Lola otworzyła oczy. Leżała naga w łóżku w pokoju, którego nie kojarzyła. Spojrzała obok siebie i zobaczyła Krzyśka.
— Co jest kurwa?! — zajrzała pod kołdrę, chłopak był nagi. — Boże święty.... — jej serce zaczęło bić jak szalone. Znalazła swoje spodnie i buty. Naciągnęła koszulkę Krzycha na siebie i wyszła z pokoju. Była przerażona, nie wiedziała co się stało i jak do tego doszło. Co jeśli przespała się z Krzychem...? Gdzie do cholery był Kuba... Wyszła na ulice Ciechanowa, przynajmniej miała nadzieję, że dalej jest w tym mieście. Głowa jej pękała w szwach, ale wiedziała, że musi znaleźć Quebo. Rozejrzała się dookoła i poszła w prawą stronę.
— Zajebię cię... — powiedział wściekły chłopak, na jego twarzy malowała się purpura, a szczęka zaciskała się mocno.
— Co ja? — Kondracki podniósł głowę, jednak szybko tego pożałował. Ból był nieziemski
— Gdzie jest Lola?! — Kuba nim potrząsnął.
— Stary, wyluzuj... — powiedział Maciek, łapiąc brata za ramię. Chłopak jednak szybko odrzucił dłoń.
— Ty, to się nawet nie odzywaj... To wszystko twoja wina. Jezu... On jest nagi, nie wierzę... Jeśli przeleciałeś mi dziewczynę... Nie, nie mam na to siły. — Kuba wyszedł z hotelowego pokoju trzaskając drzwiami.
— To się kurwa narobiło... — westchnął Maciek i podrapał się po karku. Zaczął zbierać porozrzucane rzeczy, a Krzychu ubierał się z zawrotną prędkością ślimaka wyścigowego. Maciejka stał nad nim jak kat i czekał aż się zbierze.
— Głowa mnie boli... — zajęczał cicho czerwonowłosy.
— Chodź dam ci coś przeciwbólowego.
— Co się właściwie stało? — zapytał Krzychu.
— Nie mam pojęcia, Kuba z Lolką poszli spać. Napisałem ci o wypadku. Przyjechałeś z Denisem i przyszliście do mnie, Lolka potem dołączyła, stwierdzając, że nie może spać, bo zawsze ma problem ze snem w nie swoim łóżku. Zaczęliście pić i gadać, potem wzięliście się za zioło, po czym stwierdziliście, że lecicie na tripa. Koniec, nic więcej nie wiem. Wyszliście w trójkę stwierdzając, że nie umiem się bawić... — Maciek westchnął ciężko. — Kuba rano szalał ze złości, kiedy nie znalazł laski w domu. Po czym Denis napisał, że jesteście w hotelu. Przyjechaliśmy tutaj, ale jej nie ma, nie mówiła ci, gdzie idzie?
— Nawet nie wiem, że tu była... Mam nadzieję, że nie zdradziłem Olki... Jezu, co ja odjebałem... — chłopak potarł dłońmi zmęczoną twarz. — Przecież jeśli ja z nią... Stracę dziewczynę i przyjaciela.
— Spokojnie, trzeba znaleźć Denisa, może on wie, co się działo?
— Mam cichą nadzieję. — westchnął i wyszli z hotelu. Udali się na Płońską spacerkiem. Pod domem stał czarny mercedes, a Maciek w duchu już sobie wyobrażał, co się dzieje na górze. Kochał brata, jednak stwierdzał, że jego porywczość kiedyś go zgubi. Nie potrafił podchodzić na spokojnie do niczego. W sumie, sam nie wiedział jakby zareagował w takiej sytuacji.
— Kuba do cholery uspokój się! — usłyszał głos swojej matki, która wyleciała za najmłodszym synem.
— Nie ma jej tutaj, a jak coś jej się dzieje?! Nie zna miasta. A jak pójdzie na bloki? Tam się może jej coś stać...
— Może zaraz wróci...
— Dlatego zostajesz w domu. W razie co, dzwoń. Ona nie ma telefonu. — syknął i wsiadł do auta, mierząc chłopaków wzrokiem. Ruszył i powoli przemierzał ulice miasta, rozglądając się na boki. Zaciskał nerwowo ręce na skórzanej kierownicy. Podjechał na szemraną część miasta.
— Grabowski?! — usłyszał męski głos. Zatrzymał samochód i wysiadł. — No nie wierzę ciechanowski celebryta zapuścił się tutaj.
— Siwy... Nic się nie zmieniłeś. — powiedział Kuba i podał mu dłoń.
— Co się stało, że tu się zapuściłeś? Chcesz się pozbyć Merca, hajs z ubezpieczenia ci potrzebny? — powiedział i uścisnął dłoń blondyna.
— Nie, jest sprawa. Szukam niebieskowłosej dziewczyny. Daj znać chłopakom, żeby zwrócili na taką osobę uwagę i dali mi znać.
— Tak za darmo? — spytał unosząc brew.
— Płacę stówkę od każdej informacji, a za trafną dam tysiaka, pasuje?
— Biznes z tobą to przyjemność. — chłopak uśmiechnął się szeroko i napisał smsa do swoich kumpli. — O co chodzi z tą dziewczyną? Nie masz ich na pęczki?
— Mam, ona po prostu się zgubiła, nie zna miasta, a pobalowała nieźle wczoraj. Może być jeszcze pod wpływem.
— Spoko, będzie łatwiejsza. — chłopak roześmiał się, a Kubie zagotowała się krew w żyłach na ten tekst. Jednak postanowił się nie przyznawać, że to jego dziewczyna.
— Wątpię, jednak dobrze by było, gdyby wróciła nietknięta.
— Spokojnie Grabowski, wiesz dobrze, że jak zapłacisz, tak będziesz mieć. — uśmiechnął się szeroko.
— Wiem, z tym nigdy nie było u was problemu. Dobra lecę szukać dalej. — powiedział i poszedł z powrotem do samochodu. Kiedy odjechał Siwy wyciągnął telefon i zadzwonił do swojego znajomego.
— Zmiana planów. Jak ją znajdziecie, to dajcie mi znać, może być sporo warta. Sam Grabowski, wielki ciechanowski celebryta jej szuka. Jakby była kimś nieważnym, to by jej nie szukał. Dobra, czekam na wieści.
— Przepraszam pana... Szukam Płońskiej 6. — zaczepiła mężczyznę.
— Droga pani, ja tu tylko przejazdem. Proszę się na stacji zapytać. — powiedział wskazując na oddaloną o kilkaset metrów stację benzynową.
— Okej, dziękuję. — powiedziała z uśmiechem dziewczyna. Była zdruzgotana tym wszystkim, w dodatku nie wiedziała, gdzie jest i jak ma się dostać do domu. Nie miała przy sobie telefonu, ani dokumentów, żadnej karty ani gotówki. Szła w stronę stacji.
— Seba... Niebieskowłosa dziewczyna. — jeden z typowych dresów, szturchnął swojego kolegę, który siedział na progu swojego domu i palił szluga.
— Ej laska! — zawołał za nią. Dziewczyna odwróciła wzrok i spojrzała w stronę mężczyzn, jednak puściła zaczepkę mimo uszu. — Czekaj! — chłopaki zerwali się za nią, jednak nie była w stanie uciec, poczuła ból w nodze, w miejscu operacji i syknęła z bólu. Panowie podbiegli do niej.
— Dlaczego przed nami uciekasz?
— Dlaczego mnie gonicie? — odbiła piłeczkę.
— Chłopak cię szuka. Pomagamy mu. — powiedział z uśmiechem.
— Kuba z wami gadał? — spytała zdziwiona, jakoś nie wyobrażała sobie, żeby Que utrzymywał kontakt z takimi ludźmi. Jednak może to były tylko pozory. — Możecie mnie do niego zabrać? — spytała niepewnie. — Płońska 6. — dodała szybko.
— To niedaleko. Chodź... — nieświadoma dziewczyna ruszyła z chłopakami. Wszystko ją bolało, w pamięci miała dziurę, a jedyne o czym marzyła, to żeby znów znaleźć się w ramionach ukochanego i położyć się spać. Przeszli jakimiś bocznymi uliczkami, kiedy wyszli na bloki.
— To chyba jednak nie tak blisko. Nie przypominam sobie tej okolicy... — spojrzała na chłopaków.
— Chodź i nie marudź, nie chcesz, żeby coś ci się stało, prawda? — dziewczyna poczuła strach. Zmierzyła ich wzrokiem, po czym zerwała się i zaczęła biec w przeciwną stronę.
— Łap ją! — krzyknął Seba.
CZYTASZ
ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide Fanfiction
FanficObrócił jej świat o sto osiemdziesiąt stopni. Nie bójcie się, nie była mu dłużna. Jego świat też stanął na głowie. Czy żyjemy w czasach, gdzie można zakochać się przez internet? A może to tylko dzisiaj pozwala nam, na pokazanie tego, co w nas najlep...
