-Do mnie czy do ciebie? - zapytałem, gdy padła od Leva propozycja spędzenia razem weekendu. Nie ukrywam że podobał mi się ten pomysł.
-Możemy do mnie - wzruszył ramionami - pomogę ci.
Wziął drugą miotłę i zaczął zamiatać. Dzisiaj była moja kolej na sprzątanie po treningu, więc byłem mu wdzięczny że mi pomaga.
Jednocześnie co chwilę zerkałem na Kuroo, który usiłował wyrwać w końcu Kenmę. Flirtował z nim przy wyjściu. Miło się patrzyło na to jak lata za nim z kwiatami i prawi komplementy. Czarnowłosy kochał Kenmę jak szalony, nawet mimo tego że blondyn był transpłciowy. Yamamoto mu z tego powodu trochę dokuczał, ale wystarczyło jedno spojrzenie Kuroo, by przestał.
Zamyśliłem się trochę o nich, bo Tetsuro prawie cały dzień gadał o blondynie. Chciałem by im wyszło. W końcu gdyby nie Kenma, nie spotykałbym się teraz z Levem.
Poczułem duże dłonie na swoich biodrach. Lev się pochylił i oparł brodę na moim ramieniu.
-O czym tak myślisz?
-O nich. Kenma nadal się nie zgodził na randkę.
-Bo się boi. Rozmawialiśmy o tym. Chce Kuroo, ale boi się że się nim zabawi i go zostawi. Boi się też, że nikt nie widzi w nim chłopaka.
-Przecież Kuroo mu tego nie zrobi - zmarszczyłem brwi. Ułożyłem swoje dłonie na tych jego - i jest chłopakiem. Dla nas wszystkich.
-Też mu to powiedziałem. Próbuje się przełamać do związku.
-Chcę być na bieżąco. Jak coś będziesz wiedział to gadaj.
-Okej - pocałował mnie w policzek.
Wróciliśmy do sprzątania. Rzuciło mi się jeszcze w oczy to, że Kuroo objął Kenmę ramieniem gdy wychodzili. Delikatnie się uśmiechnąłem.
-Zbieramy się? - zapytał jasnowłosy gdy w końcu skończyliśmy sprzątać. Oboje byliśmy już przebrani, więc mogliśmy iść. Kiwnąłem głową i poszliśmy w stronę wyjścia z hali.
Podczas spaceru zerkałem na jego dłoń. Nie przyznam się do tego, że lubiłem gdy mnie łapał za rękę czy dotykał. Między nami jeszcze nigdy do niczego nie doszło, ale robiło mi się gorąco na samą myśl że moglibyśmy pójść do łóżka.
Widząc że sam się nie domyśli, czego chce, sam złączyłem nasze palce. Oparłem się o jego ramię. Czasami nienawidziłem że sięgałem tylko do niego. Chociaż nie narzekałem gdy mnie obejmował.
W domu przywitałem się z jego siostrą i rodzicami. Lubili mnie, a nawet zaproponowali obiad. Dopiero po nim mogliśmy pójść na górę.
Niespodziewanie mnie podniósł i posadził na biurku. Nawet gdy na nim siedziałem, nie dorownywalem mu wzrostem.
-Yaku - wymruczał składając pocałunki pod moim uchem - tak pomyślałem... Może chciałbyś już to zrobić?
Kurwa, trochę niezręcznie się zrobiło.
-Możemy - odwróciłem wzrok. Dłonie ułożył pod moją koszulką i stanął bliżej, między moimi nogami. Zaczepiłem się o jego biodra by mógł przenieść to co się między nami działo na łóżko - ale jesteś pewien, że nikt nie wejdzie?
-Praktycznie nigdy nie wchodzą. Nie martw się - musnął mój nos, ale i tak wstał by zamknąć drzwi.
Wrócił do mnie i pozbył się mojej koszulki. Spokojnie leżałem, poddając się pocałunkom. Raczej pogodziłem się z faktem, że będę na dole.
Odsunął się na chwilę by rozebrać się do bokserek, a także dobrać się do moich spodni. Zsunął je wraz z bielizną. Teoretycznie nie powinniśmy się siebie wstydzić bo prysznice nie były zasłaniane. Nie przypatrywałem się jednak kolegom z drużyny podczas mycia się. On raczej też nie. No chyba że mnie.
-Chodź na kolana - polecił, podnosząc się. Siedziałem na nim okrakiem i doskonale czułem jak ściska w dłoniach pośladki. Przejechał nawet palcami po dziurce.
Jak zrobi to na sucho, to chyba go zabije.
Poprosił jednak bym sięgnął po lubrykant, co trochę mnie uspokoiło. Gdy rozgrzewał go w palcach, ja zsunąłem jego bokserki na tyle, by móc wyjąć członka. Przesuwałem po nim w górę w i dół, mimo że był już twardy. Niekontrolowanie wzmocniłem uścisk, gdy włożył dwa palce na raz. Sięgał nimi bardzo głęboko, bo miał dużą dłoń. Zresztą, nie tylko dłoń.
-Już możemy? - dopytał, robiąc palcami nożycowate ruchy. Sam nie byłem pewien czy już byłem odpowiednio przygotowany, po zaledwie kilku minutach ale kiwnąłem głową.
Przyciągnął mnie bliżej i trochę rozchylił pośladki bym mógł spocząć na przyrodzeniu. Grawitacja mi odrobinę pomogła, bo znalazł się w całości we mnie.
-Kurwa - szepnąłem, wręcz czując jak boleśnie mnie rozciąga. Cierpliwie pogłaskał mnie po plecach i dał kilka buziaków.
Musiałem się w końcu ruszyć, bo może dzięki temu zrobi się lepiej. Podniosłem biodra i opadłem jeszcze raz, w czym mi pomógł. Nie śpieszyliśmy się. Ruchy były subtelne i przepełnione namiętnością. Czule mnie całował, bo uwielbiał to robił. Oboje kochaliśmy łączyć nasze usta w przepełnionych uczuciem pocałunkach.
Przeniosłem jedną z dłoni na swoje przyrodzenie, chcąc dojść razem z nim. Zdobywałem się na jęki, które jeszcze bardziej podniecały mojego chłopaka. Oddałem mu kontrolę nad moimi biodrami, przez co to on teraz nadawał tempo.
Osiągnąłem szczyt jednak trochę przed Levem i poczułem jakby wszystkie siły ze mnie ulatywały. Chcąc jednak trochę pomóc jasnowłosemu, zsunąłem się na kolana. Wziąłem do ust główkę i patrząc mu w oczy zabrałem się za oblizywanie i ssanie. Wplątał dłoń w moje włosy i trochę za nie szarpnął. Ostrzegł mnie zanim doszedł, bym mógł wyjąć z ust przyrodzenie. Spuścił się w moją dłoń. Odważyłem się jednak jeszcze go dokładnie oblizać z nasienia.
Pomógł mi wstać i ponownie wziął na kolana. Oparł czoło o moje i wyszeptał, że mnie kocha.
-Ja też cię kocham - odpowiedziałem.
Podczas naprawdę długiej sesji leżenia w swoich ramionach pod pościelą, chłopakowi zawibrował telefon. Sięgnął po niego.
-To Kenma - odczytał wiadomość - czytaj - pokazał mi wiadomości, jednocześnie odpisując.
Kenma: Levvvv
Ja i Tetsu
No wiesz
A co jak mnie teraz zostawi?
Poszedł do łazienki a mi chcę się płakać
Lev: Przecież zaraz wróci, nie uciekł przed tobą
Nie martw się na zapas
Jak było?
Kenma: Całkiem okey
Był... Delikatny
Powiedział że mnie kocha i nazwał "księżniczką"
Lev: no widzisz :)
Nie było się czego bać
Kuroo na tobie zależy
Spróbuj, co ci szkodzi?
Kenma: masz rację :)
Spróbuję
Ale jak nie wyjdzie, wisisz mi lody i maraton filmowy
Lev: jasne
-Jesteś blisko z Kenmą? - zapytałem w końcu, gdy odłożył telefon.
-Chyba można tak powiedzieć. Przyjaźnimy się - wzruszył ramionami.
-Mhm... - przysunąłem się bliżej.
-Zazdrosny jesteś - rozwalił mi włosy.
-Wcale nie, dupku - odkleiłem się od niego i położyłem plecami do wyższego. Westchnął tylko i mnie objął, kładąc dłoń na biodrze.
-Nie masz o co być zazdrosnym. Kocham cię, Yaku.
