— Możecie iść na śniadanie? — zapytał Kuba, kiedy wstał Kondracki i wyrwał się z objęć Lolki.
— Jesteś pewien, może dla bezpieczeństwa ktoś powinien zostać? — Kondracki zmierzył przyjaciela wzrokiem.
— Krzysiek, nie zaczynaj, może te groupies ze wczoraj czekają w restauracji, idź zobacz...
— Nie musisz pluć jadem, powinieneś mi dziękować... — Krzychu mijając przyjaciela uderzył go z bara.
— Dziękować za co?
— Za to, że po raz kolejny przyjmuję twoją zapłakaną dziewczynę. — w pokoju zapanowała cisza. — Naucz się o nią dbać, albo ją zostaw w spokoju, nie zasługuje, by płakać przez ciebie... — powiedział i zmierzył Grabowskiego wzrokiem.
— Wyjdź...
— Sam wyjdź, to nasz pokój... — powiedział złośliwie i poszedł do toalety. Ich przekomarzanie się, obudziło dziewczynę, jednak z racji tego, że spała w stronę ściany, nie przyznawała się do tego. Leżała bez ruchu.
— Przyznaj się w końcu, że nie jest ci obojętna, więc nie możesz sobie znaleźć kogoś po Olce...
— Chyba sobie żartujesz, wybacz nie sprawię byś się poczuł, że twoja dziewczyna jest rozrywana i pożądana... Jest piękna, ma wspaniały charakter, okej... Ale na litość boską, jest z tobą... Jednak zdaje mi się, że nie długo. Kiedyś pęknie i zostanie po niej tylko zapach Herrery w pokoju.
— Skąd wiesz, jakich używa perfum? — spojrzał na niego mrużąc oczy.
— Bo jestem jej przyjacielem... — powiedział do Kuby z głosem przesyconym jadem.
— Coś was łączy?
— Teraz to sobie ubzdurałeś... — parsknął śmiechem. — Twoja zazdrość i głupie podejrzenia sprawią, że zostaniesz sam. Skoro ja już ledwo z tobą wytrzymuję, to co dopiero to biedactwo. — powiedział i zmierzył go wzrokiem, znikł w końcu w toalecie.
— Jak możesz go posądzać o takie świństwa, a przy okazji mnie? — powiedziała dziewczyna.
— Lolka, to nie tak... — powiedział szybko.
— A jak? Chciałam się pogodzić, a ty co? Insynuujesz, że pieprzę się z twoim najlepszym przyjacielem? — spojrzała na niego. — Wiedz, że nie dałam nikomu innemu niż tobie od czasu tych wydarzeń w Londynie. — powiedziała do niego i usiadła na łóżku, zaczęła ubierać spodnie.
— Lolka, to nie tak, sprawdzam go, bo wczoraj rzucił się w objęcia groupies. Nie mam nic złego na myśli, ale wiem, że jak chce to potrafi być czarujący i owinąć sobie panny wokół palca. Proszę, pogadaj ze mną. — powiedział skruszonym tonem.
— W naszym pokoju. — powiedziała tylko mijając go i weszła do pokoju, gdzie dziewczyny siedziały na łóżku i gadały.
— O proszę są nasze gołąbki. — Paula zaśmiała się ciepło.
— Tak, dacie nam chwile, skoczcie sobie na śniadanie do restauracji i każcie wszystko doliczyć do rachunku Grabowskiego.
— Dobra. — dziewczyny wymieniły się buziakami w policzek i wyszły. Niebieskowłosa podeszła do swojej torebki i wyciągnęła z niej telefon i paczkę papierosów, po czym wyszła na balkon i odpaliła szluga.
— Przepraszam za tego ochroniarza, odwołam go, jeśli chcesz. Martwiłem się o twoje bezpieczeństwo po tym porwaniu, a nie chciałem cię wiązać przy sobie i łazić wszędzie z tobą, by mieć pewność, że nic ci nie grozi...
— Okej, przecież tylko od kilku miesięcy odchodzę od zmysłów, że uroiłam sobie, że ktoś mnie śledzi.
— Miał być dyskretny.
— Był, do tej pory nie wiem, jak wygląda. — powiedziała szybko.
— Nie chcę się kłócić, dopiero co cię odzyskałem.
— I już wjeżdżasz na tor prowadzący do zerwania, a twój pociąg lada moment może się wykoleić. — powiedziała z premedytacją. Chłopak ukucnął przy niej i wziął jej dłoń, pocałował ją i spojrzał w jej oczy.
— Wiesz czego najbardziej nienawidzę?
— Czego? — spytał nie bardzo wiedząc, do czego pije dziewczyna.
— Tego, że jestem od ciebie uzależniona, tego, że nie umiem bez ciebie normalnie funkcjonować. To z jednej strony jest piękne, a z drugiej przerażające. — spojrzała mu prosto w te zielone oczy.
— To miłość...
— Błagam cię, nie wyjeżdżaj mi teraz z miłością. Nikt z nas nie wie, czym to ustrojstwo jest. — powiedziała szybko i pokręciła na boki.
— Wybaczysz mi to? — zapytał.
— Wybaczę, a jakie mam wyjście, ale pilnuj się, okej? — powiedziała a chłopak wtulił głowę w jej uda, kiedy uklęknął przed nią.
— Dziękuję... — powiedział cicho.
— Ale obiecaj, że nigdy, przenigdy nie posądzisz Krzycha o takie coś.
— Obiecuje.
— No i masz go przeprosić.
— Muszę? — zajęczał niezbyt zadowolony.
— Grabowski...
— No dobra, już idę. Dostanę buziaka? — zapytał dość niepewnie. Pokręciła głowa na boki, jednak ostatecznie wpiła się w jego usta.
— Idę na śniadanie. — powiedziała i praktycznie zrzuciła go z siebie. Poszła do łazienki, gdzie wzięła szybki prysznic, zrobiła makijaż i założyła sukienkę. Pomimo, że była już praktycznie jesień, na dworze można było spotkać jeszcze ostatnie tchnienia lata.
— Fiu fiu, ale się wystroiłaś... — powiedziała jej matka.
— Normalnie wyglądam.
— Widzę, że Kuba dobrze na ciebie działa... Gdzie się podziała ta zbuntowana pannica, która sukienkom mówiła stanowcze nie?
— Jest tutaj cały czas, jednak jak chcesz najechać facetowi na ambicję to wejdziesz i w worek po ziemniakach, jeśli wiesz, że to na niego działa. — powiedziała lekko poddenerwowana tekstami swojej matki. Kuba z Krzychem weszli na salę jako ostatni, roześmiani i wygłupiający się. Pogodzili się i było to od razu czuć w powietrzu. Lola mimowolnie przygryzła wargę, widząc roześmianego narzeczonego. Takiego lubiła go najbardziej, wesołego i beztroskiego. Kuba podszedł do niej i nachylił się nad nią. Złapał za jej podbródek i wpił się namiętnie w jej usta. Spojrzał w te brązowe oczy z wdzięcznością, ciesząc się, że mu wybaczyła.
— Dobra po śniadaniu idziemy jeszcze chwilę połazić i zbieramy się do Lolki na ognisko.
— Co?! — spytała z lekka zdezorientowana. Marzyła tylko, by znaleźć się już w Warszawie i zostać sam na sam z narzeczonym, jednak zdawało się, że nie było jej to dane.
— Tak, zaprosiłam wszystkich do nas, chyba nie masz nic przeciwko. — powiedziała jej matka.
— Nie no co ty, po prostu ta informacja do mnie, jakoś dziwnie nie dotarła.
— To my się też wpraszamy. — powiedziały dziewczyny z szerokimi uśmiechami.
— Dobra im więcej ludzi tym weselej. Mój braciszek tez będzie?
— Tak mówił, że dzisiaj ma wolne. — dodała jej matka, a dziewczyna pokiwała głową.
— No to impreza trwa dalej. — zaśmiała się pod nosem.
CZYTASZ
ATRAMENTOWE NOCE II Quebonafide Fanfiction
FanfictionObrócił jej świat o sto osiemdziesiąt stopni. Nie bójcie się, nie była mu dłużna. Jego świat też stanął na głowie. Czy żyjemy w czasach, gdzie można zakochać się przez internet? A może to tylko dzisiaj pozwala nam, na pokazanie tego, co w nas najlep...
