ROZDZIAŁ 78.

223 26 3
                                        

Całą noc spędziła przykuta i z zawiązanymi oczami, ręce odmawiały jej posłuszeństwa, a w ustach czuła suchość. Dokuczał jej ból pleców i zimno, które ciągnęło od posadzki. Poczuła jak coś po niej chodzi, prawdopodobnie był to szczur, szarpnęła się i krzyknęła. Rozpłakała się jak dziecko. Zaczynała szczerze nienawidzić tego miasta. Pomimo, że pochodzili stąd prawie wszyscy, których kochała. Wracała myślami do Kuby i karciła się zarazem. Gdyby nie ta głupia upartość, gdyby tylko mu wybaczyła, siedziałaby pewnie w jego ramionach, a nie w zatęchłej dziurze. Przez chwilę, jakby poczuła zapach Paco Rabanne, na jej twarzy pojawił się drobny, krótki uśmiech. W końcu zaczęła się zastanawiać, czy Kuba kocha ją na tyle, by o nią walczyć, czy po ich kłótni może jà porzucić? Zadrżała na samą myśl i zaczęła nucić piosenkę pod nosem. Tak bardzo chciała dodać samej sobie otuchy. Piski gryzoni niosły się echem, pomimo zasłoniętych oczu, zaciskała swoje powieki. Zaczynała się modlić, tak cholernie się bała...
— Cześć, zgłodniałaś? — powiedział jej oprawca. — Mam też coś do picia, ale musisz być grzeczna, tak? — podsunął pod jej usta kromkę suchego chleba. Ugryzła kawałek, potem następny. Dał jej się napić, tak cholernie ją suszyło. Czuła jak bawi się jej włosami, co wzbudzało w niej lęk. — Jeszcze trochę, albo cię wykupi, albo się pobawimy, dla niego. Kochasz go prawda? — nie odpowiadała nic, co zdenerwowało chłopaka i strzelił jej z otwartej dłoni w policzek. — Widzisz, nie lubię jak suki się stawiają... Skoro zadałem ci pytanie, to powinnaś mi odpowiedzieć, a nie zmuszać do takiego zachowania... — powiedział głaszcząc obite miejsce. — Zapytam jeszcze raz, kochasz go?
— Tak. — odpowiedziała cicho
— Widzisz, od razu jest milej, kiedy chcesz współpracować. Poczekamy jeszcze do wieczora... Jakoś mu się nie spieszy z dzwonieniem. Chyba nie kocha cię na tyle, na ile ty go kochasz, przykro mi. Miłość to podła suka.
— Nieprawda, nie wiem kto cię tak zranił, ale współczuję ci... — powiedziała cicho.
— Co ty możesz wiedzieć o moim życiu?
— A co ty możesz wiedzieć o moim...? Wielkie ego, żądza pieniędzy i bycia poważanym na dzielnicy. Tacy ludzie musieli być w przeszłości zgnojeni, tylko zaczęli się odbijać od dna po ciemnej stronie mocy...
— A zamknij się już... — splunął pod jej kolana i wyszedł. Westchnęła cicho i dla dodania sobie otuchy, zaczęła wspominać swoje spotkanie z Kubą, jego uśmiech, to jak o nią walczył...

Panowie wypłacili pieniądze i zmierzali w stronę domu.
— Co zrobisz jak ją odzyskasz? — spytał Krzychu.
— Nie wiem... Mam ochotę zrobić dwie rzeczy, spuścić jej lanie za upartość i tulić ją mocno do siebie. Jednak nie wiem, co jest silniejsze... — westchnął. — Boję się, że oni ją skrzywdzą.
— Szczerze to wątpię...
— Czemu?
— Bo jest dla ciebie zbyt cenna. Wiedzą, że zapłacisz...
— Obyś się nie mylił... Zajebę tego gnoja... — zacisnął pięści.
— Kuba, na spokojnie, rób to, co chce policja, po prostu współpracuj. Zdaje mi się, że to najlepsza opcja.
— Wkurwia mnie to całe czekanie. — powiedział kopiąc kamień.
— Damy radę.
— Wychowałem się w tym mieście, całe moje serce jest tutaj, to mój dom, a zgnoiło osobę, na której najbardziej mi zależy. O ironio... — Krzychu dostrzegał jak bardzo jego przyjaciel cierpiał. Weszli do domu, gdzie była już cała ekipa policjantów. Podszedł do niego Jacek.
— Jak masz mu dać znać? — spytał widząc, że Kuba wybrał już gotówkę.
— Zadzwonić na jej numer. Powie mi, gdzie mam zawieźć hajs.
— Dobra, dzwoń. Postaramy się namierzyć sygnał. — odpowiedział, a Que wziął głęboki oddech i wykonał połączenie.
— Nie spieszyłeś się. — odpowiedział mu głos Siwego.
— To nie takie łatwe, jakby się wydawało, wypłacić tyle hajsu. — powiedział, a jego pięści ponownie zaciskały się i otwierały.
— No dobra, dobra. Umowa to umowa. Przyjedź na osiedle.
— Dobra. — Siwy rozłączył się, a Kuba zaklął kilka razy pod nosem.
— Za krótka rozmowa, dobra obstawcie bloki, panie Grabowski, dostanie pan kamizelkę kuloodporną. Pojedzie pan tam własnym samochodem, nasi ludzie już tam będą. Zero patrzenia w naszą stronę i musi się pan zachowywać jak najbardziej normalnie.
— Okej.
— Proszę trzymać się planu. Kiedy tylko uwolnią dziewczynę, proszę niezwłocznie udać się do samochodu i odjechać, wtedy nasza ekipa go zgarnie i odbierze okup. Tylko błagam, nie daj się ponieść emocjom, bo to może wszystko zepsuć.
— Dobra, będę działał według planu.
— Mam też jechać? — powiedział Krzychu.
— Co to, to nie... Nie będziesz się narażać. — powiedział Que i spisał na kartce kilka rzeczy. — Załatw mi to. — poprosił Krzyśka, który przytaknął głową i wyszedł z mieszkania.
— Kuba...
— Mamo...? — kobieta rzuciła się w jego ramiona i wtuliła się mocno. Miała w oczach łzy. Jak każda matka martwiła się o swoje dziecko. — Nic mi nie będzie. Zrób coś dobrego do jedzenia, a za maks godzinę zjemy razem posiłek, tak? — starał się uspokoić kobietę i zapewnić, że będzie dobrze.
— Dobrze. Jak tylko wyjdziesz z Lolą zadzwoń do mnie. — powiedziała i ucałowała go w czoło.
— Dobrze, ale nie odchodź tutaj od zmysłów. Będzie wszystko dobrze.
— Kiedyś jak będziesz miał swoje dzieci, to sam zobaczysz jak to jest...
— Zbieramy się, gliniarze są na miejscu. — powiedział Jacek i panowie zeszli na dół. — Jedziesz na bloki, po prawej będziesz miał wolne miejsce parkingowe. Zaparkujesz tam i zostaw kluczyki w stacyjce.
— Dobra.
— Jedź za mną. — każdy z mężczyzn wsiadł do swojego wozu i ruszył za policjantem. Puścił ostry rap, który go nakręcał bojowo. Był cholernie poddenerwowany. Myślał o niej, czy traktowali ją dobrze, czy bardzo się boi i czy jest cała. Czuł jak serce zaczyna mu bić coraz szybciej, miał wrażenie, jakby miało mu wyskoczyć z piersi. Z każdym przejechanym metrem, czuł jak w gardle rośnie mu gula. Chyba w życiu nie bał się bardziej. Zaciskał mocniej dłonie na kierownicy, aż kostki mu bielały. Kiedy zobaczył bloki wstrzymał na chwili zobaczył po prawej wolne miejsce parkingowe. Widział tajniaków, którzy zachowywali się jak zwyczajni cywile. Zaparkował i jeszcze chwilę zbierał myśli. Sięgnął po torbę z pieniędzmi i wysiadł.

ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide FanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz