ROZDZIAŁ 94.

234 25 15
                                        

Dziewczyna zabrała talerze po zjedzonym obiedzie i poszła pozmywać.
— Jesteś świadoma, że po twojej prawej jest zmywarka? — powiedział chłopak, kiedy oparł się o ścianę w kuchni.
— No i co z tego...
— Oj babo, babo... — mruknął pod nosem i udał się do sypialni, gdzie ściągnął z siebie resztę garnituru i założył dres. Słyszał jak Lola wróciła z kuchni i wyszła na taras zapalić. Usiadła na jednym ze schodków, nie rozumiał jej, dlaczego nie siadała sobie na meblach ogrodowych. Wyszedł i usiadł obok niej, przyciągnął ją do siebie. — Twoja rodzina potwierdziła, że będą. — powiedział po chwili.
— No dobrze. — powiedziała cicho.
— Zaufaj mi, że będzie fajnie. — powiedział i dał jej buziaka w policzek. — Kochanie...
— Co...? — powiedziała cicho.
— Przysypiasz mi na ramieniu. Chodź się położyć. — powiedział do niej i zabrał jej z dłoni resztę papierosa i zgasił w popielniczce. Wziął ją na ręce i zaniósł do sypialni, gdzie położył się obok niej. Zjedzenie obiadu sprawiło, że zrobiła się senna, nie przyznawała się, ale nie spała całą noc, czuwając nad chłopakiem. Uśmiechał się do niej i odgarniał z jej twarzy kosmyki włosów.

Dwa następne dni spędzili głównie na zakupach i przygotowaniach do kolacji, na której obie rodziny miały się poznać. Nie podobał jej się ten pomysł, jednak zważając na ostatni stan Kuby, zgodziła się. Wiedziała, że ten pomysł przypadł mu do gustu. Ustalili, co ugotują, a do tego mama Kuby zaoferowała się, że wpadnie wcześniej z Maćkiem, to pomogą w przygotowaniach. Lola obawiała się, że jej rodzina nie będzie potrafiła się zachować, jednak nie miała już na to zbytniego wpływu.
— Lolka. — Kuba wyrwał ją z zamyślenia.
— Tak?
— Będzie okej, jak zaproszę Krzycha?
— Jasne, czemu nie, przecież on jest praktycznie, jak rodzina. Jednak jak będziesz tak namiętnie dodawać gości, to zrobi się z tego wesele. — parsknęła śmiechem.
— To potrzeba nam księdza...
— Grabowski nie galopuj tak daleko. — powiedziała z szerokim uśmiechem.
— Wiesz, jaki byłbym szczęśliwy, móc zrywać z ciebie białą suknię?
— Wiesz, uwielbiam cię w garniaku, ale wydać tyle kasy, tylko po to by zerwać sukienkę? Kup mi tylko kieckę. — zaśmiała się. — Będą spore cięcia, a twój budżet nie ucierpi za bardzo.
— Nie chcesz przyjąć nazwiska Grabowska i być matką moich dzieci? — na te słowa przebiegł jej po plecach nieprzyjemny dreszcz. Spojrzała na niego.
— Może pewnego dnia. — powiedziała wymijająco.

 — Cześć kochani. — powiedziała pani Ela, wchodząc do ich mieszkania, a za nią wpadł Maciek i Krzysiek. 
 — Cześć, to my idziemy pograć, nie będziemy przeszkadzać. — rzucił Maciek, po czym zaczęli się przepychać w drodze do padów. 
 — Dzieci... — skwitowała szybko pani Ela. 
 — Cześć. — powiedziała Lola i padła w ramiona kobiety, która szybko ją wtuliła, mocno w siebie. Potem podeszła do chłopaków i przywitała się z nimi, dając im po buziaku w policzek. — Do kuchni panowie, a nie do grania, dla każdego znajdzie się praca. 
 — No weź, bratowa, wpadliśmy we gości...
 — Gościem, to najwyżej może być Krzychu, a ciebie łączą więzy krwi, więc zapierdalaj w podskokach do kuchni, kroić kapustę, buraku. — powiedziała, a Krzysiek zwinął się ze śmiechu. — A ty się nie śmiej, kroić warzywa na sałatkę. — powiedziała do Krzycha, który od razu spochmurniał, jednak grzecznie udali się do kuchni, by pomagać. Cała piątka, miała jasno sprecyzowane zadania, Lolka oderwała się od swojej deski i poszła do pokoju, gdzie puściła głośno muzykę, by było ją słychać w kuchni. Leciały hity z lat 90. więc każdy śpiewał i się wygłupiał. Momentalnie gotowanie stało się przyjemniejsze. Dziewczyna sięgnęła po drewnianą łyżkę i skakała od jednej osoby do drugiej, podsuwając im mikrofon. Starała się wypierać swój stres i obawy, przez dobrą zabawę.  Każdy wpadł w głupkowaty nastrój, kilka następnych godzin minął im w świetnej atmosferze, nawet mama Kuby i Maćka, dawała się porwać do tańca, pomiędzy mieszaniem bigosu, a doprawianiem sałatki.
 — Chyba ktoś puka. — powiedział Kuba, kiedy Maciek wskoczył na krzesło i zaczął śpiewać hit Spice Girls.
 — Yo, I'll tell you what I want, what I really really want! So tell me what you want, what you really really want! I'll tell you what I want, what I really really want! So tell me what you want, what you really really want! I wanna, I wanna, I wanna, I wanna, I wanna really really really wanna zigazig ha!! — nawijał do łyżki, a wszyscy śmiali się do łez, trzymając za swoje brzuchy. Kiedy Kuba podszedł do drzwi, zobaczył najbliższą rodzinę Loli, w pełnym składzie, uśmiechnął się szeroko. 
 — Jesteście trochę za wcześnie, ale zapraszam. — powiedział ściszając muzykę pilotem. 
 — Ejjj... — dało się słyszeć zawiedzione głosy z kuchni. 
 — Wybaczcie, ale dzisiaj impreza przeniosła się do kuchni. — zaśmiał się ciepło. 
 — Witaj Kuba. — powiedziała matka dziewczyny i cała rodzina się z nim przywitała. Dali mu jedzenie, które ze sobą przywieźli. 
 — Panie Adamie, pomoże mi pan rozłożyć stół? — zapytał się. 
 — Jasne, żaden problem. — powiedział ojciec dziewczyny, a pozostała trójka udała się do kuchni. 
 — Cześć! — powiedziała rozbawiona Lola i przywitała się z rodzinką. — To pani Ela, mama Kuby i Maćka, to Maciek, a to Krzychu, przyjaciel rodziny. — przedstawiła wszystkich. — To moja mama Irena, babcia Aniela i mój brat Maciek. — Maćkowie momentalnie się roześmiali. 
 — Oj wyczuwam, że ktoś dzisiaj na bank znajdzie wspólny język. — powiedział Krzysiek.
 — Tata jest? 
 — Tak, Kuba go zagonił do pomocy. 
 v Serio, nie mógł wziąć Maćka, co oni tam robią? 
 — Rozkładają stół. — powiedziała mam Loli z uśmiechem.
 — No to mógł wziąć przecież Maćka. — powiedziała pani Ela i pokiwała głową. 
 — Może bał się, że mu brat popsuje stół. — rzucił Krzychu, a wszyscy się roześmiali ciepło. Lola była pozytywnie zaskoczona, bo nie było tak drętwo, jak myślała, że będzie. Po godzinie luźnych rozmów, w końcu usiedli do stołu, jak tylko Lola i Kuba przebrali się i oboje usiedli do stołu. 

ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz