158

16.6K 711 52
                                        

Zauważyłem że powoli je otwiera. Przyjechało pogotowie i ją zabrało.

- Karol... Możemy pogadać?

Zapytała jego mama.

- Nie, nie możemy. Sama byłaś w ciąży, i to w dwóch. Ty się kurwa módl żeby te dzieci przeżyły. I skoro ona nie jest twoją córką to sorry, ale ja nie jestem twoim synem, pa.

W ogóle to ja nie wiem dlaczego tu stoję... Pobiegłem szybko po samochód i jak najszybciej pojechałem do tego szpitala. Kurwa ja nie wiem co zrobię jak im się coś stanie. Serio? Korek? Akurat teraz?! Skręciłem i zaparkowałem w jakiejś uliczce, pobiegłem do tego szpitala. Podszedłem do recepcji.

- Przed chwilą przywieźli Kylie Smith, jest w ciąży i zemdlała.

- A pan to?

- Narzeczony.

- Na obserwacji.

- Dziękuję.

Pobiegłem tam i zobaczyłem lekarzy przy niej.

- Przepraszam, co z nią? I z dziećmi.

- Zaraz wszystko zbadamy.

- Okej.

Złapałem koniec tego łóżka i na nią spojrzałem.

- Spokojnie... Wszystko będzie w porządku.

Uśmiechnął się i spojrzał na moje dłonie. Też na nie spojrzałem i zobaczyłem że trochę za mocno to ściskam. Rozluźniłem je i usiadłem na krzesełku obok.

- Hej - Powiedziałem a ona spojrzała na mnie ze łzami w oczach. - już, będzie okej - Przytuliłem ją, sam się tego boję ale ktoś musi ją pocieszyć. - nie martw się tym, w ogóle o tym nie myśl.

- Nie umiem.

- Kylie! - podbiegł Karol - jak się czujesz?

- Dobrze...

- Przepraszam, ale proszę wyjść... Chcemy zrobić badania.

Usłyszałem lekarza. Wyszliśmy i poczekaliśmy za drzwiami. Zauważyłem ich rodziców. Ja pierdole... Przewróciłem oczami i poszedłem trochę dalej. Szczerze to nie zdziwiłem się że tak powiedziała, myśli tylko o swojej dupie i nic więcej. Zauważyłem że Karol się z nimi kłóci. Nie podejdę do nich, nie ma szans. Zobaczyłem, że lekarz wychodzi z tej sali. O to ten który się zajmuje Kylie.

- Przepraszam i co z Kylie?

- Wszystko w porządku.

Uśmiechnął się.

- A dzieci?

- Całe i zdrowe, nie ma się czym przejmować ale... Radzę żeby teraz odpoczęła. Nie może się denerwować bo to źle wpływa na ciążę.

- Dziękuję, można do niej wejść, prawda?

- Tak, ale... Kim dla niej jesteś?

- Chłopak.

- I ojciec dzieci?

- Tak.

- To wejdź, ale... Nikt więcej. Jedynie rodzina.

- Dziękuję.

Wszedłem do niej i usiadłem na tym krzesełku.

- Wszystko jest okej.

Uśmiechnęła się.

- Wiem, gadałem z lekarzem.

Wyszczerzyłem się.

Przyjaciel mojego brata || ZAKOŃCZONEOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz