się rumieniec... 
 — Mi też się podobało... — zamruczał do jej ucha, a ona uśmiechnęła się szeroko pod nosem.  Kiedy pstryknęła petem, odwrócił ją do siebie i wpił się w jej usta czule. 
 — Skąd ta pewność, że myślałam o tej nocy? — zapytała go.
 — Ten rumieniec mówił sam za siebie... — złapał za jej dłoń i splótł ich palce. 
 — Wiesz, chyba byłoby trzeba zadzwonić do moich rodziców. 
 — Po co? — nie zrozumiał do końca jej zamiarów. 
 — Trzeba im powiedzieć, żeby hajs na wesele zbierali, bo jeszcze przyjdą z pustymi rękoma i na krzywy ryj... — parsknęła śmiechem. — Żartuję, aż taką złą i wyrodna córka nie jestem, ale chyba byłoby warto ich poinformować. 
 — To dzwoń na co czekasz, możesz dać na głośnomówiący. — usiedli na schodkach. Kuba siedział ciut wyżej, a dziewczyna opierała o niego głowę i wybrała numer do matki.
 — Halo? — kobieta odezwała się w słuchawce. 
 — Cześć mamo. — powiedziała dziewczyna i przełknęła ślinę, nie przepadała za rozmowami z matką, pomimo, że ostatnio wytłumaczyły sobie wiele spraw. 
 — No cześć, co słychać...? 
 — Bo ja, chciałam ci coś powiedzieć. — zaczęła Lola. — Kuba mi się oświadczył i zgodziłam się, po tym jak wyjaśniliśmy sobie kilka spraw. — powiedziała z uśmiechem na ustach. 
 — Jeju to gratuluję, ustalaliście już kiedy wesele? 
 — Może najpierw ślub? 
 — Następna... Może sobie podać pani rękę z moją mamą. Jak tylko coś załatwimy i ustalimy, to damy znać. — powiedział Kuba. 
 — No wiesz, za naszych czasów oświadczyny równały się z ustaleniem daty. 
 — Spokojnie, wszystko rozumiem, ale jak coś ustalimy to damy znać. — powtórzył chłopak i objął narzeczoną. 
 — Dobra mamo, ja kończę muszę jeszcze do ojca zadzwonić. 
 — Dobrze, to jeszcze raz gratuluję! — powiedziała ucieszona kobieta, a Lolka rozłączyła ich. 
 — Halo? — usłyszała głos swojego taty w telefonie. 
 — Cześć tato, jest z tobą babcia? 
 — Jest, a co dać ci ją? 
 — Nie, ale jak możesz to włącz głośnomówiący, to nie będę musiała do niej specjalnie dzwonić i się powtarzać. 
 — Dobra już włączone. 
 — Cześć Laleczko! — usłyszała głos swojej babci i uśmiechnęła lekko. 
 — Cześć babciu, muszę wam przekazać, że Kuba mi się oświadczył i przyjęłam, bo ogólnie to się pogodziliśmy i  zeszliśmy z powrotem. 
 — Cholera, zdążę się jeszcze wybawić na jej weselu nim umrę. — powiedziała babcia z ogromną radością, a para buchnęła śmiechem. 
 — Babciu, nie mów tak. 
 — No to co, gratuluję wam i jak się zdecydujecie na jakiś ślub, to dajcie znać. 
 — Jasne tato, nie ma sprawy. Dobra ja kończę, bo muszę jeszcze do mamy zadzwonić. 
 — Dobra, to trzymaj się i oby więcej dobrych nowin. 
 — Paaa... — rozłączyła się. 
 — Kłamczucha...— wyszeptał do jej ucha i roześmiał się wesoło. 
 — To nie kłamstwo, to dyplomacja, przynajmniej każde z nich wie, że druga strona wie i żadna nie czuje się poszkodowana, że dowiaduje się jako druga. — roześmiała się. 
 — Rogi ci urosną... 
 — I tak będziesz mnie kochać. — zaśmiała się ciepło. W bramę wszedł Krzychu. 
 — Cześć wariaty... — powiedział zaspanym tonem, jednak kiedy zobaczył niebieskowłosą, wręcz zaniemówił. — Wyglądasz, jakby cię tir potrącił... 
 — Tak, ciebie też miło widzieć Krzychu, jak tam, kac męczy? 
 — Nie wiem, jak wy to robicie, że wyglądacie tak dobrze. Znaczy ty to chyba ze trzy piwa zrobiłaś, ale Kuba to poszalał wczoraj, a dzisiaj nawet go głowa nie boli. — pokazał reka na swojego przyjaciela, a ten się roześmiał. 
 — Trzeba się nauczyć pić, dzieciaku. — zaśmiał się. — Dobry seks przed spaniem i rano wstajesz jak nowo narodzony. 
 — Dobra idziecie ze mną do sklepu? 
 — Możemy się przejść. — powiedziała Lola i ruszyli wspólnie w stronę sklepu.

ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz