Obudził mnie ten jebany budzik. Ludzie dajcie spać. Nie mogłam spać i jestem śpiąca. Może chwilę spałam. Ale tak to nie. Poczułam że nie mam Bena. Kurwa gdzie on jest?
- Co ty się tak wiercisz? I wyłącz to gówno.
- Szukam Bena.
- Kogo?
- Misia.
- Ja pierdole... Nie dasz pospać.
- Nie, nie dam!
Znalazłam go w końcu i się położyłam.
- Rusz dupę do szkoły.
- Spierdalaj nigdzie nie idę.
- Idziesz.
Zdjął ze mnie kołdrę.
- Pierdol się.
Obróciłam się na drugą stronę, ale od razu wstałam żeby zwymiotować, serio? Poszłam szybko do toalety. Luke tak jak wczoraj wziął mi włosy.
- Trzeba iść z tym do lekarza.
- Nie trzeba.
Znowu zwymiotowałam.
- To dlaczego wymiotujesz? Bez powodu się tego nie robi.
- Byłam z Natalią w barze, zwykłe zatrucie.
- Ale to chyba się bierze na to jakieś leki.
Usiadłam na podłodze, chyba już koniec.
- Wiem że są leki.
- Przynieść ci coś?
- Mojego jednorożca i kapciuszki jednorożca.
- Serio? Wiesz że idziesz do szkoły?
- Wiem, w tym pójdę.
- Ty pojebana jesteś.
Zaśmiał się, pokręcił głową i poszedł do pokoju. Ja się oparłam o ścianę i na niego poczekałam. Przyniósł mi.
- Coś chcesz jeszcze?
- Nie, już dam sobie radę.
- Okej, jak coś to wołaj.
Wyszedł, a ja się umyłam, zrobiłam poranne czynności. Ubrałam się w tego jednorożca, założyłam kapcie.
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Poszłam po misia, wzięłam torbę i zeszłam na dół.
- Kylie.. ty się dobrze czujesz?
Usłyszałam Karola.
- Nie, daj mi spokój.
- Widzę, że nie w humorze.
- No to dobrze widzisz.
Usiadłam przy stole i zjadłam kanapki które były przygotowane. Kto ostatnio robi te śniadania? Dobra nie wnikam. Zjadłam kilka kanapek i poszłam do samochodu.