— Zadzwoń do Maćka, niech rozpala ognisko. — powiedziała Lola do swojej matki, kiedy wracali z Uniejowa. Kobieta wyciągnęła z torebki telefon i zadzwoniła do syna. Dziewczyna była tego dnia wyciszona i zdystansowana do wszystkich. Siedziała z twarzą wbitą w szybę i podziwiała wszystko, co działo się za oknem. Wspominała jak z dziewczynami, na spontanicznej podróży na koncert złapali gumę w Zadzimiu i kiedy z mamą zawracali na jednym ze skrzyżowań. Brakowało jej tych beztroskich chwil. Nie mogła narzekać, że teraz miała źle, bo było cudownie, jednak gdzieś po drodze wracały sentymenty. Jej dzieciństwo było naszpikowane niepowodzeniami, ludzie jej dokuczali, rodzice nie byli pobłażliwi. Tak naprawdę nigdy nie odkryła siebie i swojego powołania. Może Damian miał rację i nadawała się tylko do bycia kurą domową? Westchnęła cicho pod nosem na tą myśl.
— Lola, wszystko okej? — zapytał Kuba głaszcząc jej udo.
— Tak, wszystko okej. — powiedziała z szerokim uśmiechem. Widząc jej uśmiech, Kuba nie pozostawał dłużny. Uniósł kąciki ust do góry, a jego twarz przybrała grymas, który każda fanka tak uwielbiała, za który niebieskowłosa sama wskoczyłaby w ogień. Kiedy wrócił wzrokiem na jezdnie, znów odwróciła głowę i spojrzała na stado saren biegnących przez przydrożne pola. Po godzinie dojechali pod jej dom, gdzie ich matki i przyjaciele wysiedli i poszli na ogród za domem. Dziewczyna została powstrzymana przed opuszczeniem pojazdu. Udała się z Kubą po zakupy do pobliskiego supermarketu.
— Jesteś dzisiaj nieobecna, na pewno wszystko dobrze? Jesteś na mnie dalej zła? — spytał, chociaż nie był pewien, czy stąpa po dobrym gruncie.
— Nie jestem na ciebie zła, przecież przeprosiłeś, może po prostu nie umiem docenić tego co mam? W końcu wynająłeś ochroniarza, po to, żebym była bezpieczna. Nie powinnam była się tak wściec, ale wciąż sądziłam, że to urojenia, bo zawsze kiedy się odwracałam nie było nikogo... — powiedziała z delikatnym uśmiechem i stanęła przed półką z alkoholami i zaczęła wrzucać do koszyka butelki z piwem.
— Tak, ale ja nie wiedziałem o tym, że masz takie odczucia... — pomógł jej wybierać piwo i podniósł ciężki koszyk, niosąc go w stronę kasy, dziewczyna wzięła lżejszy z kiełbasą i przekąskami.
— Trudno, już sobie wszystko wyjaśniliśmy, więc jest okej, prawda? — zapytała i kiedy doszli do kasy, poprosiła o kilka paczek papierosów.
— No niby tak, ale mam wrażenie, że jest coś jeszcze co cię gryzie. — na jej ciele pojawiły się ciarki. Zgarnęła dwie torby z zakupami i ruszyli wspólnie w stronę samochodu, gdzie wsadzili zakupy do bagażnika.
— To raczej mało istotne, więc się nie przejmuj.
— Hej, piękna, pamiętaj, że gramy w jednej drużynie, więc twoje problemy są moimi. Twoje radości będą sprawiać, że sam będę odczuwał szczęście, a kiedy się potkniesz, to zawsze będę za tobą, żeby cię w porę złapać, tak to już działa... — powiedział, kiedy wsiadł za kółko. — Nie masz ochoty na to ognisko, co?
— Ani trochę. — przyznała, miała ochotę wejść do łóżka i zaszyć się.
— To posiedzimy chwilę i jeśli się nie rozkręcisz, to pójdziemy się położyć. Zgoda?
— Zgoda. — przytaknęła mu szybko. Kuba ruszył spod marketu i po pięciu minutach, znaleźli się pod jej domem, Que złapał za telefon i zadzwonił do Krzycha, żeby wziął chłopaków i poszli po zakupy. Chłopaki zjawili się w mgnieniu oka.
— Radzę się wam pospieszyć, bo Koziara dorwał się do maślankowca z truskawkami i zaraz nie zostanie nic. — zaśmiał się czerwonowłosy zabierając torby.
— Zaraz przyjdziemy, więc go pilnuj, żeby nie zeżarł wszystkiego. — zaśmiał się Kuba i podszedł do Lolki, złapał ją w swoje ramiona, po czym jego dłonie zjechały na jej pośladki i zacisnął je, podnosząc dziewczynę i sadzając ją na masce samochodu. Odgarnął jej kosmyk włosów za ucho i uśmiechnął się szeroko. — Nim tam pójdziemy, chcę, żebyś mi powiedziała, co cię trapi. — zażądał wręcz tego od niej. Wiedziała, że łatwo nie odpuści, to nie było w jego stylu.
— Po prostu ogarnia mnie niemoc.
— Szczegóły babo, szczegóły... — powiedział patrząc jej w oczy.
—Czuję się tak beznadziejnie. Moi znajomi pokończyli studia, pozakładali rodziny, a ja nawet nie wiem, czy mam cokolwiek, czym mogłabym się z dumą pochwalić, bo nie jestem pewna, czy znalazłam siebie...
— Skąd pewność, że oni znaleźli, jak chcesz to powiem ci, czym masz się chwalić i jakie są twoje największe osiągnięcia... — powiedział spokojnym, ściszonym głosem.
— No to słucham. — dodała beznamiętnie, jednak nie spodziewała się tego, co miała za chwilę usłyszeć.
— Po pierwsze rozkwitłaś wewnętrznie. Z zakompleksionej dziewczynki, stałaś się pewną siebie kobietą, która potrafi postawić na swoim. Pięknie to udowodniłaś, kiedy stanęłaś w obronie mojego dobrego imienia, chociaż samej bójki nie popieram. Po drugie powinnaś się uśmiechać, jeszcze się taki nie znalazł, co by nie odwzajemnił twojego uśmiechu. Nagrałaś ze mną piosenkę i odważyłaś się wystąpić ze mną na scenie, to dla mnie zaszczyt, bo wiem, że popierasz moje pasje. Możesz się pochwalić pięknymi, niebieskimi włosami, które dodają ci uroku i odzwierciedlają twoje szalone wnętrze. Jednak jest coś co sprawia, że wszystko inne nie ma tak naprawdę znaczenia. Masz dobre serce, ty wręcz grzeszysz dobrocią, masz w sobie tyle chęci pomocy innym... Pomimo, że tamta podróż na Islandię była pod znakiem mojego wybuchu zazdrości, to kto inny chciałby za wszelką cenę poprawić Krzychowi nastrój? Znałaś go krótko, a mimo wszystko byłaś gotowa na danie niezłego show, bo dbasz o bliskich bardziej niż o siebie. Jeśli miałbym ci cokolwiek zarzucić, to brak egoizmu, powinnaś częściej stawiać na siebie. Nie potrzebne ci szkoły i tytuły, jesteś moją babą, moją narzeczoną, a wkrótce uczynisz mi zaszczyt zostania moją żoną i wierz mi lub nie... Wszyscy będą mi wtedy zazdrościć... Znalazłam nieforemną bryłę, z której uformował się diament... Jestem szczęśliwcem i najbogatszym człowiekiem pod słońcem... — z każdym jego słowem, po jej policzkach spadały łzy. Nigdy w życiu nie usłyszała tak pięknych i mocnych słów. Podszedł do niej i objął ją obojgiem rąk, wtulając ją w siebie mocno. Wybuchnęła niepohamowanym płaczem, a on ją gładził po włosach. — Wyrzuć to z siebie, będzie ci lepiej... — powiedział cicho, jednak kiedy się nie uspokajała dłuższy czas, wpił się namiętnie w jej usta i całował ją tak długo, aż drżenie jej ciała ustało, a łzy przestały spływać po policzkach. Wyciszona siedziała i patrzyła w jego oczy, wyciągnął z kieszeni chusteczkę i poślinił ją, zmywając jej rozmazany makijaż, a jednocześnie ratując jego pozostałości.
— Kocham cię. — powiedziała w odpowiedzi na jego słowa i wtuliła się mocno.
CZYTASZ
ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide Fanfiction
FanfictionObrócił jej świat o sto osiemdziesiąt stopni. Nie bójcie się, nie była mu dłużna. Jego świat też stanął na głowie. Czy żyjemy w czasach, gdzie można zakochać się przez internet? A może to tylko dzisiaj pozwala nam, na pokazanie tego, co w nas najlep...
