Wyszliśmy tylnym wyjściem i jeszcze musimy iść paręnaście minut do samochodu... Fajnie. Doszliśmy do niego i pojechaliśmy do domu.
- Nie możecie kurwa zrozumieć, że tak się nie robi?
Usłyszałam Karola.
- Ej synek, ja się cieszę że jest szczęśliwa. Nie mam nic przeciwko.
Powiedział tata.
- A ona? To jest jej życie, okej? A poza tym i tak nigdy się nią nie interesowałaś to co cię nagle naszło?
- Chciałam was odwiedzić i zobaczyć jak się wam żyje.
- No to wiesz, że zajebiście nam się żyje. Możesz iść, do widzenia.
- Karol! Gdzie ona? - Do domu wbiegła Mandy. - Kylie! Boże ty wiesz jak ja się martwiłam?! Jejku nic ci nie jest? Wszystko okej?
Przytuliła mnie.
- Jest w... - Karol wszedł do korytarza - o, hej.
Uśmiechnął się.
- Hej hej, wszystko okej.
Zaśmiałam się.
- Jak dobrze, a chłopcy?
- Też wszystko okej.
- Chodź, idziemy usiąść i pogadać.
Pociągnęła mnie za rękę. Poszliśmy wszyscy do salonu i zobaczyłam rodziców... Ugh.
- Jak się czujesz? - Przewróciłam oczami i się wróciłam na korytarz w stronę schodów. - zaczekaj. Słuchaj... Wiem że źle zrobiłam, nigdy nie byłam przy tobie, nie miałaś dzieciństwa, przyjaciół na stałe bo się cały czas przeprowadzaliśmy ale... Jesteś dla mnie wszystkim.
- Jakoś tego nie widać.
Zaczęłam iść w stronę schodów. Poczułam jej rękę.
- Kylie.. nie możemy normalnie porozmawiać?
- Nie, już powiedziałaś za dużo.
- Nie chciałam żebyś sobie zniszczyła życie.
- Ale.. mówisz na mnie, a sama nas miałaś w wieku dwudziestu lat. To tylko rok różnicy.
- Wiem, dlatego nie chciałam żebyś popełniła ten sam błąd co ja. Znaczy... Nie byliście błędem, ale rzuciłam przez ciążę szkołę, przestałam się uczyć. Gdyby nie Maja bym była nikim, byśmy nie mieli pieniędzy.
- Ale byś chociaż była w domu, byś ty mnie wychowała, a nie sąsiadka, kiedyś pamiętam nawet nie widziałaś że byłam załamana. Obchodziła cię tylko praca... Widzisz to? - Pokazałam na moje nadgarstki - nawet tego nie zauważyłaś.
Spłynęło mi kilka łez.
- Ale... Dlaczego?
- Byłam młoda i głupia, chłopak mnie chciał zgwałcić. Nie widziałaś tego, gdyby nie Mandy to... Nie wiem jakby się to skończyło... Nie widziałaś że siedzę cały dzień w pokoju, że się tnę, nawet nie wiedziałaś z kim się przyjaźnie. Nic nie wiedziałaś. Sąsiadka więcej o mnie wiedziała. Nie przez Karola się zmieniłam, tylko przez Jasona. I to było kilka lat temu. Bawiłam się sobą, widzisz ten ślad? - pokazałam na przekreślone serce, tak bardzo tego nie widać, jest niewyraźne i się zlewa ze skórą ale jest. - kochałam go, a on się mną bawił, założył się. Może i miałam te trzynaście lat, szczeniacka miłość, ale jednak są wspomnienia. Pamiętasz jak pojechałam z Mandy do jej babci? - pokiwała głową - wtedy leżałam w szpitalu, bo przedawkowałam leki. Twoje leki. Teraz wiem, że to było głupie, ale wtedy mi to sprawiało przyjemność. Wstydzę się teraz tego co robiłam, ale.. nie cofnę czasu.
CZYTASZ
Przyjaciel mojego brata || ZAKOŃCZONE
FanfictionCzerwiec 2017 💗 #1 w dla nastolatków (12.09.2017) 1M wyświetleń 23.02.2018 ❤ ~w trakcie poprawek~
