ROZDZIAŁ 28.

377 29 49
                                        

 — No już, spokojnie... — zaśmiał się Kuba i pogładził ją po plecach. 
 — Obiecuję, że będę prać, sprzątać, gotować  i inne takie, by ci się odwdzięczyć za ten gest. 
 — Co to, to nie. Masz leżeć i pachnieć, zamówimy sobie catering, posprzątamy razem, a pralka wypierze za nas. — zaśmiał się ciepło i pocałował ją w czoło. — Ale doceniam twoje chęci. 
 — A myślałeś o tym, co będzie, jeśli...  No wiesz, gadać i być na odległość, to zupełnie inaczej, niż mieszkać razem i spędzać z sobą całe dnie.
 — Zobaczymy, jak będzie. Zawsze, jak coś, można ci będzie coś wynająć i załatwić robotę, jak noga dojdzie do siebie i twoja psychika.
 — Sugerujesz, że jestem wariatką? —spytała patrząc na niego. 
 — Nie, ale to nie obędzie się bez echa. Wiem, że na razie się trzymasz, uśmiechasz i śmiejesz, ale jestem świadom tego, że może przyjść taka noc, że obudzisz się z krzykiem, albo uderzy to w ciebie, jak fala... Mam nadzieję, że tak nie będzie, ale jeśli to nastąpi, chciałbym być przy tobie i móc cię podnieść, rozumiesz? — patrzyła w tej chwili na niego, jak w obrazek. Wraz z jego słowami, poczuła przyjemne ciepło na plecach i pieczenie w oczach, kiedy starała się nie rozpłakać. Nie rozumiała, dlaczego jest dla niej taki dobry, ale nie chciała nawet wiedzieć. Liczyło się dla niej tylko tu i teraz. Patrzyła wprost w jego oczy, kiedy ocknęły ją jego wargi, na jej ustach. Zarumieniła się delikatnie, ale wpiła się w jego usta mocniej. Oboje poddali się tej chwili i każde z nich na chwilę wyłączyło myślenie. Kuba oplótł jej włosy, wokół swojej dłoni i pociągnął za nie, zmuszając ją, by odchyliła głowę do tyłu. Kiedy to zrobiła zszedł pocałunkami na jej szyję, zostawiając na niej kilka bordowych malinek. Silny ból krocza, przerwał te pieszczoty, kiedy pod jego wpływem, odepchnęła go od siebie. Spojrzał wystraszony. 
 — Nie mogę, przepraszam... — powiedziała zawstydzona i zbita z tropu, złapała się za podbrzusze. Rany te cielesne, jak i psychiczne były za duże. 
 — Spokojnie, czekanie wzmaga apetyt, a poczekam ile trzeba. — uśmiechnął się do niej delikatnie, chociaż przez chwilę wystraszył się. 
 — Dziękuję, że jesteś. — powiedziała cicho i wtuliła się w niego znowu. 
 — Cholera, zapomniałem ostrego sosu. — usłyszeli przy drzwiach od pokoju, pójdę na dół. 
 — Już nie musisz grać na czas... — powiedział Kuba i zaśmiał się, jednak mina Krzyśka zmieszała się nagle, jakby analizował, o co mu chodzi. 
 — To nie chodziło o to, żeby kupić jedzenie niby dla ciebie, żeby ona zjadła? — podrapał się po głowie, cały czas sądził, że o to mu chodziło. 
 — Nie gamoniu, chciałem żebyś mi dał chwilkę z Lolą.
 — Serio?! Nie mogłeś powiedzieć wprost? Trzy knajpy zwiedziłem, zastanawiając się, co ona może lubić. 
 — I co wziąłeś? — zapytała dziewczyna, śmiejąc się delikatnie. 
 — Szynka i ananas, dziewczyny takie lubią. 
 — Fuuu... — pisnęła i skrzywiła się, a Kuba dostał napadu śmiechu. — Przepraszam, nienawidzę ananasa pod każdą postacią. — wzruszyła ramionami, a Krzychu był ze złości prawie tak samo czerwony, jak jego włosy. 
 —Nigdy. Więcej. Nie. Wysyłaj. Mnie. Po. Jedzenie. — powiedział powoli i spokojnie do Kuby, chociaż był bliski, wybuchu złości. 
 — Spokojnie, serio stary, ja myślałem, że zakumałeś, nie chciałem źle. — Kuba otarł kilka łez. 


 — Zasnęła? — zapytał Krzysiek, kiedy Kuba wszedł do jego pokoju. 
 — Jak dziecko... Wiesz, ma wyczyszczony żołądek, to alkohol chłonie jak gąbka... — zaśmiał się delikatnie. 
 — Powiedz mi teraz tak serio... Nie darujesz mu, prawda? — Krzysiek spojrzał na przyjaciela, oczekując odpowiedzi. Kuba wyciągnął z tylnej kieszeni spodni dokumenty dziewczyny. — No wiedziałem... — powiedział i odetchnął z ulgą. 
 — Chociaż sam nie jestem pewny, nie chciałbym jej tym robić przykrości. — powiedział Grabowski i usiadł na brzegu łóżka Krzycha. 
 — Nie wiem sam, to może lepiej odpuścić. 
 — Sądzę, że zrobię kopię tych dokumentów, a mamy kilka dni, by podjąć decyzję, czy zgłosimy to w jej imieniu, czy nie. 
 — Myślisz, że w ogóle tak się da? 
 — Zgłaszamy przestępstwo podparte dowodami, co ma się nie dać. — wzruszył ramionami. 
 — W sumie racja. 
 — Weź idź do recepcji, niech zrobią kopię, a ja do niej wracam, mam nadzieję, że nie będą ją męczyć koszmary. 
 — Cholera wie, przecież to psychika, sam wiesz najlepiej, co mózg potrafi wyprawiać. 
 — Wiem, wiem. Krzysiek, jeszcze raz dzięki, że przyleciałeś ze mną. 
 — Nie ma za co, jesteśmy przyjaciółmi, nie zostawiłbym cię z tym samego, bo wiem, ze gdyby to wszystko działo się u mnie, też byś ze mną poleciał. — panowie zbili piątkę i Kuba zawrócił do ich sypialni. Rozebrał się i poszedł wziąć prysznic, po czym wszedł pod kołdrę. Dziewczyna zaczęła coś marudzić przez sen, szybko objął ją i wtulił się w jej plecy. Jednak dziewczyna przebudziła się i usiadła zaspana. 
 — Ale kochasz mnie tak? — powiedziała nieprzytomna i położyła się z powrotem. Kuba musiał bardzo ze sobą walczyć, żeby nie wybuchnąć śmiechem, ale cieszył się, że prawdopodobnie śnią jej się jakieś miłe rzeczy.
 — Tak, tak... — wyszeptał cicho, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, pełen zadowolenia i radości. Zaśmiał się cicho. — Wariatka... — powiedział cicho, a dziewczyna wtuliła policzek w jego nagie ramię. 


 — Przecież możesz zjeść z nami śniadanie! 
 — Nie! — Lola wydarła się z balkonu, gdzie siedziała i paliła papierosa. 
 — co się stało? — zapytał Krzysiek, nie ogarniając o co chodzi. 
 — Z przyzwyczajenia poszedłem spać nago, a jak się obudziła i zobaczyła Stefana, to spaliła buraka i nie chce wrócić z balkonu. 
 — O kurwa, no nieźle... — Krzysiek zaczął chichotać. 
 — Będziesz mnie unikać cały dzień?!
 — Tak!!! — kolejna chmura dymu, uniosła się  nad oknem. 
 — Masz pięć minut, żeby przyjść i zjeść śniadanie, bo tam wrócę nago i będę stał, póki nie znormalniejesz! — krzyknął, a dziewczyna momentalnie usiadła od stołu i zaczęła jeść śniadanie, a chłopaki zalewali się łzami ze śmiechu. — Kto by pomyślał, a taka mocna w gębie... Zachowujesz się, jak dzieciak, wiesz? 
 — To nie ja paraduję nago. 
 — No, ale co? Zrobił ci coś, ugryzł cię? Stefek to dobra bestia nie gryzie i nie lubi być gryziona. — Krzysiek prawie się dusił, żeby nie wybuchnąć śmiechem. — Za mały, czy jak? 
 — Nie, wszystko z nim porządku... — jej twarz była czerwona jak pomidor. — Możemy już o tym nie gadać?

ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz