ROZDZIAŁ 50.

315 29 17
                                        

 — Ale coś ładnie pachnie... — wyszeptała zaspana dziewczyna i przeciągnęła się. Była sama w łóżku... Naga podeszła do drzwi i miała już szarpnąć za klamkę, kiedy przypomniała sobie, że w mieszkaniu jest mama Kuby. Szybko zawróciła i wbiła się w jeansy i czerwoną koszulę w kratę. Zrobiła sobie makijaż i spięła włosy w kucyka. W głowie wciąż miała wydarzenia z wczorajszego wieczora, jednak wiedziała, że prędzej czy później i tak będzie musiała się z tym zmierzyć. Tu nie było opcji ucieczki. Chociaż czuła się dzisiaj pewniej. Wyszła i udała się do kuchni. — Dzień dobry... Jak pięknie pachnie. — uśmiechnęła się do pani Eli, która stała przy patelni i obracała naleśniki. 
 — Tak pomyślałam, że przyda wam się jakieś dobre śniadanie. Słyszałam, że mieliście jakieś zatarcie w nocy. — mina Loli szybko zrzedła. 
 — To nic poważnego, już wszystko dobrze, a trzeba się kłócić, żeby móc się kochać na zgodę, czyż nie? — uśmiechnęła się do kobiety. 
 — Z takim podejściem, to będzie bardzo długi związek, co mnie cieszy. 
 — Właściwie, skoro już jesteśmy przy związku, to gdzie Kuba? — zapytała mieszając łyżeczką w serku, który stał już na stole. 
 — Wstał jakieś dziesięć minut temu, krzyknął, że mnie kocha i żebym robiła dobre śniadanie, a on zaraz wróci. Potem trzasnął drzwiami i już go nie było. — uśmiechnęła się do dziewczyny, która się zaśmiała. 
 — On jest niemożliwy. — uśmiechnęła się do kobiety. 
 — Chcesz coś do picia? 
 — Skoro pani smaży naleśniki, to ja zrobię picie. — uśmiechnęła się do kobiety. — Kawa? 
 — Tak, najlepiej z ekspresu. 
 — Już się robi. — Lola podeszła do ekspresu i podstawiła dwa duże kubki. 
 — Jak to miło zobaczyć, że dwie najważniejsze kobiety w twoim życiu, tak ładnie się dogadują i myszkują rano w kuchni. — powiedział Kuba z szerokim uśmiechem, a obie kobiety aż podskoczyły. 
 — Kuba! — wydarły się chórkiem, a chłopak zakrył się kwiatami. Podszedł do Loli i dał jej jeden z nich, a drugi dał mamie. 
 — A to z jakiej okazji? Urodziny miałam, imienny miałam, dzień dziecka był, teraz to już chyba w stronę mikołajek wszystko zmierza. — powiedziała zaskoczona dziewczyna i uśmiechnęła się. 
 — To tak po prostu, bo jest czwartek. — powiedział i wpił się czule w jej usta. — Kocham cię mała. 
 — Czy ty mnie przekupujesz po wczorajszym, czy mi się zdaje? — wyszeptała i dała mu jeszcze jednego buziaka. 
 —Ja? No co ty, w życiu. — uśmiechnął się do niej szeroko. — Pięknie wyglądasz wiesz? — zaciągnął kosmyk jej włosów, który wyleciał z kucyka, za jej ucho.
 — A mamie, to już nie powiesz, że ładnie wygląda? Romeo jak z koziej dupki trąbka. — powiedziała jego mama, na co dziewczyna się roześmiała. 
 v Oj mamo, ty wyglądasz pięknie jak zawsze. 
 — I tak wiem, Grabowski, że sobie nagrabiłeś. Ale skoro i ja zarobiłam bukiet, to możecie się czasami pokłócić. — zaśmiała się. Wszyscy zjedli śniadanie, potem posiedzieli wspólnie i pogadali o planach przyjazdu do Ciechanowa, który jego mama ponownie poruszyła. — Szesnasta, trzeba się zbierać. To odwiezie mnie ktoś, czy znów muszę się dostać na dworzec sama? — zapytała kobieta wstając. 
 — Ja odwiozę. — powiedziała Lola. — Chętnie zobaczę Ciechanów, a poza tym uwielbiam prowadzić samochód. — uśmiechnęła się i wyciągnęła rękę w stronę Kuby. 
 — Co chcesz? 
 — Dawaj kluczyki i dokumenty. 
 — Nie wiem, o czym mówisz? — rozłożył ramiona. 
 — Kuba. — upomniała go mama, na co wyciągnął z kieszeni kluczyki i dokumenty. 
 — Porsche? — Lola spojrzała na niego zdziwiona. 
 — No co, umiesz jeździć, ale i tak pójdę później sprawdzić, czy go nie porysowałaś. — pokazał jej język, który dziewczyna złapała zębami i zaśmiała się, po czym przekształciła to w pocałunek.
 — Dziękuję za zaufanie, nie zawiodę. — powiedziała z szerokim uśmiechem i zarzuciła na siebie kurtkę. Pani Ela pożegnała się z synem i obie kobiety wyszły z mieszkania. 

Piętnaście minut po ich wyjściu, Kuba oglądał telewizję, głaszcząc kociaka , który spał na jego kolanie. Przerwał mu dzwonek do drzwi. Przez myśl mu przeszło, że któraś z dziewczyn czegoś zapomniała, jednak zobaczył dwie zszokowane twarze. 
 — Szukamy pani Leokadii... — powiedziała po chwili młoda dziewczyna. 
 — Wyszła, a o co chodzi. 
 — Boże... Julia widzisz to, to Quebo, o matko... — druga z dziewczyn zdawała się ekscytować. 
 — My w sprawie kota. — powiedziała druga dziewczyna i szturchnęła pierwszą, żeby się uspokoiła. 
 — Dobra, wchodźcie, bo gdzieś poleciał. Weź go zawołaj... — powiedział Kuba, a młoda dziewczyna była zaaferowana do tego stopnia, że nie była w stanie wydusić słowa z siebie, kiedy docierało do niej, że jest w domu Quebonafide. 
 — Hermes! — krzyknęła, a kot przyleciał do niej i zaczął się łasić.  — Chcesz... Znaczy chce pan jakieś znaleźne? 
 — Nie mi się ono należy, ale znając Lolkę, to najważniejsze, żeby kot był dobrze traktowany. Wszystko z nią okej. 
 — Zapytam się w jej imieniu. Mogłybyśmy sobie zrobić z panem zdjęcie? 
 — Jasne, tylko liczę, że nie rozdmuchacie wszędzie mojego adresu. — zmierzył wzrokiem dziewczyny. 
 — Jasne, że nie. — powiedziała ta bardziej ogarnięta. Zrobili sobie wspólne zdjęcie, po czym Kuba dał im po karcie ze swoim autografem i dziewczyny wyszły z jego mieszkania. 
 — Oj, będzie ryk... — stwierdził, siadając z powrotem przy telewizorze. Sam się zdążył do niego przyzwyczaić. — Hermes, co to za imię... Już lepsze było sierściuch... — parsknął pod nosem i zaczął skakać po kanałach. Zostawił wiadomości i poszedł do kuchni po kawę. 
 — Z ostatniej chwili, droga krajowa numer 50 z Płońska do Ciechanowa jest nieprzejezdna w kierunku Ciechanowa. Zderzyło się tam auto marki Porsche... — kiedy Kuba usłyszał nazwę swojego samochodu, szybko podbiegł do telewizora. 
 — Kurwa, moje auto... — przeklął pod nosem i zaczął zakładać buty i kurtkę. Wziął kluczyki od Mercedesa i zaczął gnać na miejsce. W duchu modlił się, by jego mamie lub Loli nic nie było. W piętnaście minut dotarł na drogę krajową numer 50. Zjechał na pas zieleni na poboczu i wysiadł z auta, czerwone części walały się po całej szerokości pasa, drugie auto było czarne, więc nie odznaczało się tak bardzo. Karetek już nie było, a dla niego czas zwolnił. Stał tam i gapił się na rozbite samochody.

ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz