ROZDZIAŁ 114.

208 28 16
                                        

 — Uniejów, nadchodzimy! — powiedział ucieszony Krzychu, siedząc z tyłu Mercedesa.
 — Nie ekscytuj się tak, jeszcze musimy do mnie podjechać. — powiedziała Lola i spojrzała w boczne lusterko, widząc za sobą drugie auto, w którym jechał Koziara, Maciejka i Moyes.
 — No to co, zgarniemy twoją mamę, i jedziemy do Uniejowa. — było widać, że czerwonowłosy cieszył się jak dziecko. W końcu uwielbiał takie miejsca. Cieszyła się, że znów przemawiała przez niego czysta radość, a ból po rozstaniu odszedł. Uśmiechnęła się szeroko do samej siebie na tą myśl i wyciągnęła telefon. Po niecałych dwóch godzinach zjechali z S8 i podjechali pod dom dziewczyny, chłopaki wysiedli, a Maciek dopadł do furtki.
 — Lolka, wpuść mnie, błagam... — przebierał z nogi na nogę. — Zleje się zaraz. — dziewczyna wybuchnęła śmiechem i wpuściła go bramą. — Gdzie jest toaleta?! 
 — Pierwsze drzwi na prawo. — powiedziała, a chłopak wpadł do jej domu i od razu do łazienki. 
 — A nie mówiłem, że czwarte piwo w godzinę, bez postoju, to nie jest dobry pomysł? — powiedział Moyes i wszyscy się zaśmiali. Dziewczyna weszła do domu. 
 — Cześć mamo! — powiedziała dziewczyna, kiedy weszła do domu. 
 — Cześć, pokazuj to cudo! — powiedziała i momentalnie pociągnęła dziewczynę za dłoń, przyglądając się jej pierścionkowi. — Wykosztował się, mój diament był ledwo widoczny na pierścionku od twojego ojca. 
 — Dobra mamo, to nie zlot jubilerów, wszyscy czekają, masz jakąś torbę? — zapytała dziewczyna. 
 — Tak, stoi tam na stole. — Lola wzięła torbę. 
 — Dzień dobry. — powiedział Maciek, wchodząc z przedpokoju.
 — Cześć Maciek. — powiedziała kobieta, a Lola dała mu torbę. 
 — Wykaż się pijusie jeden. — powiedziała dziewczyna, a Maciejka od razu wziął od niej torbę i dygnął jak służka. Cała trójka udała się w stronę samochodów. Oczywiście, jak to na wsi nie obyło się bez sąsiadów w oknach, obserwujących co się dzieje. 
 — Cześć Ela. — mama dziewczyny przywitała się z głową rodziny grabowskich. 
 — Ej to ja idę do chłopaków, a wy sobie będziecie na spokojnie jechać i będzie więcej miejsca z tyłu. 
 — Spoko. — powiedział Kuba, który zdążył się przywitać z przyszłą teściową. Wszyscy po chwili się zapakowali i na wstecznym wyjechali spod bramy. Po niecałej godzinie podjechali pod hotel. Kuba poszedł ich zameldować, a po chwili wrócił z kilkoma kartami do pokojów. — Obie mamy, mają wspólny pokój, chłopaki jeden, a my mamy swój na górze. — zwrócił się na końcu do dziewczyny i uśmiechnął się szeroko.  — Panowie pomóżcie paniom z bagażami i za trzydzieści minut widzimy się na dole, pójdziemy się przejść i musimy iść do biura term, odebrać na jutro wejściówki. — powiedział chłopak z uśmiechem. Objął ramieniem Lolę, a w drugą rękę wziął ich torby i poszli piętro wyżej. 
 — Specjalnie wziąłeś jeden pokój, z dala od wszystkich, prawda? — zapytała się roześmiana. 
 — Możliwe, nie chciałbym, żebyś czuła się skrepowana, że masz za ścianą matkę. — spojrzał na nią i uniósł do góry brew. 
 — Tak? — popchnęła go na łóżko i usiadła na nim okrakiem. Wpiła się namiętnie w jego usta, po czym zacisnęła dłoń na jego kroczu. Jęknął w jej usta, jednak dziewczyna oderwała się i odeszła od niego, jak gdyby nigdy nic. — Niestety nie mamy czasu na takie głupoty. — specjalnie poprawiła swoje piersi w staniku i przejechała dłońmi po swojej talii...
 — Uwielbiasz mnie kusić, co? — powiedział, zagryzając wargę, po czym odchylił ją pokazając swój napis "LOVE".
 — Oczywiście, że tak... — powiedziała, kiedy znalazł się przy niej i objął ją, wodząc dłońmi po jej ciele. Rozległo się pukanie do ich pokoju. 
 — Oczywiście, założę się, że Krzychu z jakąś pierdołą. — Kuba otworzył drzwi i spojrzał na czerwonowłosego. — Czego?!
 — Ja do Loli. — wyminął go w drzwiach i wyciągnął przed siebie dwie koszulki. — Ej, bo się zastanawiam, lepsza ta czarna, czy biała? 
 — Czarna. — dziewczyna roześmiała się głośno. 
 — Co się stało? — zapytał zdezorientowany chłopak, kiedy od śmiechu, zaczęły jej napływać łzy. 
 — Nic Krzysiu, nic... — powiedziała z szerokim uśmiechem i wyciągnęła z torby fajki, wyszła na balkon zapalić, ale kiedy tylko się zaciągnęła, znów wybuchnęła śmiechem. 
 — Coś jej się stało, dziewczyna ci się zepsuła Grabowski. — wzruszył ramionami i opuścił ich pokój.
 — Boże, co za debil... — mruknął pod nosem Que. Cała ferajna zebrała się pod hotelem i ruszyli w stronę zamku. Dziewczyna podeszła do Koziary i wzięła od niego torbę. 
 — Co robisz? — spytał zdziwiony Wojtek. 
 — Zabieram ci trochę sprzętu, żebyś mógł sobie na spokojnie cykać fotki. 
 — Dzięki. — powiedział zdziwiony i objął dziewczynę, robiąc im selfie. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko i wyciągnęła do przodu dwa palce. 
 — Ale mnie zaszczyt kopnął, będę miała zdjęcie z panem fotografem. — zaśmiała się. 
 — Może pod zamkiem zrobimy sobie całą grupą? — powiedział Kuba z uśmiechem. 
 — Jasne, czemu nie? — powiedziała z uśmiechem dziewczyna i zaśmiała się, widząc, jak jej mama i pani Ela, zdążyły już wszystkich wyprzedzić, pogrążone w swoich plotkach i chęci zobaczenia jak najwięcej. Maciek zaczął wyciągać coś ze swojego plecaka i skręcać jakieś rurki. Po chwili wyciągnął kawałek materiału i założył go na rurki. 
 — Patrzcie co dostałem od Roksi, prototyp. — powiedział ucieszony, machając flagą, na której na czarnym materiale, był duży, biały napis QueQuality. 
 — Ładne. — powiedział Kuba.
 — Mamy kwit w łapach, jak się pływa i lata wiem, jestem synem pirata, Que... — zarapował Krzychu, który wyrwał Maćkowi flagę i pomachał nią. 
 — Nie zepsuj, bo mnie Roksana za jaja powiesi, na suchej gałęzi. — powiedział Maciejka. 
 — No to zaczynamy pływać pod własną banderą. — zaśmiał się Kuba. 
 — Ty to już raczej dawno zacząłeś. — zaśmiała się dziewczyna i podeszło do nich kilka osób, żeby zrobić sobie wspólne fotki z Kubą. Jednak najbardziej zaskoczyło dziewczynę, kiedy podeszli do niej i prosili o autograf. Zaśmiała się tłumacząc, że nie jest artystą, ale po chwili odpuściła i podpisała się obok Kuby. Ich matki zatrzymały się i patrzyły na całą grupę. 
 — Cieszę się, że jest szczęśliwa i bezpieczna... — powiedziała Irena i uśmiechnęła się. 
 — Kuba jest porywczy, ale to dobry chłopak i jest cholernie w niej zakochany, gdyby mógł uchyliłby jej nieba i poszedł za nią w ogień. — powiedziała pani Ela z szerokim uśmiechem. 

ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz