— Dwa miliony subskrypcji na kanale QueQuality, czyli robimy imprezę firmową. — powiedział zadowolony Krzychu padając na fotel w mieszkaniu Kuby. — Zrobimy jeszcze lepszą imprezę niż ostatnio! — czerwonowłosy był wyraźnie zaaferowany wizją szalonego imprezowania.
— To idźcie i się bawcie, Kamil przecież wszystko załatwi. — powiedział Kuba.
— No dobra, dobra, to pójdę z nim pomagać, mam kilka fajnych pomysłów, które zawsze chciałem zorganizować, jak na przykład laski wijące się w wielkich kielichach szampana.
— Stary, to impreza QueQuality nie Playboya, czy PornHuba. — powiedział Que kręcąc z niedowierzaniem głową.
— Ty to umiesz zabijać nadzieję. — prychnął pod nosem Kondracki, a jego telefon zawibrował, otworzył szybko wiadomość nadesłaną od Marcina. " Level 27 Club & Bar Aleje Jerozolimskie 123A | Plac Zawiszy, Warszawa 02-017, Polska , nazwa i adres klubu, gdzie pracuje Lolka, sala zarezerwowana na weekend." Krzychu uśmiechnął się cwano pod nosem i podszedł do kuby. — Załatwiłem rezerwację w Level 27.
— Nie za drogo? — spytał Quebo spoglądając na kumpla.
— Powiedział ten, którego nie stać. — postukał się w czoło patrząc na przyjaciela. — Będzie fajnie, a w ten weekend nikt nie ma koncertów, więc to idealna pora. Zrobimy jakiś konkurs dla fanów, znów pośpiewamy całą ferajną na jednej scenie. No weź... Nie daj się prosić.
— Dobrze, niech ci będzie, ale daj mi już spokój.
— Ciesze się, że ten koncert przywrócił cię do żywych. — powiedział po chwili Krzychu spoglądając na Kubę.
— Do bycia żywym, to mi jeszcze daleko... — powiedział i wziął kota na kolana. Głaskał miękkie futerko kociaka i wracał myślami do chwili, kiedy go podarował Loli. Jej uśmiech i wesoła twarz, była warta wszystkich pieniędzy świata. Nagle go oświeciło. — Kondracki, a to nie bar, gdzie pracuje Lolka? — chłopaka wręcz sparaliżowało.
— Nie wiem, skąd mam wiedzieć to ty ją stalkujesz, a nie ja. — odpowiedział szybko, a Kuba na szczęście nie powrócił do tematu.
— Umieram... — powiedziała niebieskowłosa, rzucając się na kanapę.
— Aż tak źle dzisiaj? — spytał Marcin zerkając na dziewczynę.
— Masakra, jakaś impreza zamknięta, ale dostałam informację, że następna będzie w weekend, ale się cieszę.
— Czekaj, to narzekasz na imprezy zamknięte, czy się cieszysz? Nie nadążam za tobą. — powiedział chłopak lustrując ją wzrokiem.
— Ogólnie to jest masakra, szczególnie, że będzie open bar, ale ja się ciesze, bo mam wolny weekend. — powiedziała wyrzucają ręce do góry w geście zwycięstwa.
—Może to jakaś fajna impreza, która cię ominie... — powiedział spoglądając na nią, a w myślach przeklinał
— O proszę, a myślałem, że pracujesz w ten weekend.
— Nie słuchałeś mnie, miałam mieć dzisiaj wolne, ale Wojtek się zamienił ze mną, bo z dzieciaczkiem musiał iść do lekarza, a jutro rano, ten mały przystojniak będzie u nas w pracy, bo jego żona nie zdąży wrócić do domu, więc jakąś godzinę posiedzi w barze.
— Znajdź ty sobie chłopa, bo ci się instynkty wyostrzają, masz oczy jak kot ze Shreka, kiedy mówisz o dzieciach.
— Bo możliwe, że nie jest mi to dane, więc co mam zrobić, cieszę się z tego co mam tak?
— Oj wariatko, wariatko. — powiedział z uśmiechem i poczochrał jej włosy.
— Jak w kancelarii? — zapytała z szerokim uśmiechem.
— Nudno, nie było dzisiaj jakiś pasjonujących przypadków. — zaśmiał się ciepło.
— To dobrze i niedobrze, idę się położyć, padam na twarz. — dziewczyna poklepała chłopaka po ramieniu i poszła do swojej sypialni, rzucając się na łóżko. Marcin upewnił się, że drzwi są zamknięte i wyszedł na balkon, zadzwonił do klubu, gdzie podstępem zdobył listę pracowników. Usiadł do komputera i szukał, czy ktokolwiek miał jakieś zatarcia z prawem.
Lola wstała następnego dnia i udała się w południe do swojej pracy. Kiedy mijała salon fryzjerski, czuła ścisk w gardle. Jego spojrzenie, tak pełne bólu i zatroskania... Westchnęła pod nosem i zapiekły ją oczy, jednak szybko przełknęła łzy. Wysiadła i udała się do klubu, poszła do pokoju socjalnego, gdzie zostawiła swoje rzeczy i ubrała swój strój służbowy. Wsadziła do kieszeni spodni telefon i paczkę fajek, po czym wyszła na salę. Było cicho i spokojnie, ale jak zawsze była to cisza przed burzą.
— Wojtek... — przytuliła chłopaka na powitanie. — Gdzie masz małego kawalera?
— Tam stoi! — wskazał na okna, gdzie stał roczny chłopczyk i z radością dotykał szyby.
— Chodź tu do ciotki. — Lolka podeszła do chłopca i połaskotała go, na co chłopczyk wybuchnął śmiechem. — Czemu nie możesz być dorosły, przystojny, nierobiący pod siebie i bogaty, ciotka chłopa szuka. — smyrnęła palcem po jego nosie, a chłopczyk zaczął łapać za jej włosy. — Czy każdego faceta kręci szarpanie za włosy? — zaśmiała się ciepło i posmyrała kosmykiem włosów małego.
— Mnie na pewno. — usłyszała za swoimi plecami, a włos jej się zjeżył. Do tego poczuła gęsią skórkę na rękach.
— Co ty tu robisz?
— Podpisuje umowę wynajęcia sali. — odpowiedział Kuba i spojrzał na dzieciaka, to na dziewczynę. — Pasuje ci dziecko.
— Jak chcesz mi dopierdalać, to idź sobie... — powiedziała najbardziej chłodnym głosem, jaki była z siebie w stanie wydobyć.
— To nie był atak, nie odbieraj tak tego...
— Kto wie, lubisz atakować bezbronne osoby.
— Teraz to ty mi plujesz jadem prosto w twarz.
— Bo żmija ze mnie. — odpowiedziała szybko i wzięła chłopca na ręce. — Przepraszam, praca wzywa.
— Znowu uciekasz, kurwa, jak dzieciak. — powiedział zaciskając dłoń w pięść.
— Słyszałeś skarbie, mamy dużo wspólnego. Czyli powinieneś się dobrze bawić z ciotką. — powiedziała do dziecka, a Que zmierzył ją wzrokiem. Miał tak cholernie mieszane uczucia. Miał ochotę szarpać ją za włosy i brać ją tu i teraz, a z drugiej strony, marzył by ją rozszarpać, za te głupie teksty. Odpuścił. Wsunął okulary na nos, a po chwili wyszedł do niego właściciel baru. Obgadali szczegóły imprezy, koszty i określili ilość gości. Kuba zapłacił zaliczkę i podpisał umowę. Pożegnali się uściskiem dłoni, jednak Que dalej siedział przy stoliku i obserwował dziewczynę, która, by rozbawić dzieciaczka, rzucała cytrynami i żonglowała nimi. Gorycz jednak wzięła górę, uderzył pięścią w stół i opuścił lokal.
CZYTASZ
ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide Fanfiction
Fiksi PenggemarObrócił jej świat o sto osiemdziesiąt stopni. Nie bójcie się, nie była mu dłużna. Jego świat też stanął na głowie. Czy żyjemy w czasach, gdzie można zakochać się przez internet? A może to tylko dzisiaj pozwala nam, na pokazanie tego, co w nas najlep...
