-Jaki wiek pan preferuje? - usłyszałem - mamy naprawdę szeroką ofertę.
-Osiemnaście. Ewentualnie siedemnaście - powiedziałem stanowczo. Chciałem kogoś młodszego, ale żeby jednocześnie nie było to dziecko.
Mężczyzna po drugiej stronie masywnego biurka, podsunął mi kilka stron z profilami wybranych osób. Kobiety natychmiast odrzuciłem. Nie podobały mi się.
Moją uwagę zwrócił siedemnastoletni szatyn. Cena była prawie trzykrotnie większa niż za innych. Zapytałem o niego.
-Jest naszym najlepszym towarem. Nigdy nie mieliśmy kogoś tak posłusznego, a w dodatku jest prawiczkiem. Jest warty swojej ceny.
-Wezmę go - byłem zdecydowany. Oikawa Tooru naprawdę przykuł moją uwagę. Czułem, że będzie dla mnie idealny.
W momencie podpisania umowy, Oikawa należał do mnie. Poszliśmy po niego. Zaskoczył mnie fakt, że nie miał obroży z prądem. Nie widziałem też ran, więc pewnie od początku nie miał jej zakładanej. W większości osoby przebywające w ośrodku były rażone prądem przy nieposłuszeństwie.
Wzrok miał wbity w ziemię, ale się słuchał. Był atrakcyjny, a jego skóra nie była skalana ani jedną ranką czy blizną. Na sobie miał tylko koszulkę i spodenki. Nic poza tym. W domu musiałem dokładnie obejrzeć ciało chłopaka.
-Pójdziesz z panem Iwaizumim - pokiwał na to głową. Wyciągnąłem do szatyna dłoń, by ją złapał. Dostrzegłem jak trzęsą mu się ręce, więc chciałem mu pokazać, że nie ma się czego bać. Nie byłem tyranem. Nie miałem zamiaru go bić czy gwałcić.
Zauważyłem że był posłuszny, dlatego że się bał. Wiedział doskonale jak przetrwać w miejscu takim jak to.
Zaprowadziłem go do samochodu i otworzyłem mu drzwi. Nawet nie próbował uciekać. Podczas jazdy próbowałem jakoś zdobyć jego zaufanie. Nie chciałem kogoś, kto się mnie boi.
-Jak ci na imię, słońce? - zapytałem, mimo że znałem odpowiedź. Chciałem go jakoś wciągnąć w rozmowę.
-Oikawa Tooru, proszę pana - odpowiedział prawie że automatycznie.
-Powiedz mi coś o sobie.
Ledwie wydusił z siebie to że ma siedemnaście lat i lubi grać w siatkówkę. Grał zanim trafił do ośrodka. Szkolili tam ludzi, głównie nastolatków i sprzedawali innym. Handel ludźmi był w pełni legalny.
-Chcę tylko żebyś wiedział, że nie musisz się mnie bać. Nie zrobię ci nic złego. Zasady omówimy sobie w domu.
Zaparkowałem na podjeździe. Zauważyłem że był pod wrażeniem jak duży jest mój dom, ale nic nie powiedział. Oboje wysiedliśmy z samochodu, a ja otworzyłem drzwi.
Na zakup chłopaka przygotowywałem się już dużo wcześniej. Wiedziałem w jakim mniej więcej wieku go chcę i jak ma wyglądać. Tooru zwrócił moją szczególną uwagę. Miałem przygotowane praktycznie wszystko.
-Zanim sobie porozmawiamy, pokażę ci twoją garderobę i łazienkę. Jest tylko do twojej dyspozycji, więc możesz się przebrać, umyć czy co tam będziesz chciał. Po tym przyjdź do mnie do salonu. Jest tam - wskazałem dłonią na pomieszczenie.
Czekałem na niego maksymalnie z piętnaście minut. Przyszedł w jasnych jeansach i białej bluzie. Zauważyłem że wziął prysznic.
-Chodź na kolana - poklepałem udo. Usiadł, a ja go objąłem za biodra - podobają ci się ubrania?
Jego szafa była wypełniona po brzegi. Kupiłem chyba wszystko. Na moje pytanie pokiwał głową. Tu miał dużo lepiej niż w ośrodku i chyba sam to zauważył.
