ROZDZIAŁ 117.

215 27 47
                                        

 — Lola? — zapytał cicho, żeby nie obudzić dziewczyn. Wyszedł na balkon i zajrzał do łazienki, jednak jej nie odnalazł. Złapał za telefon i wybrał jej numer. Kiedy usłyszał dzwoniący w pokoju telefon, zacisnął szczękę i zrobił się czerwony z nerwów. Wyszedł z pokoju i poszedł do chłopaków. — Jest tu Lolka? — wszyscy pokiwali przecząco głową. 
 — Nie ma jej w pokoju? 
 — Nie, tylko Paula i Karolina, więc nie mam bladego pojęcia, gdzie się podziała. Idę jej poszukać, na szczęście to nie jest duża mieścina. — powiedział  i wyszedł z ich pokoju, zapukał jeszcze cicho do pokoju ich matek, jednak brak odzewu sugerował, że kobiety spały. Wyszedł z hotelu, a potem na zewnątrz. Przemierzał opustoszałe uliczki. 

Dziewczyna szła bez celu przez uliczki miasta, czując, że ktoś za nią łazi, skręciła w wąską uliczkę i przywarła plecami do muru. Miała dosyć tego męczącego uczucia, a do tego po alkoholu miała na tyle odwagi, by w końcu rozwiązać tą zagadkę. Kiedy w wąską uliczkę wszedł zakapturzony mężczyzna. Dziewczyna rzuciła się na niego z pięściami. 
 — Co do cholery... — powiedział mężczyzna, nim dostał w twarz.
 — Czemu mnie śledzisz?! — potrząsnęła nim. 
 — Lolka, złaź ze mnie, co do chuja wafla... — Kuba zrzucił z siebie niebieskowłosą, która usiadła na chodniku i podkuliła nogi. 
 — Ja oszalałam... Na bank oszalałam, to nie możliwe... — potarła nerwowo twarz dłońmi, nie wiedziała sama, co ma o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony chciała odkryć kto za nią chodził, z drugiej cieszyła się, że nie był to nikt, kto mógłby jej zrobić krzywdę. Rozpłakała się po chwili i przeczesała dłonią włosy. Wielkie łzy spadały po jej policzkach i roztrzaskiwały się na chodniku. 
 — Mała, co się dzieje? — Kuba momentalnie przy niej ukucnął i wtulił jej głowę w swoją klatkę piersiową. 
 — Ja oszalałam Kuba, od czasu porwania, ja... Ja mam cały czas wrażenie, że ktoś mnie śledzi, jeśli tylko pójdę gdzieś sama, albo bez ciebie. — chłopak westchnął cicho. 
 — To moja wina. — powiedział nagle, a dziewczyna rozszerzyła ze zdziwienia oczy. 
 — To ty za mną łazisz? 
 — Nie. — powiedział i spojrzał na nią ocierając jej łzy. — Wynająłem ochroniarza, miał za tobą łazić... 
 — Popierdoliło cię?! Ja odchodzę od zmysłów, a ty nie mogłeś mi powiedzieć...?! — wykrzyczała zdenerwowana. 
 — Lola... — podszedł do niej, jednak go odepchnęła. 
 — To było tylko i wyłącznie dla twojego bezpieczeństwa. 
 — Daj mi spokój. — otuliła się ramionami i pobiegła w stronę hotelu. 
 — Brawo Grabowski... — prychnął do siebie pod nosem i uderzył dłonią w swoje czoło. Ruszył do hotelu. Niebieskowłosa wpadła do ich hotelu i poszła momentalnie do pokoju chłopaków. Zapukała nerwowo. 
 — Co jest kurwa... — zaspany Krzychu zwlekł się z łóżka. — Lolka? 
 — Przenocujesz mnie? Bo nie mam jakieś wyboru, nie chce spać na balkonie. 
 — Znowu się pokłóciliście?! — westchnął i wpuścił ją. Położył się do swojego łóżka i spojrzał na dziewczynę. — Kładź się obok, przecież cię nie pogryzę. — powiedział do niej. Dziewczyna ściągnęła dół ubrań i bluzę, po czym wsunęła się obok czerwonowłosego. — Mów co się stało. 
 — On wynajął ochroniarza, który za mną chodził, a ja odchodziłam od zmysłów, że cały czas ktoś mnie śledzi... 
 — Przecież chciał dla ciebie jak najlepiej... — powiedział do niej, opierając się na ręce. 
 — Ja to rozumiem, ale ja już stwierdziłam, że oszalałam, wiesz jak to bardzo boli i ciąży na psychice. 
 — Połóż się dziewczyno, prześpij i wytrzeźwiej. Pogadacie na spokojnie rano. — powiedział chłopak, a dziewczyna się skuliła i zacisnęła dłoń na jednej z poduszek. — Chcesz się przytulić? 
 — Tak. — powiedziała cicho i wtuliła się w chłopaka, po pięciu minutach już jej nie było. Kondracki przyglądał się jej chwilę.Odgarnął jej włosy z twarzy i zastanawiał się ile jeszcze razy się pokłócą. 

 — O ja pierdolę, Koziara wstawaj... — Maciek zaczął szturchać przyjaciela. 
 — Jezu Maciejka, jest środek nocy daj mi spokój. — fotograf machnął ręka. 
 — Mamy poważny problem, inaczej bym cię nie budził. 
 — Co się stało?! 
 — Ciszej, kurwa, ciszej... — wskazał ręko na łóżko Krzysztofa, gdzie spała niebieskowłosa wtulona w chłopaka. 
 — Ja pierdole, myślisz, że zaciągnął ją do łóżka? 
 — A co jak sama mu weszła? Przecież jak Kuba to zobaczy, to oszaleje i go zajebie, a z nią zerwie z miejsca. Stary ja pierdolę, musimy coś zrobić, nie chcę innej bratowej... — powiedział przerażonym tonem starszy Grabowski. 
 — Panikujesz, jakby to był koniec świata. 
 — Panikuje, bo oboje w chuj przeszli i miało być już dobrze. Przećwiczyłem ostatnio wszystkie weselne przyśpiewki, nie chcę, żeby to poszło na marne... 
 — Serio, martwisz się o to, że nauczenie się weselnych przyśpiewek pójdzie na marne? — Koziara go szturchnął.
 — Może obudzimy, któreś z nich? — zaproponował Maciejka. 
 — A może idź po brata i powiedz żeby ją zabrał, bo tu zasnęła? 
 — Przecież on jest zazdrosny o każdego. Jak straci dziewczynę i najlepszego kumpla w jednej chwili, to od razu, na sygnale, możemy go wieść do wariatkowa. — powiedział Maciek i usiadł nerwowo tupając nogą. 
 — Musisz tak pedałować? Pomaga ci to w czymś? — spytał się podirytowany Koziara. 
 — Dobra idę ją obudzić i wyrzucę ją z pokoju, no trudno, będę tym złym. — kiedy tylko podniósł się z łózka, rozległo się delikatne pukanie do drzwi. — O ja pierdolę, to Kuba, weź mu nie otwieraj. 
 — Maciek, kurwa, słyszę cię, otwieraj. — usłyszał zza drzwi głos swojego brata. Koziara pokręcił z niedowierzaniem głowa i wstał. Podszedł do drzwi i otworzył je. 
 — Lolka śpi z Kondrackim, co się stało? — zapytał się. 
 — Nic, pokłóciliśmy się w nocy. — chłopak wszedł do pokoju przyjaciół i ukucnął przy dziewczynie wtulonej w jego przyjaciela. Było widać ślady po łzach na jej policzkach, do tego kurczowo ściskała w dłoniach pościel. 
 — Weź już myślałem, ze puściła się z Kondrackim, albo on zaciągnął ją do łóżka. 
 — Weź ty się rozpędź i jebnij sobie baranka w ścianę. — powiedział Kuba przerzucając oczami. — Po pierwsze, jest mi wierna, po drugie, Kondracki by jej nie tknął. — powiedział pewnym siebie tonem. Podszedł do małego aneksu kuchennego i zrobił sobie kawę. — Pozwolicie, że zostanę, nie chcę żeby mi zwiała i chcę się z nią skonfrontować nim wstaną matki. Chcę sobie oszczędzić pytań. 
 — Jasne. — powiedzieli chórkiem.

ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz