ROZDZIAŁ 124.

259 26 51
                                        

— Cześć. — powiedziała Lola witając się z Marcinem w jednej z warszawskich kawiarni.
— No cześć, mów szybko, o co chodzi? — spytał z szerokim uśmiechem. — Albo czekaj zamówię wpierw po kawie.
— Nie piję kawy, więc może być herbata, albo gorąca czekolada. — powiedziała szybko.
— Pamiętam. Jeszcze nie zapomniałem. — powiedział z szerokim uśmiechem i poszedł do kasy złożyć zamówienie. Dziewczyna westchnęła cicho, nie była pewna, czy to co robi jest słuszne, ale nie mogła podarować Grabowskiemu tych słów. — Proszę. — chłopak podał jej filiżankę, a dziewczyna podziękowała z szerokim uśmiechem. — To jeszcze raz, co się dzieje, że potrzebujesz prawnika?
— Potrzebuję dokumentu z odebraniem praw autorskich do mojego wykonania piosenki i tekstu. Ta piosenka jest na najnowszej płycie Kuby. — podała mu album. — Ale nie chcę wyjść na złą i niedobrą do szpiku kości. Płyty niech się sprzedają, zero wykonywania utworu na scenie i zrzekam się mojego procentu, za udział w projekcie. Dasz radę to załatwić??
— Wow, zaskoczyłaś mnie. Jasne, że da się to załatwić.
— No i tak, żeby w razie W można było to odkręcić. — dodała kiwając głową.
— Czyli znowu zaszedł ci za skórę. Uderzył cię? — spytał widząc siniaki.
— Nie. — roześmiała się. — Trenuję sztuki walki. — powiedziała z wyraźną dumą w głosie. Posiedzieli około godziny w kawiarni, chłopak sporządził dla niej pismo. Lolka pożegnała się i pojechała do domu. Bała się reakcji Kuby, a z drugiej strony, nie pragnęła niczego bardziej, jak odwdzięczyć się za jego wstrętne słowa.
— Znowu się szlajasz? — rzucił Grabowski na dzień dobry.
— Załatwiałam sprawy służbowe. — powiedziała spokojnym, opanowanym tonem. Podeszła do chłopaka i podała mu dokumenty.
— Co to? — mruknął od niechcenia.
— Przeczytaj. — odpowiedziała patrząc na niego. Kuba kiedy przeczytał pierwsze wersy wziął i podarł kartkę, a jego twarz była wręcz purpurowa ze złości.
— Co ty sobie kurwa myślisz? To moja piosenka i nie będziesz mi do cholery mówić co mam robić! — wydarł się na nią. — Nieee... Nie wyrobię, najpierw słodkie zdjęcia z tym pożal się boże trenerem... Nagrywa jak się wypinasz i prężysz... — mówił tonem przepełnionym goryczą. — Dupy też mu dałaś?! Nie zdziwiłbym się. Jesteś pewnie znów kolejną, która poleciała na hajs. Nic nie wartą suką, która chce tylko sławy, pieniędzy, modnych ciuchów!!?? Mam tego kurwa dość, rozumiesz?! Dosyć, kurwa!! — wydarł się, aż jego przekleństwa można było słyszeć na całym osiedlu. Patrzyła na niego, a jej łzy spadały jak grochy, rozbijając się na posadzce. — Wypierdalaj z mojego życia, po prostu zejdź mi z oczu... — wysyczał, a dziewczyna przywaliła mu z pięści prosto w twarz. Dokładnie tak, jak uczył ją trener. — Kurwa. — rzucił zszokowany i splunął krwią. Lola obróciła się na pięcie i poszła do sypialni, wsadziła do torby kilka ciuchów i rzeczy, które przywiozła ze sobą z Anglii. Wyszła trzaskając drzwiami, rzucając w chłopaka pierścionkiem..

— Lola? — usłyszała głos mężczyzny nad sobą i ocknęła się, była trzecia w nocy.
— Co?
— Co ty tutaj do cholery robisz? — Krzysiek był w szoku widząc zwiniętą dziewczynę na swojej wycieraczce.
— Przenocujesz mnie? — wychrypiała żałosnym tonem.
— Jasne, że tak, czemu nie dzwoniłaś? Byłem co prawda w klubie, ale na pewno bym oddzwonił, czy napisał... — powiedział cicho i ukucnął przy niej. — Znowu o coś wam poszło?
— Zezwał mnie od suki, bo mój trener wrzucał na swoje InstaStory filmiki jak ćwiczę i wiesz co? Żałuję, że nie dałam Jake'owi dupy, bo chociaż oskarżenia nie byłyby tak absurdalnie bezpodstawne. — powiedziała zawiedzionym tonem. — Powiedziałam twoim sąsiadom, że zapomniałam kluczy. Przepraszam, nie miałam dokąd iść, a pociągi do domu mam dopiero jutro.
— Przestań, nie wracaj do domu. Tak bardzo tego nie chciałaś...
— Tak bardzo nie mam wyjścia. Nie pójdę z powrotem do Marcina mieszkać. Nie chcę, by ktokolwiek, cokolwiek wiedział, a już napewno nie Grabowski. Na szczęście nie mam już ochrony, która ny za mną chodziła krok w krok. Przegiął, a ja nie mam siły na ten emocjonalny roller coaster.
— Cholera... — szepnął. — Wejdź przede wszystkim do środka, pewnie tu zmarzłaś, weź sobie prysznic i zjedz coś. — powiedział otwierając jej drzwi od mieszkania. Oboje weszli do środka. Dziewczyna rzuciła torbę w przedpokoju i poszła na kanapę.
— Nie powiesz mu? — spytała cicho i uniosła wzrok na czerwonowłosego.
— Coś ty, jeśli sobie tego nie życzysz, to będę milczeć. — uśmiechnął się do niej szeroko.
— Pamiętam jak wjechałam na to Sky Garden i mój świat stanął w miejscu. Chłopak, z Internetu okazał się spełnieniem marzeń, moim idolem i autorytetem... Z czasem zamienia się w chama, który mnie wywala z domu. Czemu mnie stamtąd zabrał, skoro nie umie uszanować tego, co robię...? — spytała cicho patrząc na psa, który szturchał nosem małą, czerwoną piłeczkę.
— No bo się zakochał...
— Tak i z miłości mnie zezwał. — powiedziała zrezygnowana.
— Z miłości człowiek zrobi wszystko, te najbardziej okrutne rzeczy także... — powiedział do niej i przytulił ją. — Połóż się spać, rano jak wstanę to pójdę po jakieś zakupy.
— To tak cholernie boli... — wyszeptała.
— Wiem i będzie bolało, ale z czasem minie i z każdą chwilą będzie łatwiej. Wiem, bo sam to przeżyłem całkiem niedawno... — skwitował i przykrył ją kocem, kiedy położyła się w wygodnej pozycji.

Dzisiaj krócej, ale jestem po koncercie i padam na twarz. Wybaczcie ❤️.

ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz