ROZDZIAŁ 129.

271 28 33
                                        

 — Dzień dobry. — powiedziała Lola wchodząc do kuchni z samego rana. Wciąż uciekała wzrokiem od matki chłopaka, która nakryła ich wczoraj na seksie w aucie. Podeszła ubrana w majtki i koszulkę Kuby do lodówki i otworzyła ją wyciągając sok kaktusowy i nalała sobie do szklanki.
 — Dzień dobry, Kuba kazał ci przekazać, że cię kocha, ale musi załatwić kilka spraw, a ty masz na niego tutaj zaczekać... — powiedziała pani Ela z szerokim uśmiechem na twarzy. — Przestań być speszona o wczoraj, jesteście dorośli, a jak przy okazji uda się wam coś zmalować... To tylko jeszcze większe szczęście. 
 — Na razie to był seks na zgodę, więc lepiej żeby był grzeczny, jak chce cokolwiek więcej. — burknęła niebieskowłosa popijając sok i opierając się o blat. 
 — No i dobrze, trzymaj go krótko, bo tylko ty go ogarniasz. — powiedziała jego mama i odsłoniła talerz z kanapkami. — Skusisz się?
 — Na ani jedzonko, zawsze... — dziewczyna usiadła do stołu i wzięła się za jedzenie. Zamyśliła się chwilę i już otworzyła usta by o coś zapytać, jednak matka Kuby wyprzedziła ją.
 — Tak zrobię ci. 
 — Co? Kiedy ja jeszcze nie zdążyłam zapytać... — dziewczyna rozśmiała się ciepło. 
 — Zrobię ci warkocza. 
 — Dwa?
 — No niech stracę. — obie panie roześmiały się ciepło. Elżbieta udała się do salonu, gdzie puściła sobie swój serial, a Lola dołączyła do niej, gdy tylko opróżniła talerz, usiadła na podłodze, pomiędzy nogami kobiety, a ta zwinnie porozdzielała kosmyki jej włosów i zaczęła zaplatać jej dobieranego warkocza po jednej stronie głowy. — To już się staje nasza tradycją. 
 — A to źle? — spytała z delikatnym uśmiechem Lola i przymknęła oczy. Uwielbiała, kiedy ktoś bawił się jej włosami i cholernie ją to relaksowało. 
 — Jak dla mnie, bardzo dobrze, przynajmniej masz jakąś więź z przyszłą teściową. — zaśmiały się delikatnie. 
 — Jest pani najlepsza na świecie. 
 — Już bez przesady... Nie miałaś mi czasami mówić mamo? To pani mnie postarza, a jestem wystarczająco stara... 
 — Nie jest pani stara, a nawet jeśli przeszkadza pani liczba, to wciąż tylko liczba. — powiedziała z uśmiechem. — Szczerze to nie pamiętam mamo. — powiedziała z szerokim uśmiechem na twarzy.
 — Wiecie jak razem uroczo wyglądacie? — powiedział Kuba z szerokim uśmiechem, stojąc w drzwiach salonu i nonszalancko opierając się o futrynę. Zdążył zrobić im zdjęcie i schował telefon do kieszeni. 
 — No weź robisz mi zdjęcia bez makijażu? Nie lubię tego... 
 — Nie masz tego lubić, a to dla mnie. — podszedł powolnym krokiem i ukucnął nad dziewczyną i złapał jej policzki w dłonie. Złożył na jej ustach czuły pocałunek, wsuwając język pomiędzy jej wargi, jednak po chwili poczuł ból z tyłu swojej głowy. — Ała, z co? 
 — Trzęsiesz dziewczyną i wyjdzie mi krzywo. — skwitowała jego mama szybko, kiedy się odsunął. 
 — Ale żeby tak od razu w łeb? — spytał podirytowany. 
 — Przecież dobrze wszyscy wiedzą, że jakbym cie poprosiła to by nie zadziałało. — kobieta zaśmiała się i zaczęła zakładać jedną gumkę na skończony warkocz. — Akcja - reakcja Kubuś. 
 — Jezuuu.... — przerzucił oczami. — Kończcie to, bo na dole czeka niespodzianka. — dodał tajemniczym tonem, a Lola zlustrowała go wzrokiem.
 — Coś ty znowu wymyślił? — spytała dziewczyna, a Kuba złapał jej dłoń i ucałował ją. 
 — Nic, z czego nie byłabyś zadowolona. — uśmiechnął się szeroko. — Kwiatek na przeprosiny.
 — Trzymasz jednego kwiatka pod domem, to dziwne...
 — Ale, za to jaki okazały, skromne tona osiemset wagi... — powiedział z cwanym uśmiechem, a dziewczyna spojrzała na niego. 
 — Nieeee... Nie zrobiłeś tego... — wyszeptała cicho. — 5.0 V8? — patrzyła na niego, a jej oczy momentalnie błyszczały. 
 — Nie wziąłbym mniejszego, nie dla ciebie. — odpowiedział, patrząc jej prosto w oczy. 
 — Jesteś popierdolony... 
 — Za to mnie kochasz... — dodał z cwanym uśmieszkiem na ustach. 
 — Skończyłam. — powiedziała pani Ela z szerokim uśmiechem, a dziewczyna zerwała się szybko z podłogi i pobiegła pędem do przedpokoju, zaczęła wciągać na nogi adidasy, jednak Kuba zablokował jej drzwi.
 — Zawiąż buty, bo sobie zęby wybijesz...
 — Kuba no weź... — starała się go przepchnąć. 
 — Buty. — powiedział stanowczo, a dziewczyna przerzuciła oczami. Schyliła się i zawiązała oba buty.
 — Już, mogę wyjść? — spytała zniecierpliwiona i przestępowała z nogi na nogę. 
 — Teraz możesz. — powiedział i otworzył jej drzwi, dziewczyna zbiegła po schodach w dół, a jej piski i krzyki radości rozniosły się chyba po całym Ciechanowie. — Mam nadzieję, że tak samo będziesz piszczeć w łóżku. — powiedział wyraźnie zadowolonym tonem, kiedy zszedł na dół i stanął obok. 
 — Dziękuję, dziękuję, jest piękny, najpiękniejszy... — dziewczyna rzuciła się na chłopaka powalając go na ziemię i całując go zachłannie, nie wiedząc, jak lepiej może wyrazić swoją wdzięczność.  Koniec końców dziewczyna rozpłakała się ze szczęścia, nie przestając go całować. 
 — No już spokojnie dzieciaku... — powiedział Kuba i pogładził jej policzek. — Daję ci ten samochód na znak mojej wierności i miłości... — roześmiał się wesoło. 
 — wariat. 
 — Twój wariat. — poprawił ją. Kiedy podnieśli się w końcu z ziemi, dziewczyna podeszła do nowiutkiego Mustanga i nieśmiało przejechała dłonią po karoserii. 
 — Lakier w kolorze velocity blue, kolor premium, 4,8 sekundy do setki, wtrysk wielopunktowy, 421 koni mechanicznych i tylni napęd... — szeptała oczarowana jak regułkę, jak pacierz, znała ten samochód na wylot. 
 — I do tego jest twój. — pomachał jej kluczykiem przed oczami, a dziewczyna wzięła go drżącą dłonią i otworzyła auto, wsiadła do środka, wszystko pachniało nowością. Przejeżdżała powoli dłonią po deszcze rozdzielczej i wszystkich przyciskach na niej zawartych. W końcu odważyła się i wsunęła kluczyk, by wcisnąć przycisk, a pięciolitrowy silnik zamruczał przyjemnie, roznosząc dźwięk po najbliższej okolicy. Poczuła w nosie zapach benzyny, która świadczyła o niedawnym tankowaniu, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Złapała za kierownicę, po czym oparła głowę na swoich dłoniach, a kolejne łzy rozbiły się na jej kolanach. O niczym w życiu nie marzyła tak bardzo, jak  o swoim własnym samochodzie. — Babo, już nie płacz...
 — Kocham cię, przypomniałeś mi dlaczego z tobą jestem... Nikt nie umie mnie tak zaskoczyć, doprowadzić do łez szczęścia jak ty... Dziękuję... — wyszeptała cicho.
 — Nie ma za co, należy ci się wynagrodzenie strat moralnych. — powiedział i wtulił jej głowę w swój tors.
 — Dziękuję... — szeptała to jeszcze kilka razy.

ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz